Tak jakoś przykro nam się robi, gdy przynajmniej dwa razy dziennie przejeżdżamy obok straszliwie okaleczonego dębu przy ulicy Kolejowej.
Napisaliśmy w tej sprawie do Urzędu Miejskiego. Ponieważ urzędnicy kręcą jak Piekarski na mękach, postanowiliśmy zasięgnąć języka w Państwowej Straży Pożarnej.
Odpowiedział nam st. bryg. mgr inż. Krzysztof Samojeden, Zastępca Komendanta Powiatowego — za co dziękujemy.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to informacja, że pani kierowniczka ŚDS nie zadzwoniła, tylko osobiście pofatygowała się do straży, aby zgłosić „nagłe, bezpośrednie zagrożenie życia”. To się zwyczajnie nie trzyma kupy. Jeśli coś zagraża życiu tu i teraz, to dzwoni się pod 998 lub 112, a nie idzie pieszo do remizy.
Straż pisze:
„Zdarzenie zostało zgłoszone osobiście u dyżurnego (…) przez zarządcę obiektu.”
Tymczasem karta zdarzenia wygląda jak typowa karta sporządzona po zgłoszeniu telefonicznym — pole „nr telefonu” jest puste, a nigdzie nie ma wzmianki o zgłoszeniu osobistym. To pierwsza poważna niespójność.
Druga: strażacy opisują, że konary były:
„suche, spróchniałe wewnątrz, nadłamane w poprzek i wzdłuż”.
A jednocześnie:
„Podczas interwencji nie wykonano dokumentacji fotograficznej (…)”.
Czyli nie mają żadnego dowodu na to, co opisują. Ocena „spróchnienia wewnętrznego” bez cięcia, bez zdjęć i bez specjalisty jest po prostu nie do obrony.
Trzecia: PSP przyznaje, że:
„nie prowadzono konsultacji ze specjalistą z zakresu dendrologii lub arborystyki”.
A mimo to opisują szczegółowo stan fitosanitarny drzewa. Strażacy nie mają kwalifikacji do takich ocen — i sami to wiedzą.
Czwarta: PSP twierdzi, że działania:
„nie były zabiegiem pielęgnacyjnym”.
Problem w tym, że usuwanie grubych konarów to właśnie zabieg arborystyczny, który wymaga:
dokumentacji,
uzasadnienia,
często zgody organu,
i przede wszystkim specjalisty.
Straż może usuwać zagrożenie, ale nie może wykonywać prac pielęgnacyjnych pod pretekstem zagrożenia, jeśli zagrożenie nie zostało udokumentowane.
Piąta: PSP pisze o „bezpośrednim zagrożeniu”, ale nie podaje żadnych obiektywnych kryteriów — brak zdjęć, brak pomiarów, brak informacji o spadających gałęziach, brak danych pogodowych. To czyste gołosłowie.
Szósta: z karty zdarzenia wynika, że OSP została wezwana ponad godzinę później niż JRG. Jeśli zagrożenie było „bezpośrednie”, to albo OSP powinna być wezwana natychmiast, albo w ogóle nie powinna być potrzebna. To kolejna niespójność.
Siódma: PSP powołuje się na art. 1 ustawy o PSP — przepis ogólny, deklaratywny, który nie daje podstawy do cięcia drzew. Brakuje odniesienia do przepisów, które faktycznie regulują takie działania.
Ósma: pole „dane zgłaszającego” w karcie zdarzenia jest puste, choć PSP twierdzi, że zgłoszenie było osobiste. To po prostu się nie zgadza.
I na koniec rodzynek: Strażacy w swoich dokumentach piszą, że drzewo jest niebezpieczne jak jasna cholera i że stanowi bezpośrednie zagrożenie życia. i należy je usunąć. A urzędnicy z magistratu… Piszą nam, że będą obserwować. To wszystko się kupy nie trzyma. To małe miasteczko, więc żeby nie było, że nie wiemy jak było i czego i gdzie należy szukać Jeśli ten dąb zostanie wreszcie zostawiony w spokoju, jeśli pozwoli mu się dojść do siebie, o ile przeżyje to, co mu zrobiono — zostanie objęty ochroną jako pomnik przyrody, a pozostałymi drzewami zajmą się wreszcie prawdziwi arborystycy, to z naszej strony temat uznamy za zamknięty. Nie oczekujemy cudów, tylko minimum rozsądku i szacunku dla drzew, które rosły tu na długo przed nami.
Oj Maglu daj spokój już z tym drzewem..
OdpowiedzUsuńwiemy że według Ciebie gmina zła a teraz dochodzi do tego jescze PSP. Podważasz ich kompetencje. Ludzie po trudnych studiach wykształceni do tego typu pracy podjęli decyzję o obcięciu gałęzi a Ty twierdzisz że nie mieli racji!
Zawsze wiesz wszystko najlepiej. Byłbyś lepszym radnym, burmistrzem i strażakiem. A ciekawe kim jesteś? Myślę że nie błyszczysz w życiu prywatnym…
Podaj z imienia i nazwiska osobę, która była koło tego drzewa i jest po studiach w zakresie pielęgnacji opieki nad drzewami.
UsuńMagiel pisze o publicznych sprawach, a ty się czepiasz jego prywatnego życia. Kto tu więc wychodzi na buraka?
UsuńTo może niech Maglu, zacznie pisać o prywatnym życiu urzędników i tego co to napisał?
UsuńMagiel wykazał poważne nieścisłości w dokumentacji, brak zdjęć. Z tego da się zrobić zawiadomienie, gdzie trzeba.
UsuńRównocześnie wyciągnął rękę do urzędników.
Ja bym propozycję przyjęła.
W tym miasteczku każdy boi się odezwać, bo ‘nie wypada’, bo ‘co ludzie powiedzą’, bo ‘urząd się obrazi’. A tu jest JEDYNY głos, który nie boi się prawdy. Gdyby nie ten blog, to nikt by nie wiedział, jak naprawdę wyglądała ta interwencja, kto co zrobił, a czego nie zrobił. Dzięki za to, że nie milczysz, bo milczenie to właśnie to, na co liczą.
UsuńDo : Anonimowy16 kwietnia 2026 06:19.
UsuńO, proszę, klasyka lokalnych dyskusji: jak ktoś zauważy, że dokumenty się nie zgadzają, to od razu ‘atak na kompetencje’ i diagnoza życia prywatnego autora.
Magiel nie musi być strażakiem, burmistrzem ani radnym, żeby umieć czytać — a to właśnie czytanie dokumentów najwyraźniej najbardziej boli.
Nikt tu nie twierdzi, że strażacy nie mają studiów, tylko że studia nie zastąpią zdjęć, dowodów i spójności w papierach.
Ale wiadomo — łatwiej obrazić blogera, niż odpowiedzieć na pytanie, czemu zgłoszenie ‘osobiste’ wygląda jak telefoniczne, a ‘spróchnienie wewnętrzne’ opisano bez jednego zdjęcia.
No ale tak, oczywiście — problemem jest bloger, nie logika
Magiel taki „mondry” to może niech wystartuje w jakiś wyborach i na niego zagłosujemy?
UsuńMagiel nie musi startować w żadnych wyborach, żeby mieć oczy i rozum.
UsuńWystarczy, że jest jedynym niezależnym głosem w mieście, który potrafi pokazać, gdzie kończą się fakty, a zaczyna urzędnicza fantazja.
A jeśli komuś naprawdę przeszkadza, że ktoś zadaje pytania i patrzy na ręce instytucjom — to może problemem nie jest bloger, tylko to, co w tych dokumentach stoi.
Zabawne, jak szybko niektórym się wydaje, że demokracja kończy się w momencie wrzucenia kartki do urny.
UsuńA przecież każdy podręcznik obywatelski mówi jasno: wybory to początek, a nie koniec demokracji.
Później trzeba jeszcze kontrolować tych, których się wybrało, sprawdzać ich decyzje, patrzeć na ręce instytucjom i pytać, kiedy coś się nie zgadza.
I teraz pytanie: kto ma to robić, jeśli nie mieszkańcy?
A jeśli mieszkańcy milczą, to zostaje jeden niezależny bloger, który czyta dokumenty i pokazuje, gdzie logika się kończy, a zaczyna urzędnicza poezja.
Więc nie, Magiel nie musi startować w wyborach.
W demokracji jest miejsce nie tylko dla rządzących, ale też dla tych, którzy pilnują, żeby rządzący nie zapomnieli, po co tam są.
I właśnie dlatego jego głos jest niezbędny wręcz.
Wiem też że łatwo na wszystko patrzeć z boku a nie będąc w środku. Zgadzam się że to drzewo nie powinno zostać wycięte ale straż pożarna wzywana do tego typu zdarzeń podjęła decyzja że trzeba je poobcinać więc chyba się na tym znają? Przecież to straż jest wzywana do takich drzew? Są w tym zakresie wyszkoleni? Mają doświadczenie? Powinni to konsultować z kimś od drzew? Jeśli zrobili dobrze to szkoda drzewa i trudno…
UsuńPatrzenie z boku? Właśnie dlatego potrzebny jest ktoś, kto patrzy nie z boku, tylko w dokumenty.
UsuńBo fakty są proste: strażacy nie są od oceniania statyki drzew, diagnozowania ‘spróchnienia wewnętrznego’ ani wykonywania cięć pielęgnacyjnych.
Są od usuwania bezpośredniego zagrożenia, a nie od arborystyki.
A tu nie było żadnego wejścia, żadnego przejścia, żadnego ruchu ludzi.
Drzewo stało na tyłach ogrodu, gdzie nikt nie chodzi.
Wystarczyło odgrodzić teren taśmą i wezwać specjalistę , tak robi się to wszędzie, gdzie obowiązują procedury, a nie improwizacja.
I tak, straż jest wzywana do drzew, ale tylko wtedy, gdy drzewo stwarza realne, natychmiastowe zagrożenie.
A jeśli ktoś twierdzi, że było zagrożenie, to musi to udokumentować.
Zdjęciem. Nagranie. Czymkolwiek.
Tu nie ma nic.
Więc nie, to nie jest kwestia "trudno, szkoda drzewa".
To jest kwestia tego, że instytucja wykonała czynność, do której nie miała kompetencji, bez dowodów, bez dokumentacji i bez konsultacji z kimkolwiek, kto zna się na drzewach.
A demokracja polega właśnie na tym, żeby takie rzeczy sprawdzać, a nie zamiatać pod dywan.
Skoro straż mówi, że zagrożenie było „bezpośrednie”, a urząd twierdzi, że „nie widzi problemu”, to może niech się dogadają między sobą, zanim kolejne drzewo oberwie rykoszetem.
OdpowiedzUsuńDąb został okaleczony, straż nie zrobiła ani jednego zdjęcia, a urząd udaje, że wszystko gra. Gdyby to nie było prawdziwe, można by to puścić jako kabaret.
OdpowiedzUsuńWłaśnie! Ogłowiono drzewo i ani jednego zdjęcia. Tak działa straż pożarna w Kolbuszowej?
UsuńJeśli drzewo przeżyje to, co mu zrobiono, to naprawdę zasługuje na status pomnika przyrody. Przetrwać urzędniczą głupotę — to dopiero wyczyn.
OdpowiedzUsuńDąb nie prosi o wiele: trochę spokoju, trochę fachowej opieki i mniej papierologii. To chyba nie jest wygórowane żądanie.
OdpowiedzUsuńRomaniuk z Wójcickim robią z drzewami to samo co Zuba i Gil i Kardyś. Wyciąć i spokój święty. Macie Białkówkę tam se idźcie tam se drzewa zobaczycie. Beton ładny kostka ładna, bulwary przepiękne nie śmieci to to
OdpowiedzUsuńDobrze, że w tym mieście jest ktoś, kto potrafi nazwać rzeczy po imieniu. My tu codziennie mijamy ten biedny dąb i widzimy, co się z nim stało, ale urzędnicy wolą udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Gdyby nie ten blog, to nikt by nawet nie wiedział, jak wyglądała cała ta ‘interwencja’. Dzięki za to, że nie odpuszczasz i że pokazujesz, że mieszkańcy nie są ślepi.
OdpowiedzUsuńJa już swoje lata mam i niejedno widziałam, ale takiego kręcenia to dawno nie było. Urzędnicy swoje wypisują, straż swoje, a dąb stoi biedny i cierpi. Dobrze, że pan o tym pisze, bo to JEDYNY głos, co nie jest z nikim powiązany. My, zwykli ludzie, widzimy, co się dzieje, tylko nikt nas nie słucha. A pan słucha i mówi za nas. I za to Bóg zapłać.
OdpowiedzUsuńStrażacy napisali w dokumentach oczywistą nieprawdę. Ten dąb nie stoi przed wejściem do budynku, tylko na tyłach ogrodu, w miejscu, gdzie nikt nie musi chodzić, chyba że z własnej woli. Zagrożenie nad wejściem istnieje tylko na papierze.
OdpowiedzUsuńWystarczyło odgrodzić teren taśmą, wezwać arborystę i zrobić to tak, jak robi się to w cywilizowanych miejscach. Zamiast tego strażacy weszli w rolę dendrologów, ocenili ‘spróchnienie wewnętrzne’ bez jednego zdjęcia i wykonali prace, które wykraczają poza ich kompetencje.
A teraz jeszcze mamy udawać, że wszystko było w porządku, bo tak napisano w raporcie? No nie. Dokumenty muszą się zgadzać z rzeczywistością, a nie odwrotnie.
Wejście do budynku akurat jest z tyłu…. Czy powinni wezwać aboryste? Mają taki obowiązek?
UsuńStrażacy mają obowiązek usunąć tylko bezpośrednie zagrożenie.W ten zakres nie wchodzi ogłowianie drzewa.Przekroczyli swoje kompetencje i nie mają na to żadnych dowodów.
UsuńPo co to komu?
OdpowiedzUsuńPrzecież jak jakaś instytucja coś zrobi, to na pewno miała powód.
No ale Ty oczywiście wiesz lepiej, jak zawsze.
Przy MDK dęby powinny dawno by" wycięte, że względu na zagrożenie.
OdpowiedzUsuńTe dęby są pozbawione fachowej opieki i są systematycznie niszczone nieprawidłowymi cięciami.To jest pomnik urzędniczej niekompetencji.
UsuńCzytam te komentarze i naprawdę nie rozumiem jednego:
OdpowiedzUsuńdlaczego niektórzy mają pretensje do Magla, że analizuje dokumenty, zamiast mieć pretensje do tych, którzy te dokumenty piszą z błędami, nieścisłościami i sprzecznościami.
To nie Magiel tworzy te kwiatki — on je tylko pokazuje.
Może zamiast obrażać tego, kto wskazuje problem, warto zapytać, dlaczego problem w ogóle powstał.
Magiel robi dokładnie to, czego w tym mieście najbardziej brakuje — czyta dokumenty, porównuje fakty i zadaje pytania, które powinny paść już dawno.
OdpowiedzUsuńPoobcinać ręce, nogi i ogłosić bohaterem. To jest myśl. A tak w ogóle, czy od momentu nagłośnienia sprawy dębu Burmistrz poczynił jakieś działania w sprawie diagnozy schnięcia dęby czy czeka aż faktycznie obumrze by ogłosić że zagrażał?
OdpowiedzUsuńTo były typowe dla starszych drzew obumierające gałęzie. Wystarczyły małe cięcia i dalej by rosło, nie zagrażając ludziom. komuś to drzewo po prostu przeszkadzało bo nie chciało się kilkunastu worków liści zebrać.
UsuńTo, że stare drzewo ma dużo małych gałązek, wcale nie znaczy, że trzeba je od razu ciąć.
UsuńW większości przypadków takie drobne gałązki:
nie są groźne,
nie wymagają żadnej interwencji straży,
nie kwalifikują się jako coś „pilnego do usunięcia”.
Od oceniania, czy gałąź faktycznie może spaść, jest arborysta, czyli specjalista od drzew.
To on sprawdza, czy gałąź jest:
martwa,
przeciążona,
pęknięta,
albo czy naprawdę stanowi ryzyko.
Strażacy nie mają ani sprzętu, ani wiedzy, żeby takie rzeczy oceniać.
Ich zadaniem jest reagować tylko wtedy, gdy coś już spada albo zaraz spadnie i zagraża ludziom.
Czytam niektóre komentarze i nie dowierzam. Jak dla mnie naprawdę szkoda tak pięknego drzewa. Ale też nie rozumiem jak można kwestionować działania straży? Zostali wezwani - na podstawie swojego doświadczenia i wiedzy zapewne stwierdzili zagrożenie i podjęli decyzję o obcięciu gałęzi. Piszą o spróchniałych gałęziach więc pewnie były. Czy strażacy mają obowiązek dokumentować wszystkie swoje czynności? Mamy ich potwierdzenie i potwierdzenie kierowniczki ośrodka. Zakładacie drodzy komentujący że kłamią. A jeśli nie? Jedli drzewo było faktycznie spróchniałe i stanowiło zagrożenie? Widzieliście je? Widzieliście jaki był jego stan po obcięciu gałęzi? Nie widzieliście a komentujecie.
OdpowiedzUsuńNikt nie twierdzi, że kłamią tylko widać że oficjalna wersja nie trzyma się kupy.
UsuńStraż ma obowiązek likwidacji bezpośredniego zagrożenia.Tak głęboka ingerencja wymaga co najmniej dokumentacji fotograficznej, bo każdy się do tego przyczepi, co widać na załączonym obrazku.Brak zdjęć = brak dowodu, że zagrożenie istniało.
To naraża PSP na odpowiedzialność i podważa legalność działań.