czwartek, 20 sierpnia 2026

Hala, bunkier i setka milionów długu- chłopaki mają rozmach

 Nic tak nie jest nam dziś potrzebne jak hala sportowa z boiskiem wielofunkcyjnym na stadionie. No przecież wiadomo – wojna za wschodnią granicą, gospodarka światowa skrzypi, samorządy liczą każdą złotówkę, więc najwyższy czas budować halę. I to najlepiej za kolejne miliony kredytu.

Pierwsze, co zrobił Grzegorz Romaniuk, gdy został burmistrzem, to … pospłacał wszystkie długi.

Brawo! 👏👏👏

Szkoda tylko, że – jak się okazuje – tylko długi prywatne. Bo jeśli chodzi o finanse gminy, to obrano chyba zupełnie inną strategię rozwoju: kredyt, pożyczka i do przodu!

Efekt? Dług gminy urósł już do okolic 70 milionów złotych. I wszystko wskazuje na to, że  to jeszcze nie jest ostatnie słowo burmistrza Romaniuka.

Bo wszyscy wiemy, że burmistrz ma prawdziwego śmirgla na punkcie hali sportowej na stadionie. I pewnie ją wybuduje, choćby przyszło nam za kilka lat oglądać na liczniku nie 70, ale 100 milionów długu.

Problem w tym, że na zwykłą halę sportową może być dzisiaj trudno dostać poważne pieniądze. Ale od czego jest wyobraźnia?

Zbudujemy bunkier! A na bunkrze halę!



I wtedy hala przestaje być halą. Staje się – oczywiście – elementem bezpieczeństwa, obrony cywilnej i przygotowania ludności na trudne czasy. A że przy okazji będzie można pograć w piłkę, to przecież czysty przypadek.

Bo kto by się odważył zapytać: po jaką cholerę nam bunkier pod halą sportową i czy naprawdę jest to dzisiaj najpilniejsza potrzeba gminy?

Najważniejsze, żeby inwestycja miała odpowiednią nazwę, odpowiednią prezentację i odpowiednio grube finansowanie.

A dług?

Długiem niech się martwią następni. Bo przecież hala zostanie. Bunkier też. A mieszkańcy – jak dobrze pójdzie – może kiedyś dostaną jeszcze miejsce, żeby się schować przed rachunkiem za całą tę „strategię rozwoju”.


więcej- kliknij tutaj-

środa, 19 sierpnia 2026

Kto zapłacił za „totalną ściemę”?

 W sumie do wczorajszej internetowej publikacji w Korso Kolbuszowskim podeszliśmy trochę zbyt lekko. Ot, kolejny przedreferendalny strzał z armaty. Tymczasem po dokładniejszym przeczytaniu zrobiło się ciekawiej.

Artykuł „Bogdan Romaniuk o referendum: To totalna ściema” został przez Korso oznaczony jako „Materiał promocyjny”. Czyli — jak rozumiemy — nie jest to zwykły artykuł redakcyjny, tylko materiał, za którym ktoś stoi i, być może, również płaci.

A że chodzi o referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu, które odbędzie się 30 sierpnia, to warto zajrzeć do ustawy o referendum lokalnym.

Art. 46 mówi:

„Informacje, komunikaty, apele i hasła dotyczące referendum [...] na koszt podmiotów biorących udział w kampanii referendalnej muszą zawierać wskazanie, przez kogo są opłacane i od kogo pochodzą.”

Cool!

Nie będziemy tutaj udawać prokuratora i przesądzać, czy ten przepis ma zastosowanie do konkretnej publikacji internetowej. Ale skoro Korso samo nazywa tekst materiałem promocyjnym, to pojawia się całkiem przyziemne pytanie:

Kto za tę promocję zapłacił?

Bo z artykułu tego się nie dowiemy. Jest autor — Bogdan Romaniuk. Jest stanowisko przeciwko referendum. Jest „totalna ściema”. Brakuje tylko informacji, kto otworzył portfel.

Dlatego pytamy Pana Bogdana Romaniuka i Korso Kolbuszowskie:

Kto zlecił publikację, kto za nią zapłacił, ile kosztowała i z jakich środków została sfinansowana?

I spokojnie — nie trzeba pisać elaboratu. Wystarczy konkret.

Bo jeśli ktoś kupuje reklamę proszku do prania, wiemy, kto ją sprzedaje. Jeśli ktoś kupuje reklamę referendum, też chcielibyśmy wiedzieć, kto kupił, a kto tylko pierze.

Czekamy na odpowiedź.

Azaliż.... tak z czystej ciekawości. Wyłączenie komentarzy pod publikacją było w cenie, czy też trzeba było dodatkowo zapłacić?




wtorek, 18 sierpnia 2026

Jedno pytanie do Bogdana Romaniuka

 Wiadomo że radny Bogdan Romaniuk groszem nie śmierdzi. Mimo to siem wykosztował i w artykule w Korso  sponsorowanym przez samego siebie wychwala pod niebiosa starostę Józefa Kardysia.

Ok, ludzie mają różne hobby.

Mamy w związku z tym, mamy do radnego tylko jedno pytanie. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego PiS odwołał starostę Kardysia ze stanowiska przewodniczącego tej partii w powiecie Kolbuszowskim i powołał na ten stołek Pana Bogdana Romaniuka?

więcej- kliknij tutaj


A tak na marginesie.

Jeżeli referendum jest „totalną ściemą”, akcją garstki ludzi i nie ma żadnego społecznego znaczenia, to dlaczego PiS i ludzie związani z obecną władzą poświęcają mu tyle uwagi?

Przykre jest to, że samorządowiec z tak wielkim doświadczeniem, przewodniczący PiS w naszym powiecie, podważa  podstawy naszej demokracji i uderza w samą ideę referendum.

Bo demokracja, Panie Przewodniczący, nie polega na tym, że obywatel może raz na pięć lat wrzucić kartkę do urny, a potem przez całą kadencję ma siedzieć cicho i podziwiać władzę.

Referendum nie jest żadną „ściemą”, tylko jednym z demokratycznych sposobów, w którym mieszkańcy mogą powiedzieć: sprawdzamy.

Co więcej, argument o „naturalnej weryfikacji”, jaką mają być wyłącznie wybory, brzmi szczególnie dziwnie w ustach człowieka, który sam został powołany przez partyjne władze w miejsce Józefa Kardysia na stanowisko pełnomocnika PiS w powiecie.

Czyżby w PiS uznano, że weryfikować można przed końcem kadencji — ale mieszkańcom już nie wolno?

No i wracamy do naszego jedynego pytania. Skoro starosta Józef Kardyś jest tak znakomitym gospodarzem, skutecznym liderem i wszystko w powiecie pod jego kierownictwem działa tak wspaniale, że referendum jest aż „totalną ściemą”, to dlaczego jego własna partia uznała, że na stanowisku szefa PiS w powiecie powinien zastąpić go właśnie Bogdan Romaniuk?

Azaliż.... może zamiast obrażać ponad 5 tys mieszkańców, którzy podpisali się pod inicjatywą referendalną, warto najpierw wyjaśnić mieszkańcom tę małą partyjną zagadkę.




Tajemnicze zbiegowisko na rynku. Prawie przegapiliśmy referendum

 Właśnie wracaliśmy do domu z zakupionym  piwem i przez przypadek zobaczyliśmy na kolbuszowskim rynku zbiegowisko. Wokół redaktora z Korso Kolbuszowskie zebrała się grupka osób.

Okazało się, że to nie lincz na niezwykle popularnym dziennikarzu, tylko  konferencja prasowa  organizatorów referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu.
Niestety zanim tam doszliśmy z ciężkimi torbami już się rozeszli.

zdjęcie- Korso Kolbuszowskie

więcej- kliknij tutaj

Dlaczego nas nie zaproszono?

Azaliż... przynajmniej Pani Asia aktywistka samorządowa, wyglądała jak zawsze rewelacyjnie.

Kopiuj, wklej, podpisz się. Czyli powiatowa szkoła komunikacji

Gmina napisała tak:

15 sierpnia, w Święto Wojska Polskiego, w Kolbuszowej odbyła się uroczystość wręczenia aktu mianowania Pana Franciszka Batorego na stopień porucznika.
Akt mianowania, w imieniu Ministra Obrony Narodowej, wręczył Szef Ośrodka Zamiejscowego w Rzeszowie Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji, płk Artur Chapski, w asyście Szefa Wojskowego Centrum Rekrutacji w Mielcu, ppłk. Witolda Witkowskiego oraz Burmistrza Kolbuszowej Grzegorza Romaniuka.

W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele Wojska Polskiego, służb mundurowych, parlamentu, samorządu, instytucji oraz rodzina Pana Franciszka


W sobotę, 15 sierpnia, w Święto Wojska Polskiego, w Kolbuszowej odbyła się uroczystość wręczenia aktu mianowania Pana Franciszka Batorego na stopień porucznika.

A powiat napisał tak:

15 sierpnia, w Święto Wojska Polskiego, w Kolbuszowej odbyła się uroczystość wręczenia aktu mianowania Pana Franciszka Batorego na stopień porucznika.

Powiat Kolbuszowski reprezentował Starosta Kolbuszowski Józef Kardyś, który uczestniczył w wydarzeniu i złożył Panu Franciszkowi Batoremu serdeczne gratulacje, podkreślając jego dotychczasową służbę, zaangażowanie oraz wzorową postawę. Starosta wyraził również uznanie dla wszystkich żołnierzy i osób wspierających bezpieczeństwo Ojczyzny.

Akt mianowania, w imieniu Ministra Obrony Narodowej, wręczył Szef Ośrodka Zamiejscowego w Rzeszowie Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji, płk Artur Chapski, w asyście Szefa Wojskowego Centrum Rekrutacji w Mielcu, ppłk. Witolda Witkowskiego oraz Burmistrza Kolbuszowej Grzegorza Romaniuka.

W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele Wojska Polskiego, służb mundurowych, parlamentu, samorządu, instytucji oraz rodzina Pana Franciszka. Obecność tak szerokiego grona gości podkreśliła rangę wydarzenia oraz szacunek dla awansowanego żołnierza.


No pięknie. Gmina napisała relację, a Powiat najwyraźniej uznał, że po co wymyślać własną, skoro można wziąć gotowca i wkleić. Wystarczyło tylko dopisać, że „Powiat Kolbuszowski reprezentował Starosta Józef Kardyś” i gotowe – powiatowa twórczość własna zakończona sukcesem.

Oczywiście nie twierdzimy, że to plagiat. Nie, skądże. To zapewne tylko wyjątkowo daleko posunięta inspiracja tekstem Gminy Kolbuszowa. Tak daleko, że nawet kolejność zdań i opis uroczystości, a nawet kropka  w ppłk, postanowiły odbyć wspólną podróż.

Może następnym razem wystarczy napisać: „ i my tam byliśmy, miód i wino piliśmy”. Krócej, taniej i przynajmniej nikt nie będzie się zastanawiał, czy w Powiecie zabrakło własnego autora komunikatów.
I to wszystko w godzinach pracy za nasze piniądze.



poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Mniejsze defraudacje starosty

 Przewodnicząca KO w powiecie kolbuszowskim, pani Izabela Kolis-Zimny, miała zdradzić, że nie warto  refendować w sprawie starosty, ponieważ nie było żadnych „większych defraudacji”.



No i właśnie nad tym określeniem warto się chwilę zastanowić.

Jakich defraudacji?

Bo skoro nie było „większych”, to czy w domyśle były jakieś mniejsze? Takie, którymi – zdaniem pani przewodniczącej – nie warto sobie zawracać głowy?

Może dziś poprzeczka jest po prostu ustawiona bardzo wysoko. Skoro gdzieś tam rząd przewraca milionami, a nawet miliardami, to może lokalne, „drobniejsze” sprawy przestają robić wrażenie?

Tylko że mieszkańcy powiatu kolbuszowskiego mają prawo wiedzieć, o co dokładnie chodziło pani Zimny. Bo słowo „defraudacja” nie jest przecież niewinnym określeniem.

Jeżeli więc nie było „większych defraudacji”, to nasuwa się całkiem naturalne pytanie:

czy były jakieś mniejsze? A jeśli tak – to jakie?

Oczywiście, być może pani przewodnicząca użyła tego słowa zupełnie niefortunnie. Tym bardziej warto, aby wyjaśniła, co dokładnie miała na myśli, zamiast pozostawiać mieszkańców w sferze domysłów.

Bo my możemy się tylko domyślać. A skoro już mamy się domyślać – to domyślajmy się głośno.





Azaliż.... tu trzeba jakby na to nie patrzeć  pochwalić wiceburmistrza Krzysztofa Wójcickiego.

Gdy Pani Iza zaczęła atakować starostę i europosła Buczka spuścił głowę, skurczył się i... schował .za przewodnicząca. czyli ma jeszcze jakieś poczucie wstydu.


sobota, 15 sierpnia 2026

Cudze chwalicie, cudzego nie znacie

Problem z narzekającymi na Kolbuszową Polakami mieszkającymi we Francji, Angli czy w Stanach polega często na tym, że tak naprawdę… nie znają kraju, w którym sami mieszkają.

Zawsze, gdy rozmowa schodzi na temat „dziadostwa w Kolbuszowej”, zadaję proste pytania:

Kto jest burmistrzem miasta, w którym mieszkasz? Kto reprezentuje cię w radzie miejskiej? Kiedy ostatnio interesowałeś się lokalnymi sprawami?

I wtedy bardzo często następuje… głucha cisza.

Bo łatwo z odległości kilku tysięcy kilometrów diagnozować Kolbuszową. Łatwo mówić o układach, nepotyzmie, kiepskich drogach, złych decyzjach władz i o tym, że „tu nic się nie zmienia”. Trudniej jednak spojrzeć na własne podwórko – to, na którym mieszka się od dziesięciu, dwudziestu czy trzydziestu lat.

W wielu przypadkach życie emigranta wygląda podobnie: praca, często bardzo dużo pracy, a w weekend spotkania przy wódce ze znajomymi – najczęściej Polakami. I tak przez lata. Powstaje zamknięty świat, w którym człowiek fizycznie mieszka we Francji czy w Ameryce, ale mentalnie nadal żyje w swojej dawnej miejscowości.

Nie uczestniczy w życiu społecznym. Nie chodzi na posiedzenia rady miasta. Nie wie, jakie lokalne inwestycje są planowane, kto rządzi powiatem, jakie afery czy konflikty wybuchają w okolicy. Nie zna lokalnych gazet, nie śledzi miejscowej polityki, nie wie, kto z kim tworzy koalicję i jakie interesy stoją za konkretnymi decyzjami.

Jest mieszkańcem tego kraju, ale często nie jest uczestnikiem jego życia.

I gdyby trochę bardziej zainteresował się miejscem, w którym naprawdę mieszka, mógłby odkryć – być może z niemałym przerażeniem – że „dziadostwo” nie jest polskim wynalazkiem.

We Francji są lokalne układy. W Stanach są lokalne układy. Jest nepotyzm, korupcja, nieudolne władze, marnowanie publicznych pieniędzy, kolesiostwo, absurdalne decyzje urzędników i radni, których mieszkańcy nie potrafią nawet wymienić z nazwiska.

Tylko że o tym się nie wie, jeśli całe życie poza pracą ogranicza się do własnej polskiej bańki.

Można oczywiście znać język. Można zrobić zakupy, załatwić sprawę w urzędzie, porozmawiać z sąsiadem. Ale znać język to jeszcze nie znaczy rozumieć kraj.

Bo można doskonale słyszeć słowa, a nie rozumieć ich prawdziwego znaczenia. Można przeczytać lokalną gazetę i nie wiedzieć, jakie mechanizmy stoją za opisywaną historią. Można mieszkać dwadzieścia lat w Ameryce czy we Francji i nadal patrzeć na ten kraj oczami człowieka stojącego za szybą.

A potem przyjechać do Kolbuszowej na dwa tygodnie, spotkać się z kilkoma znajomymi i z pełnym przekonaniem ogłosić:

– Ja wam powiem, jak tu jest.

No właśnie. Powiedzieć, jak jest w Kolbuszowej, potrafi wielu.

Gorzej, gdy trzeba powiedzieć, jak jest tam, gdzie naprawdę mieszkają.





piątek, 14 sierpnia 2026

Kontrola robotniczo-chłopska

 Radny powiatowy, Pan  Artur Świder siem pochwalił.
Przebrany (jak siem domyślamy) za chłopa z Zapola, niczym przedwojenny premier Felicjan Sławoj Składkowski   poszedł do starostwa i załatwił 2 sprawy od ręki- wystarczyło tylko ładnie poprosić.


Gratulacje! Nikt go nie rozpoznał.



Władza wychodzi na ulice

 Prezes Kaczyński powiedział, że władza leży na ulicy. I chyba w Powiecie Kolbuszowskim potraktowano to całkiem dosłownie.

Bo strach jeździć po naszych drogach. Tu starosta Kardyś z panią wójt spaceruje całą szerokością jezdni, jakby droga była już przejęta przez władzę. Chodnik? Pobocze? Przepisy? To przecież drobiazgi . My możemy wszystko.

 






A jak się dobrze rozejrzeć, to na kolbuszowskim rynku można nawet zostać sfotografowanym przez osobę łudząco przypominającą radną wojewódzką.



Tak że kierowcy — noga z gazu, oczy szeroko otwarte. Nigdy nie wiadomo, kiedy za zakrętem spotkacie władzę… leżącą, stojącą albo spacerującą środkiem drogi. 😉

Władza na ulicy, a obywatel w rowie.

czwartek, 13 sierpnia 2026

Lepiej to już było

 To co się dzieje teraz w Polsce to nie jest zagrożenie katastrofą finansów publicznych- to jest katastrofa finansów publicznych.

Gdybyśmy byli tego w pełni świadomi, to nosilibyśmy starostę Kardysia na rękach. 30 sierpnia głosowalibyśmy w referendum nad odwołaniem burmistrza Romaniuka i rady gminy.Poseł Chmielowiec b już dawno bawiłby wnuki na emeryturze. Europoseł Buczek, jako ceniony miejscowy wykonawca kopałby rowy koparką kupioną za własny kredyt.
 A we wtorek nie dopuścilibyśmy do spotkania w Kolbuszowej członków i sympatyków Koalicji Obywatelskiej w restauracji Stylowa (pod cmentarzem).

Ponieważ jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego co się dzieje, to jest jak jest.




Poseł, hymn, sernik i kino za darmo. Byliśmy na spotkaniu z Kowalem

 Ok, przyznajemy siem bez bicia - byliśmy na spotkaniu z posłem Kowalem. W zasadzie mieliśmy o tym nie pisać, ale robimy wyjątek na specjalne  życzenie radnej Eweliny Żołnierczyk (wyraźnie schudła). Z miną dobrze poinformowanej rozpowiadała dookoła,  niczym wróżka Hazar, że już jutro wszyscy będą na Kolbuszowskim Maglu. 
Tadaaam...😉

Usiedliśmy, jak to mamy w zwyczaju, gdzieś z tyłu. Bezpiecznie, dyskretnie i z dobrym widokiem na całą sytuację. Tym bardziej że specjalnie dla nas  przyniosła Pani Iza zimny sernik z makiem. I to był dla nas  chyba jeden z najmocniejszych punktów całego programu. Wyborny! Dziękujemy! 😄

Ludzi jak na  warunki Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy było dużo, zwłaszcza zamiejscowych. Co tam robili ludzie z Tyczyna?

Mieliśmy nawet przygotowane kilka pytań. Ale milczeliśmy, bo wzięliśmy sobie do serca wcześniejsze ostrzeżenia pana Sławka, żeby uważać na poseł Skowrońską, bo — jak nam obrazowo wyjaśnił — jak się zdenerwuje, to potrafi podnieść głos i drze się jak stare prześcieradło. Nie chcieliśmy więc ryzykować. Zwłaszcza że człowiek w pewnym wieku zaczyna doceniać ciszę, spokój i możliwość spokojnego dokończenia sernika.



Siedzieliśmy więc cichutko i obserwowaliśmy.

Spotkanie jak spotkanie — typowa w takich przypadkach sztampa. Trochę polityki, trochę opowieści, trochę zapewnień, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Ale jedno zaskoczyło nas naprawdę.

Odśpiewanie... polskiego hymnu.

Nie będziemy ukrywać — byliśmy w lekkim szoku. Człowiek myślał, że przyszedł na spotkanie z posłem, a przez chwilę poczuł się, jakby za moment miała się rozpocząć defilada albo przynajmniej inauguracja igrzysk. Brakowało tylko flag na masztach i przelotu myśliwców nad Kolbuszową.

Radny Michał Karkut był wniebowzięty, tak jakby wygrał w totolotka, albo co.

Były też (a jakże) i momenty.

Azaliż...jakimś cudownym  cudem nasza ulubiona aktywistka samorządowa, pani Asia która, wyglądała jakby wyszła prosto od fryzjera,  traktowana była  co najmniej jak gwiazda ogólnopolskiej telewizji, albo (nie daj Boże), popularny miejscowy bloger.

Siedzieliśmy więc z tyłu cicho, jedliśmy sernik i patrzyliśmy z zapartym tchem.

I powiemy jedno, było: kino za darmo. 
Najbardziej wzruszył nas poseł Kowal, który chciałby, aby wzrosło czytelnictwo w naszym powiecie.
Bo to jest nasz największy problem.

Bo czasami nie trzeba zadawać żadnych pytań. Wystarczy usiąść cicho, mieć dobry widok na Panią Ewelinę... i kawałek niezłego sernika z makiem.




środa, 12 sierpnia 2026

Kto pomoże Pani Agnieszce?

   Pan Artur Świder, wystąpił z emocjonalnym  apelem.



Azaliż... tak sobie przez przypadek przypomnieliśmy, że Pan Artur jest przecież ... radnym powiatowym, więc nie wiele siem namyślając machnęliśmy do niego list. Szanowny Panie Radny,

Zwracam się do Pana w sprawie Agnieszki – młodej mamy dwójki dzieci, która po ciężkim udarze walczy o odzyskanie sprawności. Rehabilitacja przynosi efekty, ale jej kontynuacja wymaga środków i wsparcia instytucjonalnego, które znacznie przekraczają możliwości rodziny.

Jako radny powiatowy ma Pan realny wpływ na działania samorządu, dostęp do informacji, narzędzi i możliwości interwencji. Powiat – będąc właścicielem szpitala – może uruchomić wsparcie poprzez programy zdrowotne, PCPR/PFRON oraz dodatkowe formy pomocy. W tej sytuacji Pana zaangażowanie może zdecydować o tym, czy Agnieszka będzie mogła kontynuować rehabilitację, która daje jej szansę na powrót do samodzielności.

Proszę o podjęcie konkretnych działań i sprawdzenie wszystkich dostępnych ścieżek wsparcia. Każdy dzień ma znaczenie.

Z wyrazami szacunku, Andrzej Kulig

wtorek, 11 sierpnia 2026

Deklaracja Naszego Jakże Umiłowanego Posła

Nasza wczorajsza "Wakacyjna zagadka" , odbiła się szerokim echem w Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy, szczególnie na ulicy Matejki.
Tak  przynajmniej twierdzą sąsiedzi.

Pewnie dlatego, Nasz Jakże Umiłowany Poseł, ni z tego ni z owego, że łzami w oczach wydał oświadczenie.






Na baczność.

więcej- kliknij tutaj

Teraz wiemy dlaczego w Rzemieniu odpalono syreny sygnałem ciągłym.