czwartek, 9 lipca 2026

Ile zarabiają lekarze w kolbuszowskim szpitalu?

 Jeśli to, o czym nieoficjalnie się mówi, jest prawdą i rzeczywiście około 10 tysięcy lekarzy w Polsce osiąga miesięczne dochody przekraczające 100 tysięcy złotych, to statystycznie również w kolbuszowskim szpitalu powinno pracować przynajmniej kilku medyków z takimi zarobkami.
Dlatego powstał oddział onkologiczny?

To robi wrażenie.







Nawet 50 tysięcy złotych miesięcznie dla większości ludzi jest kwotą trudną do wyobrażenia. A 30 tysięcy? Dla ogromnej części mieszkańców powiatu to również poziom praktycznie nieosiągalny.
Taki starosta Kardyś, czy burmistrz Romaniuk, to przecież "zaledwie" 20 tysięcy co miesiąc na koncie.

Pojawia się więc pytanie: ile realnie może/powinien zarobić lekarz, pracując wyłącznie w kolbuszowskiej lecznicy? Bez prywatnego gabinetu, bez dyżurów w kilku szpitalach jednocześnie, tylko w jednym miejscu.

I od razu ważne zastrzeżenie – ten wpis nie jest wymierzony w lekarzy. Jeżeli ktoś zdobywa kwalifikacje, bierze odpowiedzialność za ludzkie życie i zgodnie z obowiązującymi przepisami zarabia duże pieniądze, trudno mieć do niego pretensje.

Znacznie ciekawsze jest inne pytanie.

Co sprawia, że system ochrony zdrowia działa w taki sposób? Czy problemem są zbyt niskie limity przyjęć na studia medyczne z poprzednich dekad? Niedobór specjalistów? Konstrukcja kontraktów? Sposób finansowania przez NFZ? A może wszystko naraz?

Bo jeśli w jednym miejscu brakuje lekarzy, pacjenci miesiącami czekają do specjalistów, oddziały mają problemy z obsadą dyżurów, a jednocześnie pojawiają się informacje o bardzo wysokich wynagrodzeniach części medyków, to warto zastanowić się nie nad tym, ile zarabia konkretny lekarz, lecz dlaczego system doprowadził do takiej sytuacji.

Może właśnie to jest najważniejsze pytanie w całej tej ogólnopolskiej dyskusji.

Azaliż... cos jest jednak chyba na rzeczy, bo coraz więcej miejscowych lekarzy przestawia się nowomodnie na... Whiskey. Nawet nas tym poczęstowano, zaznaczając, abyśmy pili bardzo powoli, bo to co mamy w szklance na samym dnie, warte jest kilkaset złotych.




<div style="max-width: 500px; margin: 0 auto;">


środa, 8 lipca 2026

Burmistrz Romaniuk idzie na wojnę

Z braku czegoś lepszego do roboty urzędnicy miejscy, pod przewodnictwem burmistrza Romaniuka, urządzili sobie  zabawę pod tytułem: „Jak nie odpowiedzieć na proste pytanie, wykorzystując jak najwięcej papieru i przepisów” , tak aby czas w robocie szybciej zleciał. Oczywiście wszystko za publiczne pieniądze.









Jak już wiecie, zapytaliśmy burmistrza, jakie obchody przygotowano z okazji rocznicy Rzezi Wołyńskiej. Pytanie proste, konkretne i dotyczące spraw publicznych.

Najpierw do akcji wkroczył kierownik Andrzej Selwa (który chce zostać derektorem MDK.
Uznał, że zanim dowiemy się czegokolwiek, powinniśmy udowodnić, kim jesteśmy i czy mamy kenkartę. Gdy wykazaliśmy, że takie żądanie nie znajduje podstaw prawnych i ponownie poprosiliśmy o odpowiedź, można było przypuszczać, że sprawa wreszcie ruszy do przodu.

Ale nie.

Na scenę wkroczył sekretarz urzędu, pan Matejek. Zamiast po prostu odpowiedzieć, sięgnął po ciężką artylerię urzędniczą i oznajmił, że informacja... wymaga przetworzenia. W związku z tym mamy  uzasadnić, po co właściwie chcemy ją otrzymać.

Trzeba przyznać – to już wyższa szkoła administracyjnej ekwilibrystyki. Człowiek pyta o obchody rocznicy, a urząd zachowuje się tak, jakbyśmy zażądali odtworzenia historii Wszechświata począwszy od Wielkiego Wybuchu.

Problem polega na tym, że w piśmie trudno znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: co właściwie wymaga tego całego "przetworzenia"? Bez tego wezwanie jest bezzasadne.

Nie wskazano, które informacje mają taki charakter. Nie wyjaśniono, dlaczego zwykła odpowiedź miałaby wymagać wyjątkowej pracy analitycznej. Jest natomiast klasyczne wezwanie do tłumaczenia się przez wnioskodawcę.

A to dopiero początek.

Pismo sprawia wrażenie gotowego szablonu. Nie odnosi się do konkretnej sprawy, nie analizuje naszego wniosku i nie wyjaśnia, dlaczego właśnie tutaj miałoby dojść do udostępnienia informacji przetworzonej.

Do tego dochodzą kolejne wątpliwości.

Wyznaczono nowy termin, choć przepisy i orzecznictwo wskazują, że nie powinno się tego robić, zanim wnioskodawca w ogóle odpowie na wezwanie.

Nie poinformowano również, że w przypadku niewykazania szczególnie istotnego interesu publicznego organ powinien wydać decyzję administracyjną, od której przysługuje odwołanie. Zamiast tego pojawia się stwierdzenie, że urząd "samodzielnie dokona oceny". Tylko że administracja nie działa według zasady "bo tak nam się wydaje". Powinna działać na podstawie przepisów.

Nie sposób też nie zauważyć braków formalnych. Wezwanie nie zawiera jasnej podstawy prawnej do jego wydania, nie wyjaśnia procedury ani skutków procesowych.

Krótko mówiąc – zamiast odpowiedzieć na jedno pytanie, urząd stworzył dokument, który rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.

Można odnieść wrażenie, że w kolbuszowskim ratuszu obowiązuje nowa filozofia działania:

Im prostsze pytanie mieszkańca, tym bardziej skomplikowana odpowiedź urzędu, tak aby na dodatek nie odpowiedzieć.

Szkoda tylko, że czas urzędników i pieniądze podatników są wykorzystywane do tworzenia administracyjnych łamigłówek, zamiast do zwyczajnego załatwiania spraw mieszkańców.

Bo czasami naprawdę wystarczyłoby napisać kilka zdań i odpowiedzieć na pytanie. Cała reszta wygląda raczej jak próba uniknięcia odpowiedzi niż jej udzielenia.







wtorek, 7 lipca 2026

Pamięć o ofiarach Wołynia

 Wysłaliśmy do burmistrza prośbę o udostępnienie informacji publicznej, jak  urząd miejski zamierza obchodzić to święto państwowe. Taka zachęta aby kierownik Andrzej Selwa pochwalił się swoimi działaniami.

Zamiast informacji dostaliśmy wezwanie do .... najlepiej pewnie zrobilibyśmy, przychodząc do urzędu z kenkartą w zębach i numerem drewniaków. (Czy jakoś tak).

Azaliż... w sumie to burmistrz Romaniuk jednak łaski nikomu nie robi.


11 lipca to dzień, w którym państwo polskie mówi jasno: pamięć o ofiarach Wołynia jest obowiązkiem, nie opcją. A gmina – każda, także Kolbuszowa – ma w tym swoją rolę. Krótką, prostą i bez wymówek.

Gmina musi wywiesić flagi państwowe. To nie jest „można”, „wypada”, ani „jak będzie czas”. Święto państwowe – flaga ma wisieć na urzędzie i jednostkach podległych. Jeśli nie wisi, to znaczy, że ktoś w urzędzie zaspał albo uznał, że pamięć o Wołyniu nie jest wystarczająco ważna.

Gmina powinna też poinformować mieszkańców o obchodach – choćby krótkim komunikatem. Nie trzeba akademii, przemówień ani wielkich uroczystości. Wystarczy elementarna przyzwoitość: przypomnienie, że to dzień pamięci o obywatelach II RP zamordowanych przez OUN‑UPA.

Do tego dochodzi obecność przedstawicieli gminy na uroczystościach organizowanych przez powiat czy IPN. To standard administracyjny: jeśli państwo upamiętnia ofiary, samorząd nie udaje, że go to nie dotyczy.

Krótko mówiąc: flaga, komunikat, obecność. Minimum, które świadczy o tym, że gmina rozumie, czym jest święto państwowe i że pamięć historyczna nie jest dekoracją, tylko obowiązkiem. PS Wyrok I OSK 1002/09 dotyczy decyzji odmownej, a nie wniosku o informację publiczną. W mojej sprawie nie zapowiedzieli Państwo wydania konkretnej decyzji, więc powołanie się na ten wyrok jest nieadekwatne.


poniedziałek, 6 lipca 2026

Imperium kontratakuje

 






Starosta Kardyś pochwalił siem że remontuje drogi w powiecie z własne piniądze, bez pomocy gmin (co jakby sugerują inicjatorzy referendum.


więcej- kliknij tutaj

Manipulacja polega na tym, że inicjatorzy  referendum mówią o przeszłych inwestycjach, a starosta o... przyszłych.

Azaliż.... i tak się tutaj machnął, co poświadczył radny z gminy niwiska


Czyżby inicjatorzy referendum jeszcze raz mieli rację?

niedziela, 5 lipca 2026

Starosta Kardyś inwestuje w drogi

 Starosta Kardyś siem pochwalił, że inwestuje w drogi i gminy nie muszą nawet (teraz) dopłacać. (Co sugerują inicjatorzy referendum.)


Sprawdziliśmy więc, gdzie pojawiły się przez noc nowe nawierzchnie…


No... trochę przaśnie, ale dalej elegancko.

Gratulacje dla właściciela działki za obrotność!

piątek, 3 lipca 2026

GDDKiA zawiodła. A gdzie jest burmistrz Romaniuk i starosta Kardyś?

 Wczoraj Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad kompletnie zawiodła z komunikacją. Kierowcy korzystający z drogi krajowej nr 9 od rana zostali zaskoczeni zamknięciem ronda. Wielu ludzi straciło czas, paliwo i nerwy. W takich sytuacjach rośnie również ryzyko niebezpiecznych manewrów oraz kolizji, bo część kierowców próbuje na szybko szukać objazdów.

Błędy się zdarzają. Każdemu.

Pojawia się jednak inne pytanie.

Dlaczego Starosta Kardyś i burmistrz Romaniuk nie wystąpili z krótkim komunikatem do mieszkańców? Wystarczyło napisać kilka zdań:

„Przepraszamy za utrudnienia. Monitorujemy sytuację i będziemy interweniować, aby podobne przypadki nie powtórzyły się w przyszłości.”

Naprawdę tak wiele?

Samorząd nie odpowiada za organizację ruchu na drodze krajowej, ale odpowiada za komunikację z mieszkańcami i reagowanie wtedy, gdy pojawiają się problemy dotyczące tysięcy osób.

Tymczasem znów mamy wrażenie, że obowiązuje stara zasada: mieszkańcy jakoś sobie poradzą. W końcu korki same się rozładują, nerwy same przejdą, a straconego czasu przecież nikt nie liczy...

Cool!

Azaliż....jest jednak jeszcze jeden ciekawy wątek całej sprawy.

Remont jest prawdopodobnie realizowany w ramach projektu współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej. Tego typu inwestycje często objęte są kilkuletnim okresem trwałości projektu, w którym możliwości wprowadzania istotnych zmian bywają ograniczone.

I właśnie dlatego nasuwa się pytanie.

Czy działka na terenach zalewowych, którą ratusz planuje sprzedać, będzie wymagała budowy odrębnego zjazdu lub wyjazdu z tego ronda?

Jeżeli tak, to czy zostało to już przeanalizowane pod względem technicznym i formalnym? A jeśli nie – to czy potencjalny nabywca będzie miał zapewniony odpowiedni dostęp do drogi publicznej?
Bez tego, działkę trzeba będzie sprzedać dużo taniej.

To nie jest zarzut. To pytania, na które mieszkańcy mają prawo poznać odpowiedź.






















czwartek, 2 lipca 2026

Promocja zamiast informacji


Jakim cudem starosta Kardyś ma hajs (i czas) na posty sponsorowane na wykłócanie się z argumentami zwolenników referendum, a brak informacji o tym, że zamknięte będzie główne rondo w Kolbuszowej?

Na oficjalnych stronach ratusza też cisza. Można odnieść wrażenie, że najważniejszym tematem są kolejne fotografie burmistrza Romaniuka. Z przodu, z tyłu, z boku, w czopce i co najważniejsze- bez czopki.

Za to informacji o zamknięciu jednego z najważniejszych punktów komunikacyjnych miasta... ani słychu, ani dychu.

Może warto przypomnieć urzędnikom, że podstawowym zadaniem samorządu jest rzetelne informowanie mieszkańców o sprawach, które realnie wpływają na ich codzienne życie. Zdjęcia są miłym dodatkiem. Informacja o zamkniętej drodze – zwyczajnie niezbędna.




Azaliż... tak z ciekawości, kto osobiście odpowiada za zamieszczenie takich informacji w ratuszu i starostwie? Komu podziękować za ten chaos dzisiejszego poranka?



środa, 1 lipca 2026

Ogrodzenie to nie rozbudowa

 Powiatowy komunikat o Zespole Szkół Specjalnych to kolejny przykład, jak z kilku technicznych prac można ulepić opowieść o „zdecydowanym działaniu” i „stabilnym rozwoju”. Wystarczy odpowiednio dobrać słowa, pominąć niewygodne fakty i już mamy historię, w której powiat, starosta Kardyś jawi się jako wybawca szkoły, którą – drobny szczegół – powinien prowadzić od początku.


Najpierw więc dowiadujemy się, że gmina prowadziła ZSS „na własny wniosek”. Brzmi to jak spontaniczna inicjatywa, a nie jak sytuacja, w której powiat przez lata nie chciał przejąć placówki, choć to jego ustawowy obowiązek. W komunikacie nie ma ani słowa o tym, dlaczego gmina musiała wziąć szkołę na siebie. Nie ma też słowa o tym, dlaczego powiat dopiero teraz „odpowiedzialnie przejmuje” to, co od dawna powinno być jego zadaniem. Kontekst wycięty, narracja gotowa.

Potem pojawia się wątek referendum. Powiat „prostuje nieprawdę”, ale nie cytuje jej treści. Nie wiadomo, co dokładnie powiedzieli inicjatorzy, wiadomo tylko, że się mylili. To wygodny zabieg: podważyć czyjąś wiarygodność, nie dając czytelnikowi szansy oceny.

Najciekawsza jest jednak „rozbudowa”. W praktyce chodzi o ogrodzenie, parking i linię energetyczną. Prace potrzebne, ale trudno je nazwać rozbudową szkoły. 650 tysięcy złotych to kwota, która w realnej inwestycji budowlanej znika szybciej niż kawa na sesji rady powiatu. Mimo to komunikat buduje atmosferę wielkiego przedsięwzięcia, jakby jutro miała powstać nowa część szkoły z basenem, salą sensoryczną i skrzydłem terapeutycznym.

Całość wieńczy cytat starosty o „stabilnym rozwoju” i „najlepszych warunkach”. Klasyka gatunku: kilka zdań autopromocji w roli informacji publicznej. W Kolbuszowej to już tradycja – jak wigilijny opłatek, tylko bardziej przewidywalna.

W rzeczywistości mamy sytuację prostą: powiat przejmuje szkołę, którą powinien prowadzić od dawna, wykonuje prace przygotowawcze, przedstawia je jako rozbudowę i przy okazji próbuje przykryć własną historię braku zainteresowania placówką. A komunikat ma sprawić, że mieszkańcy zobaczą w tym „zdecydowane działania”, a nie zwykłe nadrabianie zaległości.


wtorek, 30 czerwca 2026

Komisja Zdrowia czy spotkanie polityczne?

 





Tylko jedność może nas uratować.


Cool!


Azaliż... tak się zastanawiamy....skoro na posiedzenie Komisji Zdrowia zaproszono jednego posła, który zabrał głos również w sprawie referendum, to nasuwa się proste pytanie: dlaczego nie zaproszono także parlamentarzystów z innych ugrupowań?

Jeśli miała to być merytoryczna debata o przyszłości ochrony zdrowia w powiecie, to chyba warto wysłuchać różnych głosów. A jeśli to spotkanie było wyłącznie z wybranym politykiem, to dobrze byłoby mieszkańcom wyjaśnić, według jakiego klucza dobierano gości i co to ma wspólnego z jednością?



poniedziałek, 29 czerwca 2026

Po co burmistrz i przewodniczący rady pojechali na Słowację?

Dziecięcy zespół ludowy z naszej gminy został zaproszony na festiwal organizowany z okazji dni niewielkiego słowackiego miasteczka. To świetna okazja do promocji młodych artystów i zdobywania doświadczeń.

Pojawia się jednak pytanie: jaki był cel wyjazdu burmistrza oraz przewodniczącego Rady Miejskiej?




Nie jest to miasto partnerskie Kolbuszowej. Nie podpisywano żadnych umów o współpracy, nie ogłoszono nowych projektów transgranicznych ani inwestycji. Jeżeli wyjazd miał charakter reprezentacyjny, warto wyjaśnić mieszkańcom, jakie konkretne korzyści przyniesie gminie.

Czy obecność dwóch najważniejszych przedstawicieli samorządu była niezbędna? Jakie były koszty delegacji – przejazdu, noclegów i diet? Czy nie wystarczyłaby obecność opiekunów zespołu ? Przecież mógłby pojechać tylko Andrzej Promotor ,jako przyszły dyrektor MDK? Niechby przyzwyczajał się do imprez kulturalnych.

Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jaki był cel tego wyjazdu i jakie efekty przyniesie on dla gminy. Transparentność w wydatkowaniu publicznych pieniędzy nie powinna nikogo dziwić.


Azaliż...
całkiem nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że wieczorem, na zakończenie imprezy, nasi włodarze zdobyli pierwsze miejsce w konkursie na najlepszą stylizację w kategorii „Stary, ale jary”. Gratulujemy kolejnego sukcesu na arenie międzynarodowej.