Kolbuszowa znów udowadnia, że jeśli istnieje jakaś metoda remontu dróg, którą reszta świata porzuciła jako szkodliwą, nieskuteczną i przestarzałą, to u nas będzie ona stosowana z dumą, konsekwencją i w ilościach hurtowych.
Gmina Miejska Mielec i Wiejska Mielec zrezygnowały z lepiku obsypanego grysem osiem lat temu. Ropczyce i powiat ropczycko‑sędziszowski pięć lat temu. Wszyscy zauważyli, że to nie działa, że szkodzi, że jest niebezpieczne dla motocyklistów, że oblepia koła, rysuje auta i wystrzeliwuje spod opon jak pociski. Wszyscy – poza Kolbuszową, gdzie lepik jest traktowany jak lokalne dziedzictwo kulturowe. U nas jak co roku pół miasta oblepione: Zielona, Targowa, Piekarska, Piłsudskiego. Pęknięć to nie usuwa, nawierzchni nie wzmacnia, za to tworzy wertepy i sprawia, że jazda przypomina slalom między asfaltowymi minami.
Oczywiście zgodnie z kolbuszowską technologią nikt tego nie posprząta, bo po co. Tradycja jest ważniejsza niż zdrowy rozsądek.
Świat poszedł w nowoczesne masy, elastyczne uszczelniacze, membrany bitumiczne, materiały, które faktycznie działają. Kolbuszowa poszła w lepik, który działa tylko w jednym kierunku – na szkodę użytkowników. Ale przecież po co zrobić coś raz a dobrze. To nie pasuje do Kolbuszowej. Tu wszystko musi być „po kolbuszowsku”, czyli tak, żeby wyglądało, że coś się robi, ale jednocześnie żeby efekt był jak najmniej odczuwalny.
A teraz wisienka na torcie. Burmistrz Romaniuk zlikwidował dwie szkoły, trzecią oddał. Nie ma straży miejskiej. Nie ma brygady remontowo‑budowlanej. Zatrudnienie w urzędzie – według deklaracji – maleje, ale zadłużenie miasta rośnie o ponad 20 milionów. Na powwyżki dla burmistrza i jego następcy pieniądze są zawsze. Na drogi już nie. Dlatego zamiast normalnych remontów mamy bieda‑metodę lepikową, która bardziej przypomina próbę zamaskowania problemu niż jego rozwiązanie.
Azaliż... .Kolbuszowa dzieki burmistrzowi Romaniukowi to jedyne miejsce w regionie, gdzie remonty dróg wyglądają jakby ktoś próbował przykleić asfalt taśmą dwustronną. Reszta świata idzie w nowoczesność, a my w lepik, który bardziej przypomina rytuał niż technologię. Ale może tak ma być. Może Kolbuszowa nie byłaby sobą, gdyby coś zrobiła raz a dobrze. Tu nawet pęknięcia w asfalcie mają swoją lokalną tożsamość – i jak widać, nikt nie zamierza jej odbierać.


