Postanowiliśmy się nieco odchamić i udaliśmy się do MDK po bilety na imprezę z okazji Święta Kobiet (czy jakoś tak). Niestety odeszliśmy z kwitkiem, ponieważ większość biletów zabrał do Urzędu Miasta przyszły dyrektor, pan Andrzej Selwa.Podobno są rozdawane tym których burmistrz lubi ze wzajemnością.
Chcąc nie chcąc, poszliśmy więc pod budynek jednego z urzędów, aby przynajmniej obejrzeć przez okno, jaki film. Właśnie leciała jakisik stara amerykańska komedia obyczajowa.
Typowa sztampa: gość lubiący wypić (kto nie lubi) został przyłapany przez małżonkę na zdradzie. Kobita wyrzuciła go z domu. Nie miał gdzie mieszkać, a mróz był jebudzki — jak to w Północnej Dakocie bywa.
Więc szef pozwolił mu pomieszkiwać w miejscu pracy. Do pokoju biurowego wstawiono wersalke i telewizor z dużym ekranem. Wszystko szło bez większych zgrzytów, aż gość zaczął oglądać filmy z momentami. Najlepiej jak postawna blondynka, duże niebieskie oczy, zaczynała ... eeee to nawet na magla siem nie nadaje.
Ponieważ nie zainwestowano w zasłonę, filmy mogła oglądać przez okno okoliczna dzieciarnia.
Zrobił się szum. Szef, zamiast od razu zamknąć sprawę, ukarać niewdzięcznego bałwana, przeprosić mieszkańców, przeciągał sprawę w nieskończoność, licząc że rozejdzie się po kościach.
Azaliż.... nie rozeszła się, zrobiła się afera na całe Stany Zjednoczone. Zjechała telewizja krajowa – ABC, CNN, Fox News – i zrobiły się cyrki.
Później szef miał pretensje do wszystkich tylko... nie do siebie.
Niestety nie wiemy , jak się skończył ten film, ponieważ zostaliśmy przegonieni przez panią sprzątającą, która goniła za nami spory kawałek z mokrą szmatą w ręku. Podobno trenuje na olimpiadę.