W naszej gminie (liczącej, przypomnijmy, 20 tysięcy mieszkańców) utarł się pewien specyficzny rytuał. Nieważne, czy to otwarcie nowej za miliony złotych, czy kameralne spotkanie przy herbacie w świetlicy wiejskiej – na zdjęciach i przy mikrofonie niemal zawsze widzimy ten sam zestaw osób. Burmistrz Grzegorz Romaniuk, zastępca Krzysztof Wójcicki oraz przewodniczący rady Jan Fryc.
Wielu mieszkańców zadaje sobie pytanie: czy to ma sens? Czy na każdej, nawet najmniejszej imprezie, potrzebujemy pełnej reprezentacji najwyższych władz?
Szacunek czy „gminny celebrytyzm”?
Z jednej strony obecność włodarzy jest miła. Dla organizatorów to sygnał: „wasza praca jest ważna”. Miło jest uścisnąć dłoń burmistrza Romaniuka czy zamienić słowo z przewodniczącym Frycem. Buduje to poczucie, że władza jest blisko ludzi, dosłownie „na wyciągnięcie ręki”.
Z drugiej strony – czy obecność całej trójki naraz na „byle jakich” wydarzeniach nie jest lekką przesadą?
Kiedy ilość przechodzi w... kampanię?
Zarządzanie 20-tysięczną gminą to ogrom pracy administracyjnej. Przygotowywanie wniosków o dotacje, nadzorowanie remontów, spotkania z inwestorami – to dzieje się w zaciszu gabinetów. Jeśli nasi liderzy: Romaniuk, Wójcicki i Fryc, spędzają każdy weekend i wiele popołudni na przecinaniu wstęg w komplecie, rodzą się dwa ryzyka:
Efektywność: Kiedy mają czas na realne zarządzanie i odpoczynek, by podejmować trzeźwe decyzje?
Przerost formy nad treścią: Trzech najważniejszych ludzi w gminie na małym turnieju warcabowym wygląda bardziej jak permanentna kampania wyborcza niż realna potrzeba urzędowa.
Jak to robią inni?
W wielu nowoczesnych samorządach stosuje się zasadę delegacji. Na najważniejsze uroczystości idzie Burmistrz. Na tematyczne spotkania społeczne – Zastępca Wójcicki. Na sesje jubileuszowe czy wydarzenia związane ściśle z radą – Przewodniczący Fryc. Dzięki temu władza jest obecna wszędzie, ale nikt nie odnosi wrażenia, że „jest ich za dużo”.
Pytanie do Was
A jakie jest Wasze zdanie? Czy cieszy Was widok kompletu władz na każdej imprezie, bo czujecie się wtedy ważni jako mieszkańcy? A może wolelibyście, aby panowie rzadziej bywali na salonach, a częściej skupiali się na pracy w urzędzie, zostawiając reprezentowanie gminy radnym z danego okręgu?
Dajcie znać w komentarzach!