Nie wszyscy wiedzą, że Orban przegrał wybory przez… korupcję. Po prostu rozdawał na prawo i lewo koncesje na cokolwiek.
Azaliż… nasi samorządowcy radzić będą dziś nad zwiększeniem liczby koncesji na sprzedaż alkoholu w Kolbuszowej Dolnej. Koronnym argumentem „za” jest… zgoda mieszkańców. Szkoda, że sami zainteresowani jeszcze o tym nie wiedzą.
O ile zwiększyła się liczba mieszkańców tej wioski w 2025 roku? Podpowiadamy – przybyło 11 mieszkańców. Muszą strasznie dużo chlać., także ci co pisali to uzasadnienie.
Czy burmistrz Romaniuk w pośpiechu nie pomylił czasem kolejności? Najpierw zebranie wiejskie, a później projekt uchwały?
Dla kogo ta droga na skróty?
Inna sprawa, w Polsce jest tendencja do zmniejszania liczby koncesji na sprzedaż alkoholu. W Kolbuszowej Dolnej burmistrz zwiększy ilość punktów sprzedaży, aby było go łatwiej kupić? Naprawdę? Tak oświeciło go w drodze z Częstochowy?
Na portalu e-sesja, na którym funkcjonuje nasza rada miejska, jest bardzo fajna, użyteczna funkcja. Po przyciśnięciu nazwiska radnego możemy zobaczyć jego aktywność na sesji i poza nią.
W ten sposób można prosto i szybko ocenić, w jaki sposób radny pracuje za co najmniej 13 stówek za sesję.
Azaliż....niestety to już nie u nas .Ten przycisk zniknął. Podobno dlatego, żeby się Magiel z nas nie podśmichiwał.
Ponieważ jesteśmy poważnymi blogerami i w gupie plotki, to my nie wierzymy, co to, to nie. W poczuciu obywatelskiego obowiązku napisaliśmy więc list do szanownej dyrektor przedszkola nr 2.
Szanowna Pani Dyrektor,
na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej zwracam się z wnioskiem o udostępnienie informacji dotyczących zatrudnienia pracowników w Publicznym Przedszkolu nr 2 w Kolbuszowej.
Uprzejmie proszę o udzielenie następujących informacji:
Czy w roku 2026 zostały zatrudnione nowe osoby na stanowiskach niepedagogicznych (np. pomoc nauczyciela, woźna oddziałowa, pracownik obsługi, pracownik kuchni).
Jeżeli tak, proszę o wskazanie:
daty zatrudnienia,
stanowiska,
podstawy prawnej zatrudnienia (umowa o pracę, zastępstwo, inna forma),
trybu zatrudnienia, w szczególności:
czy przeprowadzono otwarty i konkurencyjny nabór,
jeśli nie – na jakiej podstawie odstąpiono od obowiązku publikacji ogłoszenia w BIP,
czy zatrudnienie nastąpiło w trybie zastępstwa lub innym wyjątku przewidzianym w ustawie o pracownikach samorządowych.
Proszę również o informację, czy w latach 2025–2026 opublikowano jakiekolwiek ogłoszenia o naborze na stanowiska niepedagogiczne w BIP jednostki lub BIP Gminy Kolbuszowa.
Azaliż...cudów się nie spodziewamy, ale ciekawi jesteśmy, co na to powi… audytor gminny.
Jak wyczytaliśmy w Gazetce Zakładowy, Nasz Jakże Umiłowany Poseł formuje nowy rząd w dalekiej Warszawie . Tymczasem w naszej Gminie, Rozwój+ już idzie pełną parą...
Wygląda na to, że kolejni radni idą do budżetówki za chlebkiem. Zaczyna siem bardzo skromnie od zamykania bramki w przedszkolu. Według naszej opinii jest to bardzo słuszna koncepcja. W 4 lata zrobi siem (refundowane) studia magisterskie i zostanie jakiemsik derektorem albo jeszcze lepi.
Azaliż... tu podpowiadamy, że trzeba się jednak śpieszyć, bo za trzy lata, dotychczasowa dyrektorka idzie na emeryturę.
W Kolbuszowej polityka od zawsze przypomina nasze lokalne mecze: trochę kurzu, trochę emocji, trochę tradycji i zawsze ktoś, kto twierdzi, że „to on załatwił”.
Od lat w tej swojskiej lidze gra poseł, którego mieszkańcy kojarzą głównie z tym, że przywozi z Warszawy różne fanty. Raz sikawkę, raz mikser, innym razem coś większego, co można uroczyście przeciąć i sfotografować.
Miejscowi włodarze chętnie podkreślają, że „tu milion, tam pięć, a gdzie indziej siedem”, choć wielu komentatorów zauważa, że powiat kolbuszowski od dawna jest wiernym zapleczem wyborczym PiS i to również miało wpływ na kierunek przepływu środków.
Ostatnio jednak można odnieść wrażenie, że nasz poseł zapragnął czegoś więcej. Jakby uwierzył, że to nie partia, nie układ sił, nie polityczna geografia, lecz jego osobista sprawczość stoi za każdym sukcesem. I tak oto zawodnik z V ligi zaczął rozglądać się za miejscem w ekstraklasie, jakby wystarczyło tylko podnieść rękę i już.
Niektórzy komentatorzy spekulują, że jeśli Mateusz Morawiecki umocniłby swoją pozycję, jego współpracownicy mogliby liczyć na awanse. W takim wariancie nasz poseł mógłby znaleźć się bliżej centrum decyzyjnego, może nawet w rządzie. W polityce zdarzały się już bardziej zaskakujące zwroty.
Są jednak i inne analizy, według których były premier może zostać zepchnięty na boczny tor, a jego zwolennicy — przesunięci na dalsze miejsca list. W takim układzie nasz poseł musiałby pogodzić się z powrotem do roli zawodnika rezerwowego, zanim jeszcze zdążył wybiec na murawę wyższej ligi.
A są i tacy, którzy rozważają możliwość powstania nowego ugrupowania. Wtedy Kolbuszowa stałaby się areną rywalizacji między dwiema listami — tą, z którą poseł był związany dotąd, i tą, która dopiero powstaje. To byłaby arytmetyka wymagająca nie tylko kalkulatora, ale i zimnej głowy.
Tymczasem w lokalnych rozmowach coraz częściej pojawiają się nazwiska, które,mogłyby zmienić układ sił, gdyby zdecydowały się na start.
Starosta Kardyś to nazwisko, które w powiecie zna niemal każdy. Gdyby pojawiło się na liście wyborczej, zrobiłoby się naprawdę ciasno. Nasz poseł musiałby walczyć nie o awans, lecz o samo miejsce w składzie.
Pojawiają się też opinie, że gdyby burmistrz Romaniuk wszedł do gry, kampania nabrałaby zupełnie innego tempa. W końcu to postać, która potrafi połączyć uroczyste otwarcie inwestycji z serdecznym uśmiechem do każdego mieszkańca, który akurat przechodzi obok.
Wszystkie te scenariusze od zmian w partii, przez nowe ugrupowania, po potencjalnych lokalnych kandydatów pokazują jedno: polityka, nawet ta powiatowa, rządzi się własną logiką. A ambicje, choć potrzebne, wymagają chłodnej kalkulacji. Bo zanim zacznie się marzyć o ekstraklasie, trzeba najpierw wygrać kilka meczów w lidze, w której naprawdę się gra.
Tak jakoś przykro nam się robi, gdy przynajmniej dwa razy dziennie przejeżdżamy obok straszliwie okaleczonego dębu przy ulicy Kolejowej.
Napisaliśmy w tej sprawie do Urzędu Miejskiego. Ponieważ urzędnicy kręcą jak Piekarski na mękach, postanowiliśmy zasięgnąć języka w Państwowej Straży Pożarnej.
Odpowiedział nam st. bryg. mgr inż. Krzysztof Samojeden, Zastępca Komendanta Powiatowego — za co dziękujemy.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to informacja, że pani kierowniczka ŚDS nie zadzwoniła, tylko osobiście pofatygowała się do straży, aby zgłosić „nagłe, bezpośrednie zagrożenie życia”.
To się zwyczajnie nie trzyma kupy.
Jeśli coś zagraża życiu tu i teraz, to dzwoni się pod 998 lub 112, a nie idzie pieszo do remizy.
Straż pisze:
„Zdarzenie zostało zgłoszone osobiście u dyżurnego (…) przez zarządcę obiektu.”
Tymczasem karta zdarzenia wygląda jak typowa karta sporządzona po zgłoszeniu telefonicznym — pole „nr telefonu” jest puste, a nigdzie nie ma wzmianki o zgłoszeniu osobistym.
To pierwsza poważna niespójność.
Druga: strażacy opisują, że konary były:
„suche, spróchniałe wewnątrz, nadłamane w poprzek i wzdłuż”.
A jednocześnie:
„Podczas interwencji nie wykonano dokumentacji fotograficznej (…)”.
Czyli nie mają żadnego dowodu na to, co opisują.
Ocena „spróchnienia wewnętrznego” bez cięcia, bez zdjęć i bez specjalisty jest po prostu nie do obrony.
Trzecia: PSP przyznaje, że:
„nie prowadzono konsultacji ze specjalistą z zakresu dendrologii lub arborystyki”.
A mimo to opisują szczegółowo stan fitosanitarny drzewa.
Strażacy nie mają kwalifikacji do takich ocen — i sami to wiedzą.
Czwarta: PSP twierdzi, że działania:
„nie były zabiegiem pielęgnacyjnym”.
Problem w tym, że usuwanie grubych konarów to właśnie zabieg arborystyczny, który wymaga:
dokumentacji,
uzasadnienia,
często zgody organu,
i przede wszystkim specjalisty.
Straż może usuwać zagrożenie, ale nie może wykonywać prac pielęgnacyjnych pod pretekstem zagrożenia, jeśli zagrożenie nie zostało udokumentowane.
Piąta: PSP pisze o „bezpośrednim zagrożeniu”, ale nie podaje żadnych obiektywnych kryteriów — brak zdjęć, brak pomiarów, brak informacji o spadających gałęziach, brak danych pogodowych.
To czyste gołosłowie.
Szósta: z karty zdarzenia wynika, że OSP została wezwana ponad godzinę później niż JRG.
Jeśli zagrożenie było „bezpośrednie”, to albo OSP powinna być wezwana natychmiast, albo w ogóle nie powinna być potrzebna.
To kolejna niespójność.
Siódma: PSP powołuje się na art. 1 ustawy o PSP — przepis ogólny, deklaratywny, który nie daje podstawy do cięcia drzew.
Brakuje odniesienia do przepisów, które faktycznie regulują takie działania.
Ósma: pole „dane zgłaszającego” w karcie zdarzenia jest puste, choć PSP twierdzi, że zgłoszenie było osobiste.
To po prostu się nie zgadza.
I na koniec rodzynek:
Strażacy w swoich dokumentach piszą, że drzewo jest niebezpieczne jak jasna cholera i że stanowi bezpośrednie zagrożenie życia. i należy je usunąć.
A urzędnicy z magistratu…
Piszą nam, że będą obserwować.
To wszystko się kupy nie trzyma.
To małe miasteczko, więc żeby nie było, że nie wiemy jak było i czego i gdzie należy szukać
Jeśli ten dąb zostanie wreszcie zostawiony w spokoju, jeśli pozwoli mu się dojść do siebie, o ile przeżyje to, co mu zrobiono — zostanie objęty ochroną jako pomnik przyrody, a pozostałymi drzewami zajmą się wreszcie prawdziwi arborystycy, to z naszej strony temat uznamy za zamknięty.Nie oczekujemy cudów, tylko minimum rozsądku i szacunku dla drzew, które rosły tu na długo przed nami.
Pan Konrad Batory słusznie zauważył, że progi zwalniające na ulicy Piłsudskiego naruszają zasady dotyczące budowy tego typu urządzeń na drogach. W związku z tym postanowił napisać list do urzędu miejskiego, w którym zwrócił się z prośbą o ich usunięcie.
W odpowiedzi otrzymał następującą informację:
Z polskiego na nasze.
Burmistrze napisały, że dzięki obywatelskiej postawie Pana Konrada wreszcie zauważyły, że te progi jednak są takie jakieś nie takie i nie spełniają norm ruchu drogowego. Dlatego zamówili projekt czegosik, który będzie spełniał te normy i jednocześnie uczyni ruch po tej ulicy (jeszcze) bezpieczniejszym.
Nie podziękowali, bo te typy tak majom.
Dziękujemy Panie Konradzie!
Azaliż..... zanim się te progi przebudują, minie rok albo z okładem. Ponieważ już władze wiedzą , że te progi są "nieprawidłowe" można skarżyć za wszelkie uszkodzenia samochodów na tych progach. Mile widziane pozwy cywilne wobec obydwu burmistrzów.
Inna sprawa, że nie da się w tym miejscu wstawić czegokolwiek, co przypominałoby progi. O szczegóły radzimy zwrócić się do kierowców wozów bojowych straży pożarnej.
Kolbuszowskie stowarzyszenie "Łapka w łapkę" na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt oraz ochrony ich praw.
Na co dzień wychodzą z portek i spódnic, aby pomóc (nie tylko) zwierzętom. Dziękujemy za ich trud, dzięki któremu świat jest trochę lepszy.
Azaliż... tak się jednak zastanawiamy. Skoro obowiązkiem własnym gminy jest opieka nad zwierzętami bezdomnymi, to dlaczego burmistrz Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy, Pan Grzegorz Romaniuk, nie pokrywa w całości kosztów ich chociażby wyżywienia? Stowarzyszenia mogą działać na zasadzie współpracy i wsparcia, ale to gmina jest zobowiązana do finansowania tych działań.
Nie chce nam się pisać do wojewodziny i RIO w sprawie tej uchwały z błędem nawet gramatycznym, ale jest ona cała do przerobienia. Może nasi drodzy (och jak drodzy) radni wzięli się do roboty, do której się zobowiązali?
. Podczas kolbuszowskich obchodów tragedii smoleńskiej starosta Kardyś zgodnie z lokalnym protokołem usiadł obok burmistrza Romaniuka. Na zdjęciu wygląda to jak scena zgody i współpracy, ale każdy, kto zna lokalne realia, widzi coś zupełnie innego. Dzieliło ich tylko jedno krzesło w praktyce — cała lista wzajemnych pretensji, urazów i politycznych rachunków, które od lat skutecznie blokują normalne funkcjonowanie powiatu i gminy.
Zamiast wspólnego działania dla mieszkańców mamy więc teatralne sąsiedztwo, w którym każdy siedzi sztywno, jakby pilnował, żeby przypadkiem nie wyglądało to na współpracę. Uroczystość uroczystością, ale lokalne animozje zawsze muszą wejść w kadr. I tak oto nawet rocznica narodowej tragedii staje się tłem dla małych, powiatowych wojenek, w których dobro mieszkańców przegrywa z prywatnymi urazami.
Krzesło między nimi było tylko rekwizytem. Prawdziwy dystans widać w spojrzeniach, gestach i w tym, czego od lat nie potrafią zrobić razem — choć powinni, bo to ich praca, nie osobista arena.
I może właśnie dlatego to jedno zdjęcie mówi o naszej lokalnej polityce więcej niż wszystkie oficjalne deklaracje o „współpracy dla dobra regionu”. Bo na deklaracjach się kończy, a na krzesłach — zaczyna prawda.