poniedziałek, 19 stycznia 2026

Krzyż na drogę

 Burmistrz Grzegorz Romaniuk przekroczył kolejny już próg żenady.Z braku czegoś lepszego do roboty, wklepał na stronę urzędu fotkę jak z nudów pionował krzyż w swoim gabinecie.



Było to przedmiotem beki w internetach- kliknij tutaj


Azaliż ...przyuważyliśmy że burmistrz, zamiast wezwać pracownika technicznego, złapał pierwsze lepsze krzesło i urządził sobie pokaz akrobatyczny rodem z „Mam Talent”. Efekt?

zignorował obowiązujące zasady BHP,
podjął ryzyko, którego nie powinien podejmować (chyba że testował wytrzymałość krzesła),
wykonał czynność, do której nie miał ani sprzętu, ani kwalifikacji,
nie zastosował procedur obowiązujących w miejscu pracy,
zachował się wyjątkowo nieprofesjonalnie, zwłaszcza że w urzędzie są ludzie, którzy robią takie rzeczy zawodowo — i to bez ryzyka, że spadną na własny wizerunek.

Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że płacimy  gościowi 20 tysięcy miesięcznie za wieszanie dekoracji na ścianach.
Cool!

Krótko mówiąc: zamiast burmistrza przy pracy, zobaczyliśmy burmistrza przy… braku pracy.
Facet najwyraźniej się nudzi.








niedziela, 18 stycznia 2026

Więcej pary w koła (mniej w gwizdek)

 Burmistrz Romaniuk udoskonalił i doprowadził niemal do perfekcji lokalną „propagandę sukcesu”. Z byle drobiazgu potrafi zrobić medialną atrakcję, jakby chodziło co najmniej o otwarcie metra, a nie zwykłe działania urzędu.

Nie inaczej było przy przekazaniu zestawów LifeVac do placówek oświatowych. Zamiast po prostu oddać sprzęt dyrektorom – szybko, sprawnie i bez zbędnego zamieszania – urządzono kolejny oficjalny spęd w Urzędzie Miejskim. Oczywiście z pełną obsadą: burmistrz, wiceburmistrz, przewodniczący rady, a do kompletu jeszcze „Nasz Jakże Umiłowany Poseł”, który akurat nie miał nic lepszego do roboty.

A przecież wystarczyło zwyczajnie przekazać sprzęt szkołom. Bez fleszy, bez ustawiania się do zdjęć, bez udawania, że to wydarzenie o randze państwowej. Sprzęt ratujący życie jest ważny – ale nie wymaga celebry i politycznego teatru. W takich momentach bardziej liczy się cicha, konkretna praca niż kolejna pokazówka pod publiczkę.

Takie wydarzenia często wyglądają bardziej jak autopromocja niż realna potrzeba. Zamiast skupić się na tym, co naprawdę istotne – czyli na bezpieczeństwie dzieci i wyposażeniu szkół – całość zamienia się w sesję zdjęciową, w której najważniejsze jest to, kto stoi w pierwszym rzędzie.

W normalnym, zdrowo funkcjonującym samorządzie przekazanie sprzętu to czynność techniczna, a nie spektakl. Jeśli robi się z tego wydarzenie z udziałem całej lokalnej „śmietanki”, to trudno nie odnieść wrażenia, że chodzi bardziej o polityczny PR niż o realne działanie.






piątek, 16 stycznia 2026

"Kolbuszowa nie wioska...."

 Wczoraj odbyło się uroczyste otwarcie wystawy poświęconej Karolowi Grodeckiemu.
Zagaił Grzegorz Mazan, podkreślając zasługi, oraz nakreślając sylwetkę  bohatera ekspozycji.


Potem  wnuczka "Korola", wystąpiła z krótkim recitalem, a swoimi wspomnieniami podzieliła  się jego córka Grażyna.
Swoje dołożył dyrektor Michno,  były Andrzej Dominik, nadal obrażony  Marek Gil, oraz szansonista Dublański.
Atmosfera zrobiła się podniośle przyjemna, wręcz odświętna, choć nikt nie wiedział, czy wypada klaskać, czy raczej zamyślić się nad sensem życia.

Nie zabrakło też miejscowej sztampy. Burmistrz Grzegorz Romaniuk, w swoim niepodrabialnym stylu, nie miał nic ważnego do powiedzenia, ale oczywiście się wypowiedział – bo jakże inaczej.Aż dziw, że nie próbował powiesić jakiego krzyża.

 Lokalny wiekowy bohater, ni z gruszki, ni z pietruszki, próbował opowiedzieć, jak to on rozpętał II Wojnę Światową albo coś jeszcze poważniejszego. Publiczność słuchała z szacunkiem, choć z minami mówiącymi: „Panie, my tu przyszliśmy na wspomnienia, nie na alternatywną historię świata”. Po pół godzinie, sytuację uratował dyrektor Michno, wyrywając mu mikrofon.Nawet było to zabawne.

Niezbyt elegancko zachował się aktualny dyrektor liceum, który przedwcześnie opuścił spotkanie, tłumacząc się, że „idzie ćwiczyć poloneza”. Wyszło to tak wiarygodnie, jak tłumaczenie ucznia, że „pies zjadł mu pracę domową”.

.Co ciekawe, nikt z notabli nie wpadł na pomysł, aby nadać jakiejś przyszłej ulicy, imienia Karola Grodeckiego.Czyżby bali się, że zabraknie dla nich?