W starostwie najwyraźniej nastał sezon urlopowy, bo komunikat o odznaczeniach wygląda tak, jakby pani Basia wyjechała nad morze.
Napisano go w stylu „uroczystość na miarę otwarcia mauzoleum” – pełen wzruszeń, podniosłych chwil i patosu, którego w Kolbuszowej nie widziano od czasu, gdy starosta Kardyś próbował zrobić akademię z okazji Dnia Samorządu. Każdy akapit brzmi jak laudacja na jubileusz kapłaństwa, a nie zwykła informacja o wręczeniu odznaczeń. Brakuje tylko chóru, orkiestry i mgły scenicznej.
Czy tekst powstał przy pomocy sztucznej inteligencji? Tego nie wiemy. Ale momentami sprawia właśnie takie wrażenie. Zwłaszcza że z wyjątkowym zapałem opisano, kto zgłosił poszczególne kandydatury. To dość nietypowe, bo w podobnych komunikatach takie informacje zazwyczaj się pomija. A tu wszystko podano jak na tacy.
Do tego dochodzi styl, jakby autor wpisał polecenie: „napisz bardzo podniosły i wzruszający komunikat”. Efekt? Coś pomiędzy przemówieniem na rozdaniu Oscarów a okolicznościową akademią. Zabrakło natomiast tego, co najważniejsze – odniesienia do uchwały stanowiącej podstawę całego wydarzenia.
Całość sprawia wrażenie, jakby urząd bardzo chciał pokazać, że potrafi być nowoczesny. Problem w tym, że nowoczesność nie polega na mnożeniu przymiotników, lecz na rzetelnym przekazywaniu informacji.
Jeżeli rzeczywiście przy tworzeniu komunikatu korzystano z AI, to warto pamiętać, że nawet najlepszy model językowy nie zastąpi redakcji i zdrowego rozsądku. Sztuczna inteligencja potrafi napisać efektowny tekst, ale to człowiek powinien zdecydować, co warto opublikować, a czego lepiej nie ujawniać.
Azaliż... kiedy pani Basia wróci z urlopu, pewnie jednym okiem spojrzy na ten komunikat i zapyta: „Kto wpadł na pomysł, żeby to opublikować w takiej formie?”. A potem zrobi to, co redaktor robi najlepiej – skróci tekst o połowę, wyrzuci połowę patosu i zostawi zwykłą informację.
Ze swojej strony składamy serdeczne gratulacje wszystkim odznaczonym. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że uroczystość posłużyła przede wszystkim jako okazja do ocieplenia wizerunku starosty Kardysia i całej rady, przed nadchodzącym referendum. :(
Z dużym zainteresowaniem przeczytaliśmy „Stanowisko” przewodniczącego Rady Powiatu, Mieczysława Burka, opublikowane na stronie internetowej Starostwa Powiatowego.
Można odnieść wrażenie, że Pan Przewodniczący jest przekonany, iż sam jest... Powiatem Kolbuszowskim. Łał!
Też tak mamy, ale dopiero po wypiciu przynajmniej litra (na dwóch).
Tymczasem pod komunikatem- co za niespodzianka- nie podpisał się ani Zarząd Powiatu, ani Starosta, lecz Mieczysław Burek – Przewodniczący Rady Powiatu. Warto więc rozróżniać stanowisko konkretnej osoby od stanowiska całego samorządu. Ba! Całej jednostki samorządu.
Co więcej, już w pierwszym zdaniu Pan Mieczysław zapowiada przedstawienie faktów, jednak dalsza część tekstu zawiera przede wszystkim oceny i opinie, między innymi:
„Nic bardziej mylnego.”
„To bardzo poważne insynuacje.”
„Mieszkańcy zasługują na rzetelną informację.”
„Powiat nie prowadzi kampanii przeciwko referendum.”
To nie są fakty, lecz stanowisko autora. Tego rodzaju sformułowania wyrażają ocenę i interpretację wydarzeń, a nie obiektywnie weryfikowalne informacje. I w podobnym tonie utrzymane są kolejne dwie strony komunikatu.
Najciekawszy fragment pojawia się jednak na samym końcu:
„Mieszkańcy zasługują na rzetelną informację. Debata publiczna powinna opierać się na faktach, a nie na domysłach czy insynuacjach. Mieszkańcy sami potrafią ocenić, kto przedstawia konkretne informacje i dokumenty, a kto buduje przekaz na przypuszczeniach. Jesteśmy otwarci na dialog i współpracę…”
Panie Mieczysławie, w pełni się z tym zgadzamy. My również chcemy opierać debatę wyłącznie na faktach i dokumentach. Powstaje jednak proste pytanie: jak mamy to robić, skoro mieszkańcy nadal nie mają dostępu do projektów uchwał przed sesją Rady Powiatu?
Już dziś odbędzie się sesja, a mieszkańcy wciąż nie wiedzą, jakie projekty będą procedowane, jakie poprawki wniesiono ani jakie uzasadnienia przygotowano. Trudno prowadzić merytoryczną debatę o dokumentach, których społeczeństwo nie może wcześniej przeczytać.
Dlatego zamiast pouczać mieszkańców o potrzebie opierania się na faktach, warto stworzyć warunki, aby te fakty były powszechnie dostępne.
Apelujemy, aby standardem w Powiecie Kolbuszowskim stało się publikowanie w Biuletynie Informacji Publicznej wszystkich projektów uchwał wraz z uzasadnieniami odpowiednio wcześniej przed sesją, tak jak ma to miejsce w wielu innych samorządach.
Jednocześnie proponujemy zmianę Statutu Powiatu, która umożliwiłaby mieszkańcom zabieranie głosu podczas sesji oraz udział w dyskusji nad procedowanymi uchwałami. Skoro mowa o dialogu i współpracy, warto nadać tym słowom realną treść.
Bo transparentność nie polega na publikowaniu polemik po fakcie. Transparentność polega na tym, że mieszkańcy mają dostęp do informacji zanim zapadną decyzje, a nie dopiero wtedy, gdy nie można już na nie wpłynąć.
Dziś Józef Kardyś rządzi i dzieli w powiecie, bo dysponuje komfortową większością w Radzie Powiatu. Klub związany z PiS ma 15 radnych, podczas gdy opozycyjne PSL zaledwie 4. Taki układ pozwala praktycznie bez większych problemów przegłosowywać większość decyzji.
Tyle że polityka nie znosi próżni. Na scenie coraz wyraźniej pojawia się Konfederacja, a jednocześnie dochodzi do przetasowań po odejściach części polityków PiS do środowiska związanego z Mateuszem Morawieckim. To sprawia, że dotychczasowy układ sił może w kolejnych wyborach wyglądać zupełnie inaczej.
Nie można wykluczyć scenariusza, w którym PiS utraci większość, a o władzę skutecznie powalczy lokalna koalicja złożona z Rozwój+, Konfederacji i PSL. Oczywiście dziś są to jedynie polityczne prognozy – ostateczny werdykt jak zawsze należeć będzie do wyborców.
Jest jednak jeden warunek. Aby taki scenariusz w ogóle stał się możliwy, najpierw musi referendum być ważne. Oznacza to, że do urn powinno pójść co najmniej około 15 tysięcy mieszkańców.
To właśnie frekwencja może okazać się najważniejszym politykiem w powiecie. Bez niej wszystko pozostanie po staremu. Z nią mieszkańcy mogą zdecydować, czy chcą utrzymania obecnego układu władzy, czy otwarcia nowego rozdziału (nie tylko) w lokalnej polityce.
Na stronie powiatowej kolejna agitka. Pani Basi przedstawiła budowę 200 metrów chodnika, jakby to był program kosmiczny lotu na Marsa. Wiadomo, człowiek z nudów i byle co napisze. ;)
Starosta Kardyś, wraz z wójtową, z zapartym tchem ogląda, jak prace wykonują robotnicy bez właściwego ubioru ochronnego. Gdzie kask, okulary, buty,spodnie, kamizelki odblaskowe?Wszystkie powyższe elementy ochronne ma obowiązek bezpłatnie zapewnić pracodawca, a pracownik nie może odmówić ich noszenia pod rygorem kar porządkowych i odsunięcia od stanowiska.
Obchody jak obchody. Najciekawsze zawsze są kulisy. A jeszcze ciekawsze... kto się nie pojawił.
Nasz Jakże Umiłowany Poseł tym razem odpuścił. Zapewne nie chciał odpowiadać na niewygodne pytania, po jaką cholerę przeszedł do obozu Morawieckiego. Czasem łatwiej zniknąć z kadru niż tłumaczyć się z politycznych akrobacji.
Wiceburmistrz Krzysztof Wójcicki najpewniej kontynuuje wakacyjny projekt pod roboczą nazwą „Szlakiem wiceburmistrza Marka Gila”. Tradycji musi stać się zadość. Po ostatniej podwyżce stać go nawet na Australię.
Burmistrz Grzegorz Romaniuk? Cóż... obstawiamy Ukrainę. Ten typ tak ma. A jeśli akurat nie wyjechał, to zapewne siedząc wygodnie na kanapie analizował listę obecności i zastanawiał się, kto przyszedł, a kto postanowił zaryzykować polityczne L4.Wszystko na bieżąco komentował.
Nie zawiodła natomiast stara gwardia. Widać, że to pierwsze pokolenie, które chodzi do pracy w garniturach. Wszystko dopięte pod samą szyję, każdy guzik na swoim miejscu.
Azaliż aż prosi się, by po uroczystości zajrzeć do skansenu, gdzie podczas pogadanki z cyklu „Idzie Grześ przez wieś” dr Bardan wyjaśnia zgromadzonym, do czego właściwie służy drugi guzik w marynarce i dlaczego od stu lat nikt go nie zapina. Bardzo ciekawa i pouczająca historia.
Pan Rzeszutek z Konfederacji zaskoczył niebanalną kreacją. Podobny kierunek obrał radny powiatowy Artur Świder, choć trzeba uczciwie przyznać – w jego wykonaniu całość prezentowała się po prostu lepiej.
Radny miejski Pan Karol Wesołowski wyraźnie przytył na nowej diecie z ratusza i ledwo się dopiął ale w marynarkę - co za szkoda, się już nie zmieścił.
Radna wojewódzka Pani Ewa Draus, "wyglądała jak gwiazda filmowa- tylko każdy włos z innego filmu". Patent na taką recenzję ma "Ciotka" Halina Dudzińska.
W kategorii „Najlepiej ubrana pani” konkurencja była mocna. Pod nieobecność bezkonkurencyjnej aktywistki samorządowej Joanny Procak, zwyciężyła radna Ewelina Żołnierczyk, córka radnego weterana Józefa Fryca. Co prawda długo wahaliśmy się, czy laurów nie przyznać pani Koczur, ale ona elegancją przyzwyczaiła nas od lat.
Pani Ewelina natomiast dostała pierwsze miejsce... na zachętę.
Niemałe zaskoczenie sprawił również radny Artur Świder, który ni stąd, ni zowąd zabrał głos. Tego – o ile nam wiadomo – w scenariuszu nie było. Rozpoczął się wyścig o miejsce w zarządzie powiatu? A może to dopiero pierwszy rozdział kampanii po fotel wójta gminy Niwiska? Czas pokaże.
Ale wszystkich przebił ksiądz proboszcz Lucjan Szumierz. Duchowny pojawił się w skromnym stroju... uzupełnionym o eleganckie sandały. I wiecie co? Wyszło znakomicie.
Udowodnił, że nawet klasyczna sutanna nie musi oznaczać śmiertelnej powagi, a starszy pan – przy swoich ograniczeniach – potrafi jednym skromnym dodatkiem zadać więcej szyku niż niejeden specjalista od mody.
Syreny jak zwykle zawyją. Zatrzymamy się na chwilę, zrobimy poważne miny, może ktoś nawet zdejmie czapkę. I przez te trzy sekundy nikt nie zada sobie pytania, które powinno wisieć na każdym urzędzie, sklepie, warsztacie i gabinecie lekarskim:
Co to właściwie znaczy być dziś patriotą?
Bo jeśli patriotyzm to tylko stanie na baczność, to gratuluję — jesteśmy narodem mistrzów świata.
Ale jeśli patriotyzm to dbanie o kraj, ludzi, wspólnotę… no to tu zaczyna się kabaret.
Czy ktoś, kto świadomie pakuje nam w jedzenie dodatki, które powoli nas zabijają, może nazywać się patriotą?Czy producent, który wie, że 3/4 tego, co sprzedaje, nie nadaje się do jedzenia, ale i tak to sprzedaje, bo „rynek tak chce”, jest patriotą?Czy rolnik, który pryska tak, że muchy padają w locie, a gleba błaga o litość, jest patriotą?
No chyba że nowa definicja patriotyzmu brzmi:
„Kocham Polskę, ale Polaków już niekoniecznie.”
Lekarz, który wie, jakie badania powinieneś mieć, ale ich nie zleci, bo „po co się wychylać”, „NFZ nie lubi”, „nie będę się tłumaczył”, „a może samo przejdzie”…
Czy to jest patriotyzm?
Czy troska o zdrowie obywatela nie jest przypadkiem fundamentem silnego państwa?
A może patriotyzm w medycynie to nowa filozofia:
„Im mniej pacjentów przeżyje, tym krótsze kolejki.”
Mechanik, który rżnie Cię na naprawie, wymienia części, które nie trzeba wymieniać, a te które trzeba — zostawia, bo „i tak wrócisz”.
Czy to jest patriotyzm?
Czy budowanie zaufania i uczciwości nie jest przypadkiem tym, co wzmacnia społeczeństwo?
Chyba że patriotyzm w warsztacie to zasada:
„Ojczyznę kocham, ale klienta skasuję.”
Urzędnik, który nie dokształca się, nie zna przepisów, nie konsultuje się z mieszkańcami, ale za to zna wszystkie procedury, jak wcisnąć na stołek kuzyna, szwagra i kolegę z liceum.
Czy to jest patriotyzm?
Może tak — jeśli patriotyzm to miłość do Ojczyzny rozumiana jako:
„Ojczyzna to ja i moja rodzina, reszta to petenci.”
Polityk, który zmienia partie jak skarpetki, bez słowa wyjaśnienia.
Polityk, który nie mówi wyborcom, co naprawdę dzieje się na szczytach władzy.
Polityk, który traktuje mandat jak kartę rabatową do świata przywilejów.
Czy to jest patriotyzm?
Może tak — jeśli patriotyzm to hasło:
„Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej — zwłaszcza moi.”
Azaliż..więc kim my właściwie jesteśmy?
Narodem, który chce być dumny, ale nie chce być odpowiedzialny.
Narodem, który chce silnej Polski, ale nie chce silnych zasad.
Narodem, który chce dostatku, ale nie chce uczciwości.
Narodem, który chce patriotów, ale nie chce wysiłku.
Może więc czas przestać pytać:
„Czy oni są patriotami?”
i zacząć pytać:
„Czy my jeszcze wiemy, co to słowo znaczy?”
Bo patriotyzm nie zaczyna się od syreny.
Patriotyzm zaczyna się od tego, co robimy, kiedy syrena milknie.
Jak dwa lata temu przepowiedziała miejscowa wróżka Hazar, nowym dyrektorem MDK został Pan Andrzej Selwa z Urzędu Miejskiego. Skąd ona to wszystko wie?
Przepis na zostanie dyrektorem wydaje się prosty: jeździć z burmistrzem na Ukrainę, mówić niewiele, nie wychylać się i być na tyle dyskretnym, żeby większość mieszkańców zastanawiała się: „A kto to właściwie jest?”.
Naszym zdaniem warto było ogłosić otwarty konkurs i dać szansę kandydatom z zewnątrz. Może ktoś wniósłby do MDK trochę świeżych pomysłów, energii i nowego spojrzenia. Ale najwyraźniej uznano, że świeży powiew mógłby narobić przeciągu.
Znacznie bezpieczniej mieć na czele instytucji osobę dobrze znającą realia magistratu. Zwłaszcza gdy za niespełna rok wybory samorządowe, a MDK dysponuje sceną, nagłośnieniem, salami i możliwością organizowania wielu wydarzeń. Taki zbieg okoliczności bywa przecież bardzo wygodny.
Podobno wśród pracowników pojawiła się nadzieja, że teraz będzie spokojniej i luźniej.
My radzimy jeszcze nie otwierać szampana.
Nowy dyrektor będzie musiał przede wszystkim udowodnić, że nie jest tylko kolejnym urzędnikiem przeniesionym z jednego gabinetu do drugiego. A to oznacza, że prędzej czy później będzie chciał pokazać aktywność, pomysły i wyniki. A gdy szef chce pokazać wyniki... zwykle kończą się luzy.
Będziemy się temu z zainteresowaniem przyglądać. W końcu MDK to Miejski Dom Kultury, a nie Miejski Dom Karier.
Azaliż... co ciekawe, w komunikacie ani słowa podziękowania dla dotychczasowego dyrektora Wiesława Sitki. Ok, podejrzewamy że (wg autorów) nie ma za co, ale wypadałoby- prawda? Taka jakaś insza kultura nadchodzi. Turańska czy jakoś tak.
Państwo nie jest tylko zbiorem ustaw i urzędów. Jest odbiciem jakości swoich obywateli. Tam, gdzie ludzie przestają interesować się sprawami wspólnymi, pojawia się obojętność, a ta zawsze sprzyja bylejakości.
Przez lata nauczyliśmy się narzekać na władzę, ale znacznie trudniej przychodzi nam brać odpowiedzialność za własną wspólnotę. Samorząd nie jest usługą świadczoną mieszkańcom – to współodpowiedzialność mieszkańców za miejsce, w którym żyją. Demokracja nie kończy się przy urnie wyborczej. To codzienny obowiązek zadawania pytań, patrzenia władzy na ręce i uczestniczenia w życiu publicznym.
Z takiego przekonania narodziła się inicjatywa Referendum RKL. Nie jako cel sam w sobie, lecz jako przypomnienie, że mieszkańcy są gospodarzami powiatu.
Dlatego warto docenić każdą próbę prawdziwego dialogu z mieszkańcami. Jeśli radni rzeczywiście chcą rozmawiać i słuchać, jest to krok we właściwym kierunku. Oby dialog nie był jednorazową reakcją na polityczne wydarzenia, lecz stał się trwałym elementem życia publicznego.
Silna wspólnota powstaje wtedy, gdy obywatele przestają być widzami, a stają się współgospodarzami swojej małej ojczyzny.
Nieuważny czytelnik mógł odnieść wrażenie, że działacze Referendum RKL mijają się z prawdą, bo oto starosta Józef Kardyś rzekomo sam finansuje z budżetu powiatu remonty dróg i nie sięga po pieniądze z budżetów gmin.
Problem w tym, że kluczowe jest jedno, niepozorne sformułowanie: „w przypadku tych konkretnych inwestycji drogowych”.
To właśnie ono całkowicie zmienia wydźwięk komunikatu. W praktyce oznacza ono: w tych inwestycjach powiat finansuje je sam, ale nie mówi nic o pozostałych. A skoro trzeba było dodać takie zastrzeżenie, to czytelnik ma prawo zadać pytanie: czy w innych przypadkach wygląda to już inaczej?
To klasyczny przykład przemilczenia istotnego kontekstu. Autor nie napisał wprost, że powiat nigdy nie oczekuje współfinansowania od gmin. Napisał jedynie, że w tych konkretnych inwestycjach tak właśnie jest i na tej podstawie stwierdził, że ci Referendum RKL mocno naciągali rzeczywistość.
Co ciekawe, pod tamtym tekstem nikt się nie podpisał. Najwyraźniej w starostwie wciąż są osoby, które cenią swoje nazwisko i wolą nie firmować takich zabiegów erystycznych własnym nazwiskiem.
Azaliż... kilka dni temu na portalu powiatowym ukazała się kolejna informacja – tym razem dotycząca przebudowy drogi powiatowej w Cmolasie.)
więcej kliknij tutaj
I nagle okazuje się, że ta inwestycja jest współfinansowana przez gminę.
No to jak to w końcu jest? Starosta "przymusza" gminy, czy też tak jakoś włodrze sami stoją w kolejce i z braku czegoś lepszego do roboty dają mu pieniądze?
A teraz wisienka na ten torcik- ile dołożył do tej inwestycji powiat. a ile gmina? I dlaczego tej ważnej informacji ( i kilku innych) nie ma w tym tekście Pani Barbaro?
Referendum za pasem. Europoseł jednak gdzieś wyjechał. Członkowie komitetu też jakby poznikali. Nastała cisza.
Tymczasem Starostwo przekonuje, że właściwie nie wiadomo, po co to całe referendum. Przecież jest dobrze. A może nawet jeszcze lepi. Drogi się same remontują, szpital stoi, inwestycje są realizowane, pieniądze zewnętrzne płyną. No to po jaką cholerę coś zmieniać?
Co jest?
Wzięliśmy więc litr wódki,blachę sernika z makiem i spróbowaliśy to rozkminić z redakcyjną wróżką, o co tu właściwie chodzi. Jasnowidząca z namaszczeniem rozłożyła karty Tarota.
I wyszło nam, że być może problem nie polega wyłącznie na tym, co Powiat robi, ale również na tym, jak podejmuje decyzje i jaki wpływ mają na nie mieszkańcy.
Według naszej wróżki Starosta Józef Kardyś podporządkował sobie Radę Powiatu bezwzględnie i bezwarunkowo, zamieniając ją w sprawną maszynkę do głosowania. Bez większej dyskusji. Bez publicznego ścierania się argumentów. Bez zadawania niewygodnych pytań.
Do tego mieszkańcy zostali praktycznie odcięci od procesu legislacyjnego. Projekty uchwał nie są publikowane z odpowiednim wyprzedzeniem, więc trudno zapoznać się z nimi przed sesją, przeanalizować ich skutki, zgłosić uwagi czy zwrócić się do radnych. W praktyce często dowiadujemy się, nad czym Rada debatowała, dopiero wtedy, gdy uchwała została już przyjęta.
Nie możemy nic.
Mamy siedzieć na tyłkach, czytać artykuły sponsorowane w Gazetce Zakładowej i cieszyć się, że władza znowu coś zrobiła.
Historia zatoczyła koło i mentalnie wylądowaliśmy w latach 70. ubiegłego wieku, kiedy w Kolbuszowej rządził sekretarz Adolf Dzimiera. Oczywiście czasy się zmieniły. Mamy internet, Biuletyn Informacji Publicznej, media społecznościowe i dostęp do ogromnej ilości informacji. Tylko że najwyraźniej nie zawsze mamy dostęp do tych informacji, które pozwalają mieszkańcom rzeczywiście uczestniczyć w podejmowaniu decyzji.
Od strony technicznej Józef Kardyś jako starosta nie jest zły. Szpital stoi. Drogi są remontowane. Powiat jakoś funkcjonuje — być może nawet lepiej niż wiele innych powiatów w Polsce.
Tylko że samorząd to nie przedsiębiorstwo, w którym mieszkańcy mają jedynie oglądać wyniki i oceniać, czy bilans się zgadza.
Samorząd to wspólnota mieszkańców. A mieszkańcy powinni mieć możliwość wiedzieć, co się planuje, dlaczego podejmowane są konkretne decyzje i jakie będą ich skutki. Powinni mieć czas, aby zapoznać się z projektami uchwał i możliwość przedstawienia swojego stanowiska, zanim radni nacisną przycisk „za”.
Tymczasem nie mamy realnego wpływu na wiele decyzji. Nie wiemy nawet, co dokładnie dzieje się przed sesją. Nie mamy łatwego dostępu do pełnych, konkretnych i aktualnych danych. A radni najwyraźniej nie widzą w tym problemu i nie chcą tego zmienić.
Być może właśnie dlatego część mieszkańców próbuje ich odwołać.
Ale referendum to dopiero początek bardzo długiej drogi.
Jeżeli odwołanie Rady Powiatu się powiedzie, kolejnym krokiem będą nowe wybory. To kolejne koszty następne pół miliona złotych w piach. A przecież nowe wybory nie dają żadnej gwarancji, że nowa Rada będzie działała inaczej.
Może się okazać, że zmienią się nazwiska, ale system pozostanie ten sam. Nadal projekty uchwał będą trafiały do mieszkańców dopiero po głosowaniu. Nadal decyzje będą zapadały bez realnej możliwości wcześniejszego zapoznania się z nimi i przedstawienia własnego stanowiska.
Dlatego pojawia się pytanie:
Czy nie byłoby lepiej już teraz wywierać jak największą presję na Radę Powiatu, aby zmieniła Statut Powiatu i wprowadziła konkretne zasady przejrzystości?
Na przykład:
– obowiązek publikowania projektów uchwał w Biuletynie Informacji Publicznej co najmniej 7 dni przed sesją;
– publikowanie uzasadnień, materiałów i dokumentów dotyczących projektów uchwał;
– zagwarantowanie mieszkańcom prawa do zabrania głosu przed głosowaniem nad każdą uchwałą;
– jasne zasady zgłaszania pytań i uwag przez mieszkańców;
Bo może problem nie polega wyłącznie na tym, kto siedzi w Radzie Powiatu, ale na tym, jakie zasady obowiązują i czy mieszkańcy mają realny dostęp do procesu podejmowania decyzji.
Referendum może być potrzebne. Może być sygnałem ostrzegawczym. Może zmusić władzę do refleksji.
Ale samo odwołanie Rady nie gwarantuje, że po wyborach wszystko nagle stanie się bardziej przejrzyste, otwarte i obywatelskie.
Azaliż.... może więc zanim wydamy kolejne pół miliona złotych na wybory, warto zapytać radnych wprost:
Czy jesteście gotowi już teraz zmienić zasady działania Powiatu tak, aby mieszkańcy mogli zobaczyć projekty uchwał przed głosowaniem, zapoznać się z nimi i zabrać głos?
Jeżeli tak — być może część problemów można rozwiązać bez politycznej kolbuszowsko-kolbuszowskiej wojny.
Jeżeli nie — mieszkańcy będą mieli prawo wyciągnąć własne wnioski.
Bo dobra droga i wyremontowany budynek to ważne rzeczy.
Ale samorząd bez przejrzystości, dyskusji i udziału mieszkańców może działać sprawnie — tylko że coraz mniej przypomina wtedy samorząd.
Na stronie powiatowej kolejna agitka informacyjna.
Pomijając już fakt, po jaką cholerę kolejna wirtualna strzelnica, skoro w powiecie są już trzy? Młodzież nie może korzystać z tych, które już istnieją? Czy naprawdę każda szkoła musi mieć własną?
Dlaczego zamiast czwartej wirtualnej strzelnicy nie zainwestowano w jedną porządną strzelnicę kulową, z której mogliby korzystać uczniowie wszystkich szkół, kluby strzeleckie, służby mundurowe, a także mieszkańcy powiatu?
Ciekawsze jest jednak coś zupełnie innego.
Mamy już (prawie) cztery wirtualne strzelnice i jedną pneumatyczną. Cool! Nowoczesność pełną gębą.
Azaliż... skoro mamy tyle strzelnic i tyle możliwości rozwijania strzeleckich talentów młodzieży, to dlaczego na zawodach strzeleckich organizowanych pod patronatem Starostwa Powiatowego pojawiło się zaledwie około 30 osób?
Czyżby kolbuszowska młodzież wcale nie była tak zainteresowana strzelectwem, jak wynikałoby z propagandowych opisów kolejnych inwestycji?
A może problem polega na tym, że samo kupienie sprzętu i otwarcie strzelnicy jeszcze nie sprawia, że nagle pojawiają się chętni do strzelania?
Bo jeśli mamy inwestować w kolejne obiekty, to może najpierw warto sprawdzić, jak intensywnie wykorzystywane są te, które już mamy?
Tu, z kronikarskiego obowiązku, przypominamy jeszcze jedną historię.
Na początku lat 80. na gminnych zawodach strzeleckich, w których rywalizowały reprezentacje miejscowych przedsiębiorstw i instytucji, drugie, zaszczytne miejsce zajęła drużyna z miejscowego komisariatu Milicji Obywatelskiej, której opiekunem był pan Józef Fryc.W składzie sami profesjonaliści.
Pierwsze miejsce zajęła natomiast reprezentacja Liceum Ogólnokształcącego.
I tu zaczyna się najlepsza część tej historii.
Drużynę LO stanowiły… młode, piękne uczennice.
Obciach był na całego. Milicjanci musieli uznać wyższość licealistek.
Podobno do dziś niektórzy wspominają tę porażkę z lekkim drżeniem ręki przy celowaniu.
A może ktoś z naszych Czytelników pamięta, kto dokładnie wchodził w skład tej zwycięskiej drużyny? Może doktor Kozubal wyszpera?
Zawody odbywały się na strzelnicy znajdującej się na stadionie pod Łysą Górą.
I tak przy okazji pytanie do powiatu:
Czy ktoś policzył, ilu uczniów rzeczywiście korzysta obecnie z trzech wirtualnych i jednej pneumatycznej strzelnicy?
Ile godzin w tygodniu są wykorzystywane?
Bo może zanim wybudujemy piątą, warto sprawdzić, czy z tych trzech już korzysta ktoś poza osobami przecinającymi wstęgę podczas uroczystego otwarcia.