wtorek, 21 lipca 2026

Czego boi się starosta Kardyś?

 

Jeden z naszych Czytelników mieszka w małym miasteczku na peryferiach Stanów Zjednoczonych.

Burmistrzem był tam ponad 70-letni, wiekowy już pan, który rządził miasteczkiem przez ponad 40 lat. Przez kolejne dekady zdążył się chyba wszystkim opatrzyć, a mimo to mieszkańcy najwyraźniej wciąż mieli do niego zaufanie.

W kolejnych wyborach przeciwko urzędującemu burmistrzowi stanął młody kontrkandydat. Rozpoczął szeroką, nowoczesną i — jak twierdzi nasz Czytelnik — bardzo brudną kampanię. Były media społecznościowe, reklamy, promocja i oczywiście spore pieniądze wydane na przekonanie mieszkańców, że najwyższy czas na zmianę.

Dotychczasowy burmistrz nie zamierzał jednak wdawać się w tę polityczną bijatykę. Nie prowadził wielkiej kampanii. Nie zasypywał mieszkańców reklamami. Nie produkował setek wpisów w internecie.

Wydał pieniądze tylko na jeden, skromny baner.

Napisał na nim:

„Jeśli nie chcecie, abym był burmistrzem, to mnie nie wybierajcie”.

I co?

Dostał prawie 80 procent głosów.

Może więc czasami warto po prostu zaufać mieszkańcom?

W Kolbuszowej mamy jednak trochę inną filozofię.

Starosta Józef Kardyś zamieścił wprawdzie w Biuletynie Informacji Publicznej informację dotyczącą referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego, ale — mówiąc delikatnie — zrobił tylko ustawowe minimum.

Na stronie internetowej powiatu o referendum próżno szukać wyraźnej, łatwo dostępnej informacji. Nie ma również — przynajmniej na oficjalnych kanałach — szczególnej komunikacji w mediach społecznościowych.

A przecież referendum jest ważnym wydarzeniem dla całej lokalnej społeczności. Nie jest to prywatna sprawa kilku osób. To procedura, która dotyczy wszystkich mieszkańców powiatu.

Naszym zdaniem informacja o referendum powinna być więc nie tylko opublikowana w BIP-ie, ale również w widocznym miejscu na stronie internetowej powiatu oraz w oficjalnych mediach społecznościowych urzędu.

Nie po to, żeby kogokolwiek namawiać do głosowania „za” lub „przeciw”.

Po prostu po to, żeby mieszkańcy wiedzieli, że takie referendum się odbędzie.

Byłby to również wyraz szacunku dla tych mieszkańców, którzy złożyli podpisy pod wnioskiem o jego przeprowadzenie. Można się z ich inicjatywą zgadzać albo nie. Można ją popierać albo krytykować. Ale trudno udawać, że nic się nie wydarzyło.

Dlatego nasuwa się pytanie:

Azaliż  czego właściwie boi się starosta Józef Kardyś?

Tego, że mieszkańcy dowiedzą się o referendum?

Tego, że zbyt wiele osób pójdzie do urn?

A może po prostu liczy na to, że informacja o referendum gdzieś po cichu zniknie w zakamarkach BIP-u, a mieszkańcy dowiedzą się o nim przypadkiem?

Bo jeśli starosta jest przekonany, że mieszkańcy są zadowoleni z pracy Rady Powiatu i że referendum nie ma większych szans powodzenia, to chyba nie powinien mieć żadnego problemu z tym, aby o referendum poinformować głośno, jasno i transparentnie.

W końcu demokracja chyba nie polega na tym, żeby mieszkańcy wiedzieli jak najmniej.

Może więc zamiast chować informację w BIP-ie wystarczy powiedzieć mieszkańcom wprost:

30 sierpnia odbędzie się referendum. To Wy zdecydujecie.

A potem — podobnie jak amerykański burmistrz — pozwolić ludziom zagłosować.



niedziela, 19 lipca 2026

Nasz Umiłowany Poseł się zbiesił?

 Nasz jakże umiłowany Poseł przez lata swoją pozycję w PiS zawdzięczał przede wszystkim jednej rzeczy: pełnej i bezwarunkowej lojalności wobec Jarosława Kaczyńskiego.

Prezes mówił — Poseł głosował.
Prezes wskazywał kierunek — Poseł maszerował.
A gdyby nawet Pan Tomasz Buczek zwalił mu przed chałupę całą przyczepę gnoju, to zapewne i tak znalazłby się jakiś partyjny argument, żeby powiedzieć, że to… strategiczny nawóz dla dobra Polski.

A tu nagle — niespodzianka!

Na koniec politycznej kariery Nasz Umiłowany Poseł zaczyna wykazywać objawy politycznej niezależności. Zaczyna głosować inaczej. Zaczyna mówić własnym głosem. Zaczyna się… zbieszać?

No i teraz rodzi się pytanie: co się właściwie stało?

Czyżby poczuł, że po latach wiernej służby nadszedł czas, aby wreszcie samemu decydować, po której stronie politycznej barykady stanąć?

A może gdzieś na horyzoncie pojawił się kuszący stołek wiceministra? W końcu polityka polityką, ale ministerialne fotele mają tę niezwykłą właściwość, że potrafią skłonić człowieka do głębokiej refleksji nad własnymi poglądami.

A może — i tego oczywiście wykluczyć nie możemy — chodzi o coś zupełnie innego? Może o rodzinę? Może o przyszłość? Może o jakieś ważne sprawy, które trzeba jeszcze przed politycznym odejściem załatwić?

A może jednak sprawa jest znacznie prostsza?

Może Nasz umiłowany Poseł po tylu latach doszedł do wniosku, że lojalność wobec prezesa to jednak nie wszystko i naprawdę chce zrobić coś dobrego dla Polski?

Azaliż… byłaby to dopiero sensacja!

Bo jeśli tak, to pozostaje nam tylko trzymać kciuki i życzyć powodzenia.

Tylko dlaczego akurat teraz, kiedy polityczna kariera powoli dobiega końca?

Ot, zagadka. I jak to zwykle bywa w polityce — odpowiedź zapewne poznamy dopiero wtedy, gdy kurz po partyjnych przepychankach opadnie, a wszystkie karty zostaną rozdane.

A może ktoś z czytelników bloga ma własną teorię?





sobota, 18 lipca 2026

Starosta Kardyś (nie)idzie w posły?

Wiadomo  od dawna, że bracia Romaniukowie raczej nie robią niczego bezinteresownie. Ot, choćby taka niewinna statuetka wręczona podczas koncertu Psalmów Dawidowych. Niby tylko symboliczny gest, kilka uśmiechów, oklaski i można iść do domu.

Ale przecież w polityce nic nie dzieje się bez powodu. A już szczególnie wtedy, gdy statuetki wręcza się ludziom, którzy potrafią później odwdzięczyć się przy urnie.

I oto pojawiła się nowa, bardzo ciekawa układanka.

Nasz Umiłowany Poseł Zbigniew Chmielowiec najwyraźniej postanowił, że zamiast PiS wybiera  Polskę . A to może oznaczać, że podkarpackie PiS, delikatnie mówiąc, nie będzie zachwycone. Bo przecież w polityce nie ma nic gorszego niż polityk, który nagle przestaje być „nasz”.

Co więc może zrobić partia Jarosława Kaczyńskiego?

Wystawić w Kolbuszowej kogoś, kto odbierze Chmielowcowi jak najwięcej głosów.

Naturalnym kandydatem byłby tu więc burmistrz Grzegorz Romaniuk. Z jakimiś tam szansami nawet na przejście, pod warunkiem że nie  wystartuje... starosta Kardyś.

Czyżby więc o to tu chodziło? Pomogli mu  przy aferze z oknem, pomogą i  w referendum.
W końcu polityka to sztuka zawierania sojuszy, a każdy sojusz ma swoją cenę. Czasem jest nią poparcie, czasem miejsce na liście, a czasem… stanowisko.

Już niedługo się dowiemy







piątek, 17 lipca 2026

Referendum w RKL- żeby tylko wstydu nie było

 W referendum najważniejsze nie jest to, kto i jak zagłosował, lecz to, czy w ogóle poszedł do urn.

Próg frekwencyjny, od którego zależy ważność referendum, jest bardzo wysoki – udział musi wziąć blisko 15 tysięcy mieszkańców. Nawet w Krakowie, mimo ogromnej mobilizacji społecznej, nie udało się osiągnąć wymaganego progu przy referendum dotyczącym odwołania rady miasta. Można więc przypuszczać, że również w naszym powiecie szanse na jego przekroczenie są niewielkie.

Azaliż… naszym zdaniem warto jednak powalczyć o to, aby do urn poszło przynajmniej tyle osób, ile wcześniej podpisało się pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum. W przeciwnym razie trudno będzie mówić o obywatelskiej konsekwencji. Byłoby to po prostu niezręczne, a dla inicjatorów także dość bolesne.

Patrząc jednak na dotychczasową aktywność komitetu referendalnego, liczbę osób zaangażowanych w kampanię oraz poziom merytorycznego przygotowania działań, osiągnięcie nawet takiego celu może okazać się bardzo trudnym zadaniem.






czwartek, 16 lipca 2026

Co proboszcz Szumierz je na śniadanie?

  Proboszcz Lucjan Szumierz pochwalił się  w telewizorni, że na sercu leży mu dobro ptaszków i takie tam inne. Taki miejscowy św Franciszek. Łzy stanęły nam w oczach.Jeszcze chwila, a wyciągnęlibyśmy chusteczki i zaczęli nucić „Barkę”




Azaliż.... przypomnieliśmy sobie, że wielebny nie pochwalił się jednak, że wokoło jego plebanii, na cmentarzu oraz w szkole, w której pracuje, wycięto w pień wszystkie drzewa  gdzie ptaki miały swoje naturalne siedliska.

Czyżby śpiewające mu pod oknem ptaszki ruszyły sumienie?



środa, 15 lipca 2026

Czy starosta Józef Kardyś pójdzie siedzieć?

 




W poniedziałek, 13 lipca, komisarz wyborczy w Tarnobrzegu  postanowił, że referendum w sprawie odwołania rady powiatu kolbuszowskiego odbędzie się 30 sierpnia.
Cool!

Wojewodzina podkarpacka opublikowała to  w dzienniku urzędu 14 lipca.
Starosta Józef Kardyś, który ma obowiązek bezzwłocznej publikacji tych dokumentów, tego nie zrobił.
Grozi mu za to zarzut z  art. 231 Kodeksu karnego (niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego). Czyli do 3 lat więźnia.

Azaliż.... dlaczego mieszkańcy nie zostali niezwłocznie poinformowani przez organ, który powinien zadbać o sprawny przebieg referendum? Każdy dzień zwłoki skraca czas kampanii referendalnej i ogranicza dostęp obywateli do informacji o terminie głosowania.

Czyżby starosta Kardyś bał się że  odwołają go w tym referendum?

wtorek, 14 lipca 2026

Informacja czy dezinformacja przewodniczącego Mieczysława Burka?

Nastała wiekopomna chwila!
 A więc stało się. Referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu w Kolbuszowej odbędzie się 30 sierpnia.

Można by się spodziewać, że przewodniczący rady, Mieczysław Burek, w pierwszej kolejności poinformuje mieszkańców o terminie głosowania, wyjaśni, czego referendum dotyczy i jakie będą jego skutki.



Tymczasem opublikowano komunikat, który – zamiast przekazać najważniejsze informacje – skupia się na zapewnianiu, że nie ma referendum tylko jest jaksik  inicjatywa referendalna, która dotyczy wyłącznie odwołania Rady Powiatu oraz na prostowaniu bliżej nieokreślonych „nieprecyzyjnych informacji”.

Problem w tym, że z tego oświadczenia nie dowiadujemy się:

  • jakie konkretnie informacje są rzekomo nieprawdziwe,
  • co dokładnie jest prostowane,
  • ani jakie będą konsekwencje ewentualnego odwołania rady.

A to przecież właśnie to najbardziej interesuje mieszkańców.

Podprogowy przekaz wydaje się prosty: „Spokojnie, nawet jeśli odwołacie radę, nic się nie zmieni. Starostą nadal będzie Józef Kardyś, tak więc ten tego.”

Tyle że rzeczywistość wygląda inaczej.

Jeżeli mieszkańcy odwołają Radę Powiatu, obecna rada zakończy swoją działalność. Następnie odbędą się nowe wybory, a nowo wybrani radni wybiorą nowego przewodniczącego rady, nowy zarząd powiatu oraz starostę. Obecny starosta nie pozostaje na stanowisku „automatycznie” – jego dalsze pełnienie funkcji zależy od decyzji nowo wybranej rady.

To są podstawowe informacje, które powinny znaleźć się w oficjalnym komunikacie przewodniczącego.

Bo rolą przewodniczącego rady nie jest prowadzenie kampanii informacyjnej na rzecz którejkolwiek ze stron sporu, lecz rzetelne wyjaśnianie mieszkańcom, jak działają przepisy i jakie skutki wywołuje referendum.

A skoro przewodniczący nie potrafi lub nie chce przekazać obywatelom tak podstawowych informacji, to może warto zadać pytanie:

Azaliż...czy osoba, która nie potrafi jasno wyjaśnić mieszkańcom konsekwencji najważniejszego lokalnego głosowania od lat, powinna nadal pełnić funkcję przewodniczącego Rady Powiatu?
Może rzeczywiście lepiej ich wszystkich, łącznie ze starostą Józefem Kardysiem, odwołać?




poniedziałek, 13 lipca 2026

Koncert Maślarzy

 Koncert jak koncert. Znacznie ciekawsza była jego otoczka.

Żeby wysłuchać występu za całe 100 zł, trzeba było jednak najpierw przebrnąć przez prawdziwy maraton przemówień, podziękowań i politycznego autopromowania się. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wydarzenie coraz bardziej przypomina kampanijną scenę braci Romaniuków finansowaną z publicznych pieniędzy.

Sama idea uhonorowania współczesnych bohaterów – strażaków, policjantów czy osób ratujących życie podczas pożarów lub wypadków – zasługuje na uznanie. Problem zaczyna się wtedy, gdy próbuje się stawiać znak równości między spontanicznym aktem odwagi a świadomą, trwającą miesiącami decyzją rodziny Ulmów o ukrywaniu Żydów pod groźbą natychmiastowej egzekucji. To zupełnie inny wymiar heroizmu. Ale zdjęcia z medalami zawsze dobrze wyglądają w mediach społecznościowych.

Jeszcze ciekawszy pomysł podsunął młodszemu bratu burmistrz Grzegorz Romaniuk. Wymyślił bowiem własne statuetki, przypominające pamiątki z przydrożnego straganu, który – sądząc po estetyce – równie dobrze mógłby stać gdzieś po drugiej stronie wschodniej granicy. Nagrody zaczęto wręczać ludziom, bez których koncert rzekomo nie mógłby się odbyć. Innymi słowy – można honorować tych, których się lubi, których warto mieć po swojej stronie albo którzy jeszcze mogą się kiedyś przydać.

Pierwszą statuetkę otrzymał starosta Józef Kardyś. Dlaczego właśnie on? Trudno powiedzieć. Skoro mówimy o zasługach dla tego wydarzenia, to równie dobrze – a może nawet bardziej – można było uhonorować marszałka Władysława Ortyla, którego samorząd przekazuje na koncert największe środki finansowe. Albo byłego burmistrza Jana Zubę, który wspierał tę inicjatywę jeszcze wtedy, gdy nie była modnym wydarzeniem z czerwonym dywanem i fleszami.

Można oczywiście uznać, że to zwykły zbieg okoliczności. Można też zauważyć, że przychylność starosty może okazać się cenna w chwili, gdy będzie miał wpływ na wybór swojego następcy. Ciekawe tylko, czy sam pan Kardyś zdaje sobie sprawę z tych politycznych układanek. Tym bardziej że harcerze: marszałek Ortyl i poseł Zbigniew Chmielowiec najwyraźniej uznali, iż lepiej spędzić ten wieczór gdzie indziej, jak najdalej od maślarzy.

A sam laureat, Nasz Wódz Najdroższy? Cóż... tak się śpieszył na rozdanie , że przycik w tych samych portkach, w których jeszcze wiosną oglądaliśmy go podczas przekopywania ogródka. Po prostu gość wielbia odznaczenia- ten typ tak ma.Najwiekszym jego komplekstem jest bowiem to, że nie ma nawet  Srebrnego Krzyża Zasługi.

Azaliż....trudno nie pomyśleć, że gdyby koncert trwał jeszcze godzinę, statuetki zaczęto by wręczać nawet krzesłom, „bez których wydarzenie nie mogłoby się odbyć”.




sobota, 11 lipca 2026

Na układy nie ma rady?

 Po ulicy Piłsudskiego od dłuższego czasu wałęsają się bezpańskie (a może jednak "bezpańskie" tylko z nazwy?) psy.

Mieszkańcy zgłaszają sprawę policji. Odpowiedź? To  zadanie Urzędu Miejskiego.

W ratuszu z kolei można usłyszeć, że nie ma pieniędzy na odławianie zwierząt, bo w budżecie nie zabezpieczono odpowiednich środków. Padają też odpowiedzi w rodzaju: „Proszę poczekać, może jakiś samochód je przejedzie.” Jeśli takie słowa rzeczywiście padły, trudno je skomentować bez niedowierzania.

Najbardziej zastanawiające jest jednak to, że – jak twierdzą okoliczni mieszkańcy – wszyscy wiedzą, do kogo należą te psy. Mimo to od dłuższego czasu nikt nie potrafi skutecznie rozwiązać problemu. Dlaczego?

Wśród mieszkańców pojawiają się głosy, że właścicielka zwierząt jest osobą dobrze znaną burmistrzowi. Jeśli to tylko plotki, warto je przeciąć konkretnym działaniem. Jeśli nie – tym bardziej sprawa wymaga wyjaśnienia.

Na razie wygląda to tak, że mieszkańcy są odsyłani od jednej instytucji do drugiej, psy nadal biegają po ulicy, a odpowiedzialność... wałęsa się razem z nimi.

Sytuacja pozostaje patowa.
Tylko czy naprawdę trzeba czekać, aż dojdzie do pogryzienia albo wypadku?








piątek, 10 lipca 2026

83. rocznica rzezi wołyńskiej. Czy burmistrz odniesie się do rodzinnych korzeni?

 W przestrzeni publicznej od lat pojawiają się różne informacje dotyczące rodzinnych korzeni braci Grzegorza i Bogdana Romaniuków. Sami zainteresowani dotychczas nie wypowiadali się szerzej na ten temat, dlatego wokół tej kwestii narosło wiele domysłów.

Dlaczego?

Jeżeli rzeczywiście ich rodzina wywodzi się z terenów dzisiejszej Ukrainy, nie ma w tym przecież nic nadzwyczajnego. Historia naszych regionów jest skomplikowana, a losy wielu rodzin prowadziły przez tereny obecnej Polski i Ukrainy.

W związku ze zbliżającą się 83. rocznicą rzezi wołyńskiej być może będzie to dobry moment, aby burmistrz Grzegorz Romaniuk oraz  radny Bogdan Romaniuk odnieśli się do tej kwestii i – jeśli uznają to za stosowne – opowiedzieli o historii swojej rodziny, oraz swoim spojrzeniu na trudną polsko-ukraińską przeszłość.

Być może rozwiałoby to pojawiające się od lat spekulacje i zakończyłoby niepotrzebne  domysły pojawiających się w pytaniach mieszkańców.





----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pod tym wpisem ukazało się sporo nieprzychylnych komentarzy.
W Stanach Zjednoczonych jest (teraz) moda na odkrywanie swoich korzeni (także) przez badania genetyczne. Jest to powód do dumy, że ma się przodków z różnych stron świata. Dlaczego w Polsce, w Kolbuszowej ma to być (jest) powód do wstydu?
 Co z nami jest nie tak?

11 stycznia 1989 w swoim pożegnalnym przemówieniu Ronald Reagan powiedział:

Możesz zamieszkać we Francji, ale nie staniesz się Francuzem. Możesz zamieszkać w Niemczech, Turcji czy Japonii, ale nie staniesz się Niemcem, Turkiem ani Japończykiem. Jednak każdy, z dowolnego zakątka Ziemi, może przyjechać, by zamieszkać w Ameryce, i stać się Amerykaninem.