Organizatorom Referendum RKL tym razem się nie udało. Inna sprawa, że – jak wynika ze statystyk – zaledwie około 13% tego typu referendów kończy się sukcesem. Szanse były więc od początku raczej niewielkie. Ale… spróbowali.
A przecież zawsze można było siedzieć w domu, narzekać na Facebooku, że „nic się nie da zrobić”, po czym kolejny raz zagłosować na tych samych ludzi i przez następne pięć lat zastanawiać się, dlaczego jest tak, jak jest.
Oni jednak postanowili spróbować.
Nie pozostaje więc nic innego, jak po prostu podziękować. Za trud, poświęcenie własnego czasu, energii i nerwów. Za odwagę. I przede wszystkim za gotowość do nadstawienia tyłka do bicia, bo w naszym powiecie człowiek, który próbuje coś zmienić, bardzo szybko dowiaduje się, że łatwiej być bohaterem z ekranu telewizora niż z ulicy.
Można przegrać referendum. Można przegrać wybory. Ale najłatwiej jest przegrać wtedy, gdy nawet się nie spróbuje.
A skoro już ten wysiłek – i te pół miliona złotych z budżetu powiatu – zostały wydane, to dobrze byłoby, żeby referendum nie poszło całkowicie na marne.
Trzeba zrobić następny krok.
I robić to, co właściwie należy do nas wszystkich, mieszkańców: patrzeć władzy na ręce. Pilnować, co robi Rada Powiatu, co robi Zarząd Powiatu i co robi starosta ze swoją ekipą. Czytać uchwały, zaglądać do dokumentów, pytać, składać wnioski o informację publiczną. A kiedy czegoś brakuje – nie machać ręką, tylko pytać, dlaczego.
Bo demokracja nie polega na tym, że raz na kilka lat wrzucamy kartkę do urny, a później przez resztę kadencji możemy spokojnie zasnąć. Demokracja zaczyna się właściwie dzień po wyborach.
Azaliż.... dzięki temu referendum , w naszej Radzie Powiatu się coś zmieniło. Coś drgnęło.
Przed referendum, gdy ktoś pytał o finanse szpitala, dokumenty albo sytuację powiatu, można było odnieść wrażenie, że najważniejsze jest, aby szybko zakończyć dyskusję i przejść do kolejnego punktu. - o tym zapomnieć.
A teraz proszę bardzo.
Po przeczytaniu raportu o sytuacji ekonomiczno-finansowej naszego szpitala, radny Artur Świder złożył nam życzenia (ni z z gruszki ni pietruszki)…
Dobrego zdrowia.
Albo mu odbiło, albo wie co mówi.
I nagle człowiek nie wie, czy podziękować, czy zacząć się bać.
Bo kiedy po lekturze raportu finansowego szpitala radny życzy mieszkańcom przede wszystkim dobrego zdrowia, to może warto jednak ten raport przeczytać jeszcze raz.
Stach się bać.