Wiedzieliśmy, że tak to się skończy…
Ile w Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy trzeba czekać na gastroskopię i endoskopię?
Media obywatelskie (pół żartem, pół serio)
Wiedzieliśmy, że tak to się skończy…
W szpitalu nowa kotłownia, a dyrektor w trampkach — jakby właśnie wrócił z zajęć WF dla seniorów albo z dializy, na którą wpadł „po drodze”.
Druga młodość pełną parą. Człowiek ewidentnie wie, że jest nie do ruszenia, więc ubiera się tak, jak mu wygodnie. I trudno się dziwić — skoro wszyscy mogą mu tylko pomachać z dołu albo skoczyć do Biedry po piwo, to po co się spinać garniturem.
To typowe dla długoletnich dyrektorów, którzy traktują szpital jak własne podwórko, a nie instytucję publiczną. Problem w tym, że taki luz nie świadczy najlepiej o samym szpitalu.
W placówce publicznej strój dyrektora jest częścią komunikatu o powadze, standardach i kulturze organizacyjnej. Jeśli szef 69‑letni przychodzi na oficjalne wydarzenie w trampkach, to nie jest grzech — ale to czytelny sygnał, że granice między formalnością a prywatnym stylem się rozmyły. A gdy rozmywa się wizerunek, zwykle rozmywa się też odpowiedzialność, nadzór i profesjonalizm.
Bo jeśli nikt nie pilnuje nawet tak podstawowej rzeczy jak wizerunek dyrekcji, to co dopiero pilnowania procedur, dokumentacji czy jakości zarządzania.
W prywatnych rozmowach z czytelnikami jesteśmy ciągle pytani, dlaczego nie piszemy o referendum. Nawet nasza asystentka (odpowiedzialna za pieczenie sernika z makiem) uskarża się że jest o to ciągle nagabywana.
"Dlaczego ja?"
Dlatego postanowiliśmy wyłożyć kawę na ławę.
Absolutnym minimum jest złożenie obywatelskiego projektu uchwały, aby projekty uchwał rady powiatu były publikowane na stronach starostwa przynajmniej na tydzień przed sesją rady.
To nie jest żadna rewolucja ani nadzwyczajny postulat. To podstawowy standard demokracji, przejrzystości działania władz i społeczeństwa obywatelskiego.
Pisaliśmy o tym kilka miesięcy temu, kilka lat temu, kilkanaście lat temu. Piszemy o tym również dzisiaj. Złożyliśmy nawet kiedyś w tej sprawie stosowny wniosek do rady powiatu.
Bez wprowadzenia takiego rozwiązania trudno mówić o realnej kontroli społecznej nad działaniami władz powiatu. Mieszkańcy dowiadują się o wielu sprawach dopiero wtedy, gdy radni mają już głosować.
I właśnie dlatego, zanim zacznie się zbieranie podpisów pod referendum, trzeba najpierw zawalczyć o elementarne zasady jawności. Bez dostępu do projektów uchwał z odpowiednim wyprzedzeniem mieszkańcy są pozbawieni możliwości zapoznania się z planowanymi decyzjami, ich ocenienia i zabrania głosu.
Jeżeli nawet tak podstawowego postulatu nie uda się przeforsować w radzie powiatu, to trudno oczekiwać, że później uda się skutecznie przekonać tysiące mieszkańców do udziału w referendum.
Z okazji dnia samorządu starosta Kardyś strzelił sobie fotkę z samym prezydentem Nawrockim.
Zebranie 5 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum jest trudne, ale jak najbardziej możliwe. Prawdziwe schody zaczynają się jednak później.
Bo samo zebranie podpisów niczego jeszcze nie zmienia. Trzeba przekonać mieszkańców, aby w dniu głosowania poszli do urn. A to już zupełnie inna historia.
Zwolennicy obecnej władzy powiatowej nie muszą robić praktycznie nic. Jeśli chcą utrzymania status quo, wystarczy, że zostaną w domu. To przeciwnicy starosty i obecnej większości muszą zmobilizować ludzi do działania.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: gdzie są liderzy?
Gdzie są młodzi ludzie, którzy chcą zostać radnymi? Gdzie są osoby mające konkretny pomysł na rozwój powiatu? Gdzie są ci, którzy potrafią nie tylko krytykować, ale również przedstawić własną wizję zmian?
Głosowanie nad absolutorium dla starosty Kardysia było idealną okazją, aby się pokazać.
Podczas zbierania podpisów można było zachęcić mieszkańców do podpisania listy osób chętnych do zabrania głosu na sesji. Wystarczyłoby dziesięć osób. Dziesięć pięciominutowych wystąpień. Dziesięć różnych spojrzeń na problemy powiatu.
To byłaby okazja, by mieszkańcy poznali przyszłych liderów, kandydatów na radnych, społeczników i ludzi mających odwagę wystąpić publicznie.
Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło.
Dlaczego?
Podobnie można było przygotować obywatelski projekt uchwały zobowiązującej zarząd powiatu do publikowania projektów uchwał co najmniej tydzień przed sesją. Mieszkańcy mieliby więcej czasu na zapoznanie się z dokumentami, a radni trudniej mogliby tłumaczyć się brakiem czasu.
Możliwości działania jest wiele.
Można organizować spotkania, przygotowywać projekty uchwał, budować lokalne środowiska społeczne, pokazywać ludziom alternatywę dla obecnej władzy.
Tylko że do tego potrzebni są ludzie, którzy chcą coś zrobić.
Na razie wygląda to tak, jakby część przeciwników starosty wierzyła, że samo niezadowolenie mieszkańców wystarczy do wygrania referendum.
Nie wystarczy.
Polityka nie znosi próżni. Jeśli ktoś chce przejąć odpowiedzialność za powiat, musi najpierw pokazać mieszkańcom, że ma pomysł, odwagę i ludzi gotowych ten pomysł realizować.
Inaczej pozostaje tylko zadawać pytanie:
Z czym do czego?
Burmistrz Romaniuk, wbrew uspakajającym analizom doktora, już się elegancko zabezpieczył przed jakże chwilowymi podtopieniami.
Dziękujemy za życzenia i troskę o nasze zdrowie. Zgadzamy się — nie jesteśmy zbyt rozgarnięci, ale jakoś przecież ukończyliśmy szkołę zawodową i o czymś to świadczy. Prawda?
Tak, to prawda. Mamy też straszliwe kompleksy wobec osób z tytułem doktora. Zaczęło się od doktora poety Janusza Radwańskiego.
A mogliśmy posłuchać rady magistra Pawliny i zrobić sobie przynajmniej kurs spawacza.Nie zrobiliśmy. Czego żałujemy do dziś.
Co tu wiec kryć, zazdrościmy dr. Mariuszowi Starcowi roboty bez przewagi roboty..
Przychodzi rano do gabinetu, zakłada fartuch roboczy, parzy kawę, otwiera pudełko sernika z makiem i odpala komputer. Wchodzi na zlewnię Kolbuszowej i tnie suwakami w lewo i prawo, patrząc, co tam program pokaże. Kogo zaleje, a kogo będzie dziś suszyć.
A my w Maglu zastanawiamy się, co się stanie, gdy będzie lało jak z cebra przez 6-12 godzin na Górny, w Kupnie i Widełce. Kiedy fala powodziowa zbliży się do Naszej Wielkiej Lasowiackiej Stolicy, następuje oberwanie chmury i ściana deszczu spada na południową stronę miasteczka.
Co się wtedy stanie? Kogo zaleje?
Co się stanie, gdy przy tych samych parametrach działkę przy rondzie podniesiemy o dwa metry i wybetonujemy?
Co się stanie, gdy tę samą działkę pogłębimy o 1,5 metra i zrobimy tam zbiornik przeciwpowodziowy?
Czy mieszkańcy ulicy Zielonej czują się teraz chociaż troszeczkę zaniepokojeni? A może pracownicy komisariatu policji czują ciarki na plecach?
Tu podpowiadamy: historia jest wręcz usłana pomyłkami analiz hydrauliczno-hydrologicznych. Najbardziej spektakularna wydarzyła się w Kalifornii w 2017 roku wokół zapory Oroville Dam.
Tak więc tego radzimy: nie popadać w zachwyty nad wróżeniem z fusów, tylko dmuchać nawet na lodowate.
Ok, jeśli te modele dr Starca się sprawdzą, to (może) nikogo w Kolbuszowej (Dolnej) z powodu tego parkingu i zabudowy handlowo-usługowej przy rondzie nie zaleje.
Może się to zdarzyć. Poza tym burmistrz Romaniuk jeździ do Częstochowy, to może i coś wymodli. Cuda się zdarzają.
W to jednak, że ta inwestycja rozwiąże problemy komunikacyjne w tym rejonie Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy, nie wierzy chyba nikt.
Jest ktoś taki oprócz dowcipnego wiceburmistrza Krzysztofa Wójcickiego?
Mało tego, to będzie dopiero katastrofa komunikacyjna.
Lata 80. ubiegłego wieku.
Na zebraniu pracowników jeden z prominentnych kolbuszowskich urzędników rzuca prosto z mostu:
W naszej gminie panuje taka korupcja, że gdybym zechciał postawić dom na środku rynku, to bym to zrobił.
Mija 40 lat. Świat poszedł do przodu, technologia wystrzeliła w kosmos, a u nas? No cóż... Zrobiliśmy naprawdę bardzo wiele, aby... nic się nie zmieniło.
Tadaam!
W samym środku naszej Kolbuszowej ma powstać cosi, co idealnie wpisuje się w genialną myśl architektoniczną minionej epoki. Zamiast przemyślanego rozwoju, funduje nam się bombę z opóźnionym zapłonem.
Co zyskamy dzięki nowej inwestycji? Oto szybki bilans zysków i strat:
Paraliż komunikacyjny: Ruch uliczny w centrum, który i tak już kuleje, zostanie zablokowany jeszcze bardziej.
Wizja lokalnego potopu: Betonowanie kolejnych metrów kwadratowych w środku miasteczka to przepis na katastrofę. Przy pierwszej porządnej, letniej ulewie woda nie będzie miała gdzie odpływać.
Zagrożone mienie: Potencjalne zalanie grozi nawet kilkudziesięciu okolicznym nieruchomościom. Koszty poniosą, jak zwykle, mieszkańcy. Czy wyciągamy wnioski z przeszłości?
Wygląda na to, że słowa urzędnika sprzed czterech dekad nie były przestrogą, a... instrukcją obsługi. Zmieniają się dekady, ale mentalność „stawiania domu na środku rynku” (i to bez oglądania się na konsekwencje dla mieszkańców) ma się świetnie.
Czy naprawdę musimy poczekać na pierwszy porządny deszcz i zalane piwnice, żeby ktoś poszedł po rozum do głowy?
A co Wy o tym sądzicie? Czy ta inwestycja to krok w stronę nowoczesności, czy kolejny absurd, za który wszyscy zapłacimy? Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Europoseł Tomasz Buczek przyszedł na sesję rady miejskiej w Kolbuszowej, by.... zastopować sprzedaż działki przy rondzie – będzie się działo!
Ponieważ nie mogliśmy nigdzie znaleźć tej cegły (a sami radni dostali ją dopiero w poniedziałek), udaliśmy się więc wieczorem pod ratusz w poszukiwaniu natchnienia i w pierwszym koszu to znaleźliśmy.
Już na początku prezentacji autor opisuje:
„Całkowita powierzchnia zlewni 61,42 km²” „dominują tereny niezurbanizowane…”
To jest opis całej zlewni rzeki Nil, a nie działki 0,44 ha. To oznacza, że:
To tak, jakby badać wpływ jednej kostki brukowej na poziom Wisły.
W całym dokumencie nie ma ani jednego fragmentu, który analizowałby:
infiltrację na działce,
retencję gleby na działce,
spływ z ronda i stacji paliw,
lokalne zagłębienia,
kierunki spływu powierzchniowego.
Autor sam przyznaje:
„Założono brak spływu powierzchniowego w stanie obecnym” „Założono 100% spływu powierzchniowego w stanie przewidywanym”
To jest fałszywe założenie, bo:
To oznacza, że model nie opisuje rzeczywistości.
Wyniki pokazują:
„Podniesienie rzędnej terenu działki powoduje spiętrzenie wody powyżej działki”
To oznacza, że w modelu:
czyli jakby była w korycie, a nie obok niego.
To jest fundamentalny błąd modelowania.
Działka 1494/2 nie leży w korycie rzeki, więc nie może powodować spiętrzenia hydraulicznego.
W całym dokumencie nie ma ani jednego zdania o:
spływie z ronda,
spływie z asfaltu,
spływie z parkingu sklepu,
spływie z drogi wojewódzkiej.
To jest kluczowe, bo działka leży w najniższym punkcie lokalnej niecki.
Brak tego elementu = analiza jest niekompletna.
Autor pokazuje wykres:
„Pojemność retencyjna 2973 m³”
Ale:
To oznacza, że retencja działki została policzona „na oko”.
W całym dokumencie nie ma ani jednego fragmentu, który analizowałby:
czas dopływu fali do Kolbuszowej Dolnej,
zwiększenie prędkości spływu,
zwiększenie objętości fali,
wpływ na lokalne podtopienia.
Autor pisze:
„Nie wpływa istotnie na hydrogram przepływu poniżej działki”
Ale to dotyczy tylko rzeki, a nie spływu powierzchniowego.
To jest pomylenie dwóch różnych zjawisk.
Najbardziej kompromitujące fragmenty:
„Stan obecny: założono brak spływu powierzchniowego” „Stan przewidywany: założono 100% spływu powierzchniowego”
To jest:
Takich założeń nie wolno stosować w analizie wpływu zabudowy.
W całym dokumencie nie ma:
wzrostu intensywności opadów,
danych IMGW o ulewach 2020–2024,
analizy powodzi miejskich.
To oznacza, że analiza jest historyczna, a nie prognozująca.
W profesjonalnych opracowaniach zawsze są:
wariant „zabudowa”,
wariant „zabudowa + retencja”,
wariant „brak zabudowy”.
Tutaj jest tylko:
„Działka ma małą pojemność retencyjną”
Bez dowodu.
Autor pisze:
„Działka ma małą pojemność retencyjną”
Ale wcześniej pokazuje:
„Pojemność retencyjna 2973 m³”
To jest bardzo duża pojemność jak na 0,44 ha.
To oznacza, że:
Ta analiza powinna być odrzucona i nie może być brana pod uwagę przy ustalaniu, co na tej działce powinno powstać z prostego powodu – nie podano, po co ten dokument powstał i do czego ma służyć.
Nie podano , jakie autor ma uprawnienia hydrologiczne lub hydrotechniczne. Jakie dokładnie ma kwalifikacje i jaka dokładność obliczeń stoi za tym dokumentem, skoro ma on być podstawą decyzji o bezpieczeństwie mieszkańców?
| Element wymagany | Czy jest w dokumencie? |
|---|---|
| Cel analizy | ❌ brak |
| Zakres analizy | ❌ brak |
| Margines błędu | ❌ brak |
| Uprawnienia autora | ❌ brak |
| Analiza retencji | ❌ błędna |
| Analiza spływu z parkingu | ❌ brak |
| Analiza spływu z ronda | ❌ brak |
| Analiza wpływu na Kolbuszową Dolną | ❌ brak |
| Projekt odwodnienia | ❌ brak |
| Bilans retencji | ❌ brak |
| Analiza powodzi błyskawicznych | ❌ brak |
| Analiza zmian klimatu | ❌ brak |
| Model 2D spływu powierzchniowego | ❌ brak |
Azaliż… naszym zdaniem ta działka powinna być wykorzystana tak jak dotychczas – jako zbiornik retencyjny zatrzymujący wody opadowe oraz spowalniający spływ spiętrzonego Nilu – o tym w analizie ani słowa.
Z braku czegoś lepszego do roboty, burmistrz Romaniuk zamówił analizę hydraulika, co się może stać, gdy zabuduje się działkę w środku miasta.
Jak bowiem powszechnie (w magistracie) wiadomo, hydraulicy to wybitni specjaliści od hydrologii – czy jakoś tak.
„model jazdy samochodu bez informacji, ile paliwa jest w baku”.