Europoseł Tomasz Buczek odpowiedział na pytania od Korso Kolbuszowskie. Nie namyślając się wiele i my wstawiliśmy stopę w te uchylone drzwi.
więcej-kliknij tutaj
Media obywatelskie (pół żartem, pół serio)
Na najbliższej sesji rady powiatu są dwa interesujące punkty.
Zobacz fragment od 20. minuty:
▶ XIV Sesja Rady Powiatu w Kolbuszowej – przejdź do nagrania
Art. 53. [Zatwierdzanie sprawozdania finansowego]
1. Roczne sprawozdanie finansowe jednostki, z zastrzeżeniem ust. 2b, podlega zatwierdzeniu przez organ zatwierdzający, nie później niż 6 miesięcy od dnia bilansowego.
więcej- kliknij tutaj
.
Na podstawie art. 2 ust. 1 oraz art. 10 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, zwracam się o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej wykonywania przez Radę Powiatu Kolbuszowskiego obowiązków wynikających z art. 53 ust. 1 ustawy o rachunkowości, w zakresie zatwierdzania rocznego sprawozdania finansowego Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Kolbuszowej.
W szczególności proszę o udostępnienie:
Jeśli tak — proszę o wskazanie numerów uchwał i dat ich podjęcia.
Jak się okazuje (dziękujemy Pani mecenas za podpowiedź) raport finansowy szpitola w Naszej Wielgiej Lasowickiej Stolicy powinien być już dawno na BIP tej jednostki.
więcej - kliknij tutaj
Czyli w najbliższy czwartek rada powiatowa będzie dyskutować na tym raportem którego Internet na oczy nie widział.
To oznacza, że mieszkańcy nie mogą: zapoznać się z dokumentem, ocenić sytuacji szpitala, zabrać merytorycznego głosu na sesji, sprawdzić, czy wnioski z raportu są zasadne.
Rada Powiatu ma ustawowy obowiązek dokonać oceny sytuacji ekonomiczno‑finansowej SP ZOZ (art. 53 ust. 2–3). Ale trudno mówić o rzetelnej ocenie, jeśli dokument nie jest dostępny publicznie.Tu warto się zastanowić: czy ta rada powiatowa działa prawidłowo?
Czy nie warto ją zmienić 30 sierpnia w referendum?
Zawiadomienie do Powiatu Kolbuszowskiego
Adresat: Starosta Kolbuszowski ul. 11 Listopada 10 36‑100 Kolbuszowa
Dotyczy: udostępnienia Raportu o sytuacji ekonomiczno‑finansowej SP ZOZ w Kolbuszowej w BIP, mimo jego sporządzenia
Szanowny Panie Starosto,
Działając jako mieszkaniec Powiatu Kolbuszowskiego, zawiadamiam o niewykonaniu przez Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Kolbuszowej obowiązku wynikającego z art. 53a ust. 1 ustawy o działalności leczniczej, polegającego na udostępnieniu w Biuletynie Informacji Publicznej corocznego Raportu o sytuacji ekonomiczno‑finansowej SP ZOZ.
Zgodnie z art. 53a ust. 1 kierownik SP ZOZ ma obowiązek:
sporządzić raport,
udostępnić go w BIP SP ZOZ,
w terminie 45 dni od upływu terminu na sporządzenie rocznego sprawozdania finansowego.
Z dostępnych informacji wynika, że raport został sporządzony i przekazany Powiatowi, a jego omówienie ma nastąpić na najbliższej sesji Rady Powiatu. Mimo to raport nie został opublikowany w BIP SP ZOZ, co stanowi naruszenie art. 53a ust. 1 oraz zasad jawności działania organów publicznych wynikających z art. 61 Konstytucji RP i ustawy o dostępie do informacji publicznej.
Brak publikacji raportu uniemożliwia mieszkańcom zapoznanie się z dokumentem, który ma być podstawą oceny sytuacji ekonomiczno‑finansowej szpitala przez Radę Powiatu zgodnie z art. 53 ust. 2–3 ustawy o działalności leczniczej.
W związku z powyższym wnoszę o:
podjęcie niezwłocznych działań nadzorczych wobec SP ZOZ w Kolbuszowej w celu wykonania obowiązku publikacji raportu w BIP,
udostępnienie mi Raportu o sytuacji ekonomiczno‑finansowej SP ZOZ za ostatni rok, tak abym mógł zabrać merytoryczny głos podczas jego rozpatrywania przez Radę Powiatu.
Proszę o udzielenie odpowiedzi bez zbędnej zwłoki, zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznej.
----------------------------------------------------------
Na konferencji prasowej zorganizowanej wyłącznie dla jednej telewizji — bez możliwości zadawania pytań — niezwykle wzruszony przewodniczący Rady Powiatu Mieczysław Burek przyznał, że nie zawsze było tak, jak powinno być. Ale teraz, jak zapewnił, ma być dobrze, a nawet jeszcze lepi, albo jakoś tak.
Potwierdzili to swoją obecnością pozostali radni, ze starostą Józefem Kardysiem na czele, oraz radna Ewelina Żołnierczyk, która (chyba) pomachała nam z ekranu.
Cool.
Postanowiliśmy więc sprawdzić, czy przewodniczący Burek jest rzeczywiście gotowy spełnić to, co obiecał przed kamerą telewizji — nie wiadomo skąd, za czyje pieniądze i dlaczego akurat tylko dla niej.
Na najbliższej sesji radni będą dyskutować nie tylko nad naszymi wnioskami dotyczącymi zmiany statutu Powiatu Kolbuszowskiego. W porządku obrad znalazła się również ocena sytuacji ekonomiczno‑finansowej SP ZOZ w Kolbuszowej na podstawie raportu za 2025 rok.
I tu zaczyna się robić naprawdę interesująco.
Raport o sytuacji ekonomiczno‑finansowej SP ZOZ za 2025 rok powinien już fizycznie istnieć. Jest to dokument wymagany ustawą o działalności leczniczej, na podstawie którego podmiot tworzący — w tym przypadku Powiat Kolbuszowski — dokonuje oceny kondycji finansowej szpitala.
Skoro radni mają na sesji dyskutować i podejmować stanowisko w sprawie sytuacji finansowej SP ZOZ, to — mamy nadzieję — raport został już sporządzony i przekazany radnym.
Azaliż...z braku czegoś lepszego do roboty również chcielibyśmy poznać jego treść. Nie po to, żeby machać z ekranu albo wzruszać się przed kamerą, lecz po to, by móc merytorycznie zabrać głos podczas sesji.
Bo trudno dyskutować o sytuacji finansowej szpitala, nie wiedząc, jaka ona właściwie jest. Prawda?
Zwróciliśmy się więc do przewodniczącego Rady Powiatu Mieczysława Burka z pytaniem, czy raport za 2025 rok zostanie udostępniony publicznie przed sesją oraz czy mieszkańcy będą mogli zapoznać się z dokumentem, na podstawie którego radni mają oceniać kondycję ekonomiczno‑finansową SP ZOZ w Kolbuszowej.
Skoro ma być teraz dobrze, a nawet jeszcze lepiej — zaczynamy od prostego testu: czy transparentność obejmie również dokumenty, na podstawie których podejmowane są decyzje?
Sprawdzamy.
Szanowny Panie Przewodniczący,
W związku z zaplanowaną na najbliższą sesję Rady Powiatu Kolbuszowskiego debatą dotyczącą oceny sytuacji ekonomiczno‑finansowej SP ZOZ w Kolbuszowej na podstawie Raportu o sytuacji ekonomiczno‑finansowej za rok 2025, zwracam się z uprzejmą prośbą o udostępnienie tego dokumentu w możliwie najkrótszym terminie, zgodnie z zasadą transparentności działania organów samorządu terytorialnego.
Raport, o którym mowa, sporządzany jest na podstawie art. 53 ustawy o działalności leczniczej i stanowi podstawę do dokonania oceny kondycji finansowej szpitala przez podmiot tworzący — Powiat Kolbuszowski. Skoro dokument ma być podstawą do podjęcia stanowiska przez Radę Powiatu, powinien być dostępny również dla mieszkańców, którzy mają prawo zapoznać się z materiałem źródłowym, na podstawie którego radni będą podejmować decyzje.
W związku z powyższym wnoszę o:
przesłanie Raportu o sytuacji ekonomiczno‑finansowej SP ZOZ za 2025 rok na adres e‑mail wnioskodawcy w możliwie najkrótszym terminie,
a następnie — w celu zapewnienia pełnej jawności — opublikowanie dokumentu w Biuletynie Informacji Publicznej Powiatu Kolbuszowskiego.
Podstawą prawną niniejszego wniosku jest art. 61 Konstytucji RP, art. 1 ust. 1 oraz art. 10 ustawy o dostępie do informacji publicznej, a także zasada jawności działania organów samorządu terytorialnego.
Proszę o udostępnienie dokumentu bez zbędnej zwłoki, tak aby możliwe było zapoznanie się z jego treścią przed rozpoczęciem obrad sesji.
Z poważaniem,
Przewodniczący Mieczysław Burek, w bardzo emocjonalnym przemówieniu, łamiącym się głosem, przedstawił w imieniu radnych mieszkańcom powiatu ich punkt widzenia na referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu.
Całe wystąpienie było niestety dość chaotyczne, pełne emocji i trudne do uporządkowania. Jedno jednak wyraźnie z niego wybijało: część radnych chyba nie rozumie swojej podstawowej roli.
Radny nie jest władzą samą w sobie. Jest przede wszystkim przedstawicielem mieszkańców we władzach powiatu. To mieszkańcy powierzają mu mandat, a nie odwrotnie. Dlatego działania radnych powinny być transparentne, ważne decyzje szeroko przedstawiane mieszkańcom, a tam, gdzie jest to możliwe – również z nimi konsultowane.
Tymczasem jako odpowiedź na potrzebę informacji i kontaktu z mieszkańcami dostajemy głównie TVKardyś, artykułu sponsorowane w Korso, oraz abonament w Radiu Via. Nie tędy droga.to już mieliśmy w latach '70 ubiegłego wieku.
A tak na marginesie – warto byłoby wreszcie dokładnie powiedzieć, ile pieniędzy mieszkańców powiatu kosztuje ta promocja?
Prawdziwym sprawdzianem intencji radnych będzie jednak coś innego – nasza maglowa propozycja zmian w Statucie Powiatu, która ma zwiększyć transparentność działania samorządu i dać mieszkańcom większy dostęp do informacji o tym, nad czym i jak pracują ich przedstawiciele, zapewnić nam udział w podejmowaniu najważniejszych decyzji.
Wniosek ma zostać rozpatrzony na najbliższej sesji Rady Powiatu, tuż przed referendum.
I właśnie wtedy zobaczymy, co radni naprawdę myślą o mieszkańcach.
Bo łatwo przed referendum mówić o dialogu, odpowiedzialności i trosce o powiat. Trudniej zagłosować za rozwiązaniami, które ten dialog i transparentność rzeczywiście zwiększają.
To będzie prawdziwy sprawdzian intencji radnych.
My, mieszkańcy dajemy wam szansę, wyciągamy rękę...
W Kolbuszowej dzieje się rzecz osobliwa. Burmistrz Romaniuk najwyraźniej testuje, ile jeszcze nerwów mają mieszkańcy i jak szybko można doprowadzić miasto do momentu, w którym ludzie sami zaczną mówić o referendum odwoławczym.
Wymyślił, że sprytnie ominie przepisy i wytyczne: przy okazji budowy schronu chce postawić halę sportową. Projekt koncepcji tego molocha kosztuje 300 tys. zł. Sama dokumentacja. Jeszcze nic nie zbudowaliśmy, a już poszło tyle pieniędzy, że można by za to zrobić boisko, kilka placów zabaw albo pół kilometra chodnika.
I to dopiero początek kabaretu.
Nabory wojewódzkie są na obiekty o pojemności 100–400 osób. Takie obiekty dostają dofinansowanie. Takie obiekty budują inne gminy. Takie obiekty są realne i zgodne z programem OLiOC.
A Kolbuszowa? Kolbuszowa postanowiła zbudować molocha na 1000 osób, który nie mieści się w żadnym konkursie, nie spełnia kryteriów naboru, nie ma szans na dofinansowanie, a w dodatku pożre budżet inwestycyjny na lata.
Efekt jest prosty: stracimy czas, stracimy pieniądze, stracimy możliwość budowy mniejszego, funkcjonalnego obiektu, a na końcu zostaniemy z projektem za 300 tys., który burmistrz będzie mógł sobie powiesić na ścianie w gabinecie.
To nie jest plan. To jest autoparodia.
Jeśli ktoś w ratuszu naprawdę wierzy, że województwo da pieniądze na obiekt trzy razy większy niż przewiduje program, to żyje w równoległym wymiarze.
Mieszkańcy są wkurzeni — i mają prawo. Bo zamiast realnych inwestycji dostają wizję „super schronu”, który nie powstanie, nie przejdzie naboru, a jedyne co zrobi, to zablokuje miasto na lata.
A jak miasto jest zablokowane na lata, to ludzie zaczynają mówić o referendum. Nie dlatego, że lubią awantury. Tylko dlatego, że chcą normalności.
Azaliż... jest jeszcze i wisienka na tym torcie. Żeby ta inwestycja w ogóle mogła powstać, trzeba najpierw wyciąć pół lasu na stadionie — co w zamówieniu poetycko nazwano „odlesianiem”.
Więcej- kliknij tutaj
Nic tak nie jest nam dziś potrzebne jak hala sportowa z boiskiem wielofunkcyjnym na stadionie. No przecież wiadomo – wojna za wschodnią granicą, gospodarka światowa skrzypi, samorządy liczą każdą złotówkę, więc najwyższy czas budować halę. I to najlepiej za kolejne miliony kredytu.
Pierwsze, co zrobił Grzegorz Romaniuk, gdy został burmistrzem, to … pospłacał wszystkie długi.
Brawo! 👏👏👏
Szkoda tylko, że – jak się okazuje – tylko długi prywatne. Bo jeśli chodzi o finanse gminy, to obrano chyba zupełnie inną strategię rozwoju: kredyt, pożyczka i do przodu!
Efekt? Dług gminy urósł już do okolic 70 milionów złotych. I wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie jest ostatnie słowo burmistrza Romaniuka.
Bo wszyscy wiemy, że burmistrz ma prawdziwego śmirgla na punkcie hali sportowej na stadionie. I pewnie ją wybuduje, choćby przyszło nam za kilka lat oglądać na liczniku nie 70, ale 100 milionów długu.
Problem w tym, że na zwykłą halę sportową może być dzisiaj trudno dostać poważne pieniądze. Ale od czego jest wyobraźnia?
Zbudujemy bunkier! A na bunkrze halę!
I wtedy hala przestaje być halą. Staje się – oczywiście – elementem bezpieczeństwa, obrony cywilnej i przygotowania ludności na trudne czasy. A że przy okazji będzie można pograć w piłkę, to przecież czysty przypadek.
Bo kto by się odważył zapytać: po jaką cholerę nam bunkier pod halą sportową i czy naprawdę jest to dzisiaj najpilniejsza potrzeba gminy?
Najważniejsze, żeby inwestycja miała odpowiednią nazwę, odpowiednią prezentację i odpowiednio grube finansowanie.
A dług?
Długiem niech się martwią następni. Bo przecież hala zostanie. Bunkier też. A mieszkańcy – jak dobrze pójdzie – może kiedyś dostaną jeszcze miejsce, żeby się schować przed rachunkiem za całą tę „strategię rozwoju”.
W sumie do wczorajszej internetowej publikacji w Korso Kolbuszowskim podeszliśmy trochę zbyt lekko. Ot, kolejny przedreferendalny strzał z armaty. Tymczasem po dokładniejszym przeczytaniu zrobiło się ciekawiej.
Artykuł „Bogdan Romaniuk o referendum: To totalna ściema” został przez Korso oznaczony jako „Materiał promocyjny”. Czyli — jak rozumiemy — nie jest to zwykły artykuł redakcyjny, tylko materiał, za którym ktoś stoi i, być może, również płaci.
A że chodzi o referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu, które odbędzie się 30 sierpnia, to warto zajrzeć do ustawy o referendum lokalnym.
Art. 46 mówi:
„Informacje, komunikaty, apele i hasła dotyczące referendum [...] na koszt podmiotów biorących udział w kampanii referendalnej muszą zawierać wskazanie, przez kogo są opłacane i od kogo pochodzą.”
Cool!
Nie będziemy tutaj udawać prokuratora i przesądzać, czy ten przepis ma zastosowanie do konkretnej publikacji internetowej. Ale skoro Korso samo nazywa tekst materiałem promocyjnym, to pojawia się całkiem przyziemne pytanie:
Kto za tę promocję zapłacił?
Bo z artykułu tego się nie dowiemy. Jest autor — Bogdan Romaniuk. Jest stanowisko przeciwko referendum. Jest „totalna ściema”. Brakuje tylko informacji, kto otworzył portfel.
Dlatego pytamy Pana Bogdana Romaniuka i Korso Kolbuszowskie:
Kto zlecił publikację, kto za nią zapłacił, ile kosztowała i z jakich środków została sfinansowana?
I spokojnie — nie trzeba pisać elaboratu. Wystarczy konkret.
Bo jeśli ktoś kupuje reklamę proszku do prania, wiemy, kto ją sprzedaje. Jeśli ktoś kupuje reklamę referendum, też chcielibyśmy wiedzieć, kto kupił, a kto tylko pierze.
Czekamy na odpowiedź.
Azaliż.... tak z czystej ciekawości. Wyłączenie komentarzy pod publikacją było w cenie, czy też trzeba było dodatkowo zapłacić?
Wiadomo że radny Bogdan Romaniuk groszem nie śmierdzi. Mimo to siem wykosztował i w artykule w Korso sponsorowanym przez samego siebie wychwala pod niebiosa starostę Józefa Kardysia.
Ok, ludzie mają różne hobby.
Mamy w związku z tym, mamy do radnego tylko jedno pytanie. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego PiS odwołał starostę Kardysia ze stanowiska przewodniczącego tej partii w powiecie Kolbuszowskim i powołał na ten stołek Pana Bogdana Romaniuka?
Jeżeli referendum jest „totalną ściemą”, akcją garstki ludzi i nie ma żadnego społecznego znaczenia, to dlaczego PiS i ludzie związani z obecną władzą poświęcają mu tyle uwagi?
Przykre jest to, że samorządowiec z tak wielkim doświadczeniem, przewodniczący PiS w naszym powiecie, podważa podstawy naszej demokracji i uderza w samą ideę referendum.
Bo demokracja, Panie Przewodniczący, nie polega na tym, że obywatel może raz na pięć lat wrzucić kartkę do urny, a potem przez całą kadencję ma siedzieć cicho i podziwiać władzę.
Referendum nie jest żadną „ściemą”, tylko jednym z demokratycznych sposobów, w którym mieszkańcy mogą powiedzieć: sprawdzamy.
Co więcej, argument o „naturalnej weryfikacji”, jaką mają być wyłącznie wybory, brzmi szczególnie dziwnie w ustach człowieka, który sam został powołany przez partyjne władze w miejsce Józefa Kardysia na stanowisko pełnomocnika PiS w powiecie.
Czyżby w PiS uznano, że weryfikować można przed końcem kadencji — ale mieszkańcom już nie wolno?
No i wracamy do naszego jedynego pytania. Skoro starosta Józef Kardyś jest tak znakomitym gospodarzem, skutecznym liderem i wszystko w powiecie pod jego kierownictwem działa tak wspaniale, że referendum jest aż „totalną ściemą”, to dlaczego jego własna partia uznała, że na stanowisku szefa PiS w powiecie powinien zastąpić go właśnie Bogdan Romaniuk?
Azaliż.... może zamiast obrażać ponad 5 tys mieszkańców, którzy podpisali się pod inicjatywą referendalną, warto najpierw wyjaśnić mieszkańcom tę małą partyjną zagadkę.
Właśnie wracaliśmy do domu z zakupionym piwem i przez przypadek zobaczyliśmy na kolbuszowskim rynku zbiegowisko. Wokół redaktora z Korso Kolbuszowskie zebrała się grupka osób.
Okazało się, że to nie lincz na niezwykle popularnym dziennikarzu, tylko konferencja prasowa organizatorów referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu.
Niestety zanim tam doszliśmy z ciężkimi torbami już się rozeszli.
| zdjęcie- Korso Kolbuszowskie |
No pięknie. Gmina napisała relację, a Powiat najwyraźniej uznał, że po co wymyślać własną, skoro można wziąć gotowca i wkleić. Wystarczyło tylko dopisać, że „Powiat Kolbuszowski reprezentował Starosta Józef Kardyś” i gotowe – powiatowa twórczość własna zakończona sukcesem.
Oczywiście nie twierdzimy, że to plagiat. Nie, skądże. To zapewne tylko wyjątkowo daleko posunięta inspiracja tekstem Gminy Kolbuszowa. Tak daleko, że nawet kolejność zdań i opis uroczystości, a nawet kropka w ppłk, postanowiły odbyć wspólną podróż.
Może następnym razem wystarczy napisać: „ i my tam byliśmy, miód i wino piliśmy”. Krócej, taniej i przynajmniej nikt nie będzie się zastanawiał, czy w Powiecie zabrakło własnego autora komunikatów.
I to wszystko w godzinach pracy za nasze piniądze.
Przewodnicząca KO w powiecie kolbuszowskim, pani Izabela Kolis-Zimny, miała zdradzić, że nie warto refendować w sprawie starosty, ponieważ nie było żadnych „większych defraudacji”.
No i właśnie nad tym określeniem warto się chwilę zastanowić.
Jakich defraudacji?
Bo skoro nie było „większych”, to czy w domyśle były jakieś mniejsze? Takie, którymi – zdaniem pani przewodniczącej – nie warto sobie zawracać głowy?
Może dziś poprzeczka jest po prostu ustawiona bardzo wysoko. Skoro gdzieś tam rząd przewraca milionami, a nawet miliardami, to może lokalne, „drobniejsze” sprawy przestają robić wrażenie?
Tylko że mieszkańcy powiatu kolbuszowskiego mają prawo wiedzieć, o co dokładnie chodziło pani Zimny. Bo słowo „defraudacja” nie jest przecież niewinnym określeniem.
Jeżeli więc nie było „większych defraudacji”, to nasuwa się całkiem naturalne pytanie:
czy były jakieś mniejsze? A jeśli tak – to jakie?
Oczywiście, być może pani przewodnicząca użyła tego słowa zupełnie niefortunnie. Tym bardziej warto, aby wyjaśniła, co dokładnie miała na myśli, zamiast pozostawiać mieszkańców w sferze domysłów.
Bo my możemy się tylko domyślać. A skoro już mamy się domyślać – to domyślajmy się głośno.
Problem z narzekającymi na Kolbuszową Polakami mieszkającymi we Francji, Angli czy w Stanach polega często na tym, że tak naprawdę… nie znają kraju, w którym sami mieszkają.
Zawsze, gdy rozmowa schodzi na temat „dziadostwa w Kolbuszowej”, zadaję proste pytania:
Kto jest burmistrzem miasta, w którym mieszkasz? Kto reprezentuje cię w radzie miejskiej? Kiedy ostatnio interesowałeś się lokalnymi sprawami?
I wtedy bardzo często następuje… głucha cisza.
Bo łatwo z odległości kilku tysięcy kilometrów diagnozować Kolbuszową. Łatwo mówić o układach, nepotyzmie, kiepskich drogach, złych decyzjach władz i o tym, że „tu nic się nie zmienia”. Trudniej jednak spojrzeć na własne podwórko – to, na którym mieszka się od dziesięciu, dwudziestu czy trzydziestu lat.
W wielu przypadkach życie emigranta wygląda podobnie: praca, często bardzo dużo pracy, a w weekend spotkania przy wódce ze znajomymi – najczęściej Polakami. I tak przez lata. Powstaje zamknięty świat, w którym człowiek fizycznie mieszka we Francji czy w Ameryce, ale mentalnie nadal żyje w swojej dawnej miejscowości.
Nie uczestniczy w życiu społecznym. Nie chodzi na posiedzenia rady miasta. Nie wie, jakie lokalne inwestycje są planowane, kto rządzi powiatem, jakie afery czy konflikty wybuchają w okolicy. Nie zna lokalnych gazet, nie śledzi miejscowej polityki, nie wie, kto z kim tworzy koalicję i jakie interesy stoją za konkretnymi decyzjami.
Jest mieszkańcem tego kraju, ale często nie jest uczestnikiem jego życia.
I gdyby trochę bardziej zainteresował się miejscem, w którym naprawdę mieszka, mógłby odkryć – być może z niemałym przerażeniem – że „dziadostwo” nie jest polskim wynalazkiem.
We Francji są lokalne układy. W Stanach są lokalne układy. Jest nepotyzm, korupcja, nieudolne władze, marnowanie publicznych pieniędzy, kolesiostwo, absurdalne decyzje urzędników i radni, których mieszkańcy nie potrafią nawet wymienić z nazwiska.
Tylko że o tym się nie wie, jeśli całe życie poza pracą ogranicza się do własnej polskiej bańki.
Można oczywiście znać język. Można zrobić zakupy, załatwić sprawę w urzędzie, porozmawiać z sąsiadem. Ale znać język to jeszcze nie znaczy rozumieć kraj.
Bo można doskonale słyszeć słowa, a nie rozumieć ich prawdziwego znaczenia. Można przeczytać lokalną gazetę i nie wiedzieć, jakie mechanizmy stoją za opisywaną historią. Można mieszkać dwadzieścia lat w Ameryce czy we Francji i nadal patrzeć na ten kraj oczami człowieka stojącego za szybą.
A potem przyjechać do Kolbuszowej na dwa tygodnie, spotkać się z kilkoma znajomymi i z pełnym przekonaniem ogłosić:
– Ja wam powiem, jak tu jest.
No właśnie. Powiedzieć, jak jest w Kolbuszowej, potrafi wielu.
Gorzej, gdy trzeba powiedzieć, jak jest tam, gdzie naprawdę mieszkają.
Radny powiatowy, Pan Artur Świder siem pochwalił.
Przebrany (jak siem domyślamy) za chłopa z Zapola, niczym przedwojenny premier Felicjan Sławoj Składkowski poszedł do starostwa i załatwił 2 sprawy od ręki- wystarczyło tylko ładnie poprosić.
Prezes Kaczyński powiedział, że władza leży na ulicy. I chyba w Powiecie Kolbuszowskim potraktowano to całkiem dosłownie.
Bo strach jeździć po naszych drogach. Tu starosta Kardyś z panią wójt spaceruje całą szerokością jezdni, jakby droga była już przejęta przez władzę. Chodnik? Pobocze? Przepisy? To przecież drobiazgi . My możemy wszystko.
A jak się dobrze rozejrzeć, to na kolbuszowskim rynku można nawet zostać sfotografowanym przez osobę łudząco przypominającą radną wojewódzką.
Tak że kierowcy — noga z gazu, oczy szeroko otwarte. Nigdy nie wiadomo, kiedy za zakrętem spotkacie władzę… leżącą, stojącą albo spacerującą środkiem drogi. 😉
Władza na ulicy, a obywatel w rowie.