piątek, 17 kwietnia 2026

Poseł Zbigniew Chmielowiec - plus

 W Kolbuszowej polityka od zawsze przypomina nasze lokalne mecze: trochę kurzu, trochę emocji, trochę tradycji i zawsze ktoś, kto twierdzi, że „to on załatwił”. Od lat w tej swojskiej lidze gra poseł, którego mieszkańcy kojarzą głównie z tym, że przywozi z Warszawy różne fanty. Raz sikawkę, raz mikser, innym razem coś większego, co można uroczyście przeciąć i sfotografować. Miejscowi włodarze chętnie podkreślają, że „tu milion, tam pięć, a gdzie indziej siedem”, choć wielu komentatorów zauważa, że powiat kolbuszowski od dawna jest wiernym zapleczem wyborczym PiS i to również miało wpływ na kierunek przepływu środków.

Ostatnio jednak można odnieść wrażenie, że nasz poseł zapragnął czegoś więcej. Jakby uwierzył, że to nie partia, nie układ sił, nie polityczna geografia, lecz jego osobista sprawczość stoi za każdym sukcesem. I tak oto zawodnik z V ligi zaczął rozglądać się za miejscem w ekstraklasie, jakby wystarczyło tylko podnieść rękę i już.

Niektórzy komentatorzy spekulują, że jeśli Mateusz Morawiecki umocniłby swoją pozycję, jego współpracownicy mogliby liczyć na awanse. W takim wariancie nasz poseł mógłby znaleźć się bliżej centrum decyzyjnego, może nawet w rządzie. W polityce zdarzały się już bardziej zaskakujące zwroty. Są jednak i inne analizy, według których były premier może zostać zepchnięty na boczny tor, a jego zwolennicy — przesunięci na dalsze miejsca list. W takim układzie nasz poseł musiałby pogodzić się z powrotem do roli zawodnika rezerwowego, zanim jeszcze zdążył wybiec na murawę wyższej ligi. A są i tacy, którzy rozważają możliwość powstania nowego ugrupowania. Wtedy Kolbuszowa stałaby się areną rywalizacji między dwiema listami — tą, z którą poseł był związany dotąd, i tą, która dopiero powstaje. To byłaby arytmetyka wymagająca nie tylko kalkulatora, ale i zimnej głowy.

Tymczasem w lokalnych rozmowach coraz częściej pojawiają się nazwiska, które,mogłyby zmienić układ sił, gdyby zdecydowały się na start. Starosta Kardyś to nazwisko, które w powiecie zna niemal każdy. Gdyby pojawiło się na liście wyborczej, zrobiłoby się naprawdę ciasno. Nasz poseł musiałby walczyć nie o awans, lecz o samo miejsce w składzie. Pojawiają się też opinie, że gdyby burmistrz Romaniuk wszedł do gry, kampania nabrałaby zupełnie innego tempa. W końcu to postać, która potrafi połączyć uroczyste otwarcie inwestycji z serdecznym uśmiechem do każdego mieszkańca, który akurat przechodzi obok.

Wszystkie te scenariusze od zmian w partii, przez nowe ugrupowania, po potencjalnych lokalnych kandydatów pokazują jedno: polityka, nawet ta powiatowa, rządzi się własną logiką. A ambicje, choć potrzebne, wymagają chłodnej kalkulacji. Bo zanim zacznie się marzyć o ekstraklasie, trzeba najpierw wygrać kilka meczów w lidze, w której naprawdę się gra.


czwartek, 16 kwietnia 2026

Dąb winny, urzędnik niewinny — Kolbuszowa w pigułce




 Tak jakoś przykro nam się robi, gdy przynajmniej dwa razy dziennie przejeżdżamy obok straszliwie okaleczonego dębu przy ulicy Kolejowej.

Napisaliśmy w tej sprawie do Urzędu Miejskiego. Ponieważ urzędnicy kręcą jak Piekarski na mękach, postanowiliśmy zasięgnąć języka w Państwowej Straży Pożarnej.

Odpowiedział nam st. bryg. mgr inż. Krzysztof Samojeden, Zastępca Komendanta Powiatowego — za co dziękujemy.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to informacja, że pani kierowniczka ŚDS nie zadzwoniła, tylko osobiście pofatygowała się do straży, aby zgłosić „nagłe, bezpośrednie zagrożenie życia”. To się zwyczajnie nie trzyma kupy. Jeśli coś zagraża życiu tu i teraz, to dzwoni się pod 998 lub 112, a nie idzie pieszo do remizy.

Straż pisze:

„Zdarzenie zostało zgłoszone osobiście u dyżurnego (…) przez zarządcę obiektu.”

Tymczasem karta zdarzenia wygląda jak typowa karta sporządzona po zgłoszeniu telefonicznym — pole „nr telefonu” jest puste, a nigdzie nie ma wzmianki o zgłoszeniu osobistym. To pierwsza poważna niespójność.

Druga: strażacy opisują, że konary były:

„suche, spróchniałe wewnątrz, nadłamane w poprzek i wzdłuż”.

A jednocześnie:

„Podczas interwencji nie wykonano dokumentacji fotograficznej (…)”.

Czyli nie mają żadnego dowodu na to, co opisują. Ocena „spróchnienia wewnętrznego” bez cięcia, bez zdjęć i bez specjalisty jest po prostu nie do obrony.

Trzecia: PSP przyznaje, że:

„nie prowadzono konsultacji ze specjalistą z zakresu dendrologii lub arborystyki”.

A mimo to opisują szczegółowo stan fitosanitarny drzewa. Strażacy nie mają kwalifikacji do takich ocen — i sami to wiedzą.

Czwarta: PSP twierdzi, że działania:

„nie były zabiegiem pielęgnacyjnym”.

Problem w tym, że usuwanie grubych konarów to właśnie zabieg arborystyczny, który wymaga:

  • dokumentacji,

  • uzasadnienia,

  • często zgody organu,

  • i przede wszystkim specjalisty.

Straż może usuwać zagrożenie, ale nie może wykonywać prac pielęgnacyjnych pod pretekstem zagrożenia, jeśli zagrożenie nie zostało udokumentowane.

Piąta: PSP pisze o „bezpośrednim zagrożeniu”, ale nie podaje żadnych obiektywnych kryteriów — brak zdjęć, brak pomiarów, brak informacji o spadających gałęziach, brak danych pogodowych. To czyste gołosłowie.

Szósta: z karty zdarzenia wynika, że OSP została wezwana ponad godzinę później niż JRG. Jeśli zagrożenie było „bezpośrednie”, to albo OSP powinna być wezwana natychmiast, albo w ogóle nie powinna być potrzebna. To kolejna niespójność.

Siódma: PSP powołuje się na art. 1 ustawy o PSP — przepis ogólny, deklaratywny, który nie daje podstawy do cięcia drzew. Brakuje odniesienia do przepisów, które faktycznie regulują takie działania.

Ósma: pole „dane zgłaszającego” w karcie zdarzenia jest puste, choć PSP twierdzi, że zgłoszenie było osobiste. To po prostu się nie zgadza.

I na koniec rodzynek: Strażacy w swoich dokumentach piszą, że drzewo jest niebezpieczne jak jasna cholera i że stanowi bezpośrednie zagrożenie życia. i należy je usunąć. A urzędnicy z magistratu… Piszą nam, że będą obserwować. To wszystko się kupy nie trzyma. To małe miasteczko, więc żeby nie było, że nie wiemy jak było i czego i gdzie należy szukać Jeśli ten dąb zostanie wreszcie zostawiony w spokoju, jeśli pozwoli mu się dojść do siebie, o ile przeżyje to, co mu zrobiono — zostanie objęty ochroną jako pomnik przyrody, a pozostałymi drzewami zajmą się wreszcie prawdziwi arborystycy, to z naszej strony temat uznamy za zamknięty. Nie oczekujemy cudów, tylko minimum rozsądku i szacunku dla drzew, które rosły tu na długo przed nami.









środa, 15 kwietnia 2026

Czy poseł Zbigniew Chmielowiec jest ochrzczony?

 Z braku czegoś lepszego do roboty nasz jakże umiłowany poseł wygłosił do pustej sali sejmowej oświadczenie.

Jednak nie w obronie likwidowanej w Nowej Dębie porodówki, czy  tragicznej sytuacji w szpitalach.
To Wielgi człowiek i ma ważniejsze sprawy na głowie.






Coś takiego byłoby dopuszczalne gdzieś na apelu w szkole podstawowej w Bukowcu.
Z trybuny sejmowej to jednak obciach.

wtorek, 14 kwietnia 2026

Progi na Piłsudskiego (jednak) nielegalne

 




Pan Konrad Batory słusznie zauważył, że progi zwalniające na ulicy Piłsudskiego naruszają zasady dotyczące budowy tego typu urządzeń na drogach. W związku z tym postanowił napisać list do urzędu miejskiego, w którym zwrócił się z prośbą o ich usunięcie.

W odpowiedzi otrzymał następującą informację:


Z polskiego na nasze.

Burmistrze napisały, że dzięki obywatelskiej postawie Pana Konrada wreszcie zauważyły, że te progi jednak są takie jakieś nie takie i nie spełniają norm ruchu drogowego. Dlatego zamówili projekt czegosik, który będzie spełniał te normy i jednocześnie uczyni ruch po tej ulicy (jeszcze) bezpieczniejszym.

Nie podziękowali, bo te typy tak majom.

Dziękujemy Panie Konradzie!

Azaliż..... zanim się te progi przebudują, minie rok albo z okładem. Ponieważ już władze wiedzą , że te progi są "nieprawidłowe" można skarżyć za wszelkie uszkodzenia samochodów na tych progach. Mile widziane pozwy cywilne wobec obydwu burmistrzów.

Inna sprawa, że nie da się w tym miejscu wstawić czegokolwiek, co przypominałoby progi. O szczegóły radzimy zwrócić się do kierowców wozów bojowych straży pożarnej.




poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Łapka w łapkę

 Kolbuszowskie stowarzyszenie "Łapka w łapkę" na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt oraz ochrony ich praw.


Na co dzień wychodzą z portek i spódnic, aby pomóc (nie tylko) zwierzętom.
Dziękujemy za ich trud, dzięki któremu świat jest trochę lepszy.

Azaliż... tak się jednak zastanawiamy. Skoro obowiązkiem własnym gminy jest opieka nad zwierzętami bezdomnymi, to dlaczego burmistrz Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy, Pan Grzegorz Romaniuk, nie pokrywa w całości kosztów ich chociażby wyżywienia?
Stowarzyszenia mogą działać na zasadzie współpracy i wsparcia, ale to gmina jest zobowiązana do finansowania tych działań.

Nie chce nam się pisać do wojewodziny i RIO w sprawie tej uchwały z błędem nawet gramatycznym, ale jest ona cała do przerobienia. Może nasi drodzy (och jak drodzy) radni wzięli się do roboty, do której się zobowiązali?

sobota, 11 kwietnia 2026

Pamiętają

 . Podczas kolbuszowskich obchodów tragedii smoleńskiej starosta Kardyś zgodnie z lokalnym protokołem usiadł obok burmistrza Romaniuka. Na zdjęciu wygląda to jak scena zgody i współpracy, ale każdy, kto zna lokalne realia, widzi coś zupełnie innego. Dzieliło ich tylko jedno krzesło w praktyce — cała lista wzajemnych pretensji, urazów i politycznych rachunków, które od lat skutecznie blokują normalne funkcjonowanie powiatu i gminy.

Zamiast wspólnego działania dla mieszkańców mamy więc teatralne sąsiedztwo, w którym każdy siedzi sztywno, jakby pilnował, żeby przypadkiem nie wyglądało to na współpracę. Uroczystość uroczystością, ale lokalne animozje zawsze muszą wejść w kadr. I tak oto nawet rocznica narodowej tragedii staje się tłem dla małych, powiatowych wojenek, w których dobro mieszkańców przegrywa z prywatnymi urazami.

Krzesło między nimi było tylko rekwizytem. Prawdziwy dystans widać w spojrzeniach, gestach i w tym, czego od lat nie potrafią zrobić razem — choć powinni, bo to ich praca, nie osobista arena.

I może właśnie dlatego to jedno zdjęcie mówi o naszej lokalnej polityce więcej niż wszystkie oficjalne deklaracje o „współpracy dla dobra regionu”. Bo na deklaracjach się kończy, a na krzesłach — zaczyna prawda.




piątek, 10 kwietnia 2026

Pamiętamy?

 




To zdjęcie z delegacją pod pomnikiem ofiar w Ukrainie miało pewnie pokazać powagę, pamięć i obecność samorządu. Niestety wyszło tak, że człowiek najpierw widzi nie gest, tylko zgrzyty. Pierwszy to ubiór — jakby każdy wyszedł z domu w tym, co akurat miał pod ręką. W miejscu pamięci oczekuje się choć odrobiny formalności, a tu wygląda to bardziej jak szybki przystanek w drodze na obiad niż oficjalna wizyta. Drugi zgrzyt to flaga. Biało‑czerwona z dopiskiem miasta to nie jest baner reklamowy, tylko symbol państwa, którego raczej nie powinno się przerabiać na tabliczkę informacyjną. W takim miejscu wygląda to zwyczajnie niefortunnie. No i wreszcie samo ustawienie — pozowane, sztywne, jak do kroniki, a nie jak moment zadumy. Trzech stoi, jeden klęczy, flaga rozciągnięta, wszystko jak pod publikę, tylko że efekt końcowy bardziej przypomina inscenizację niż autentyczny gest. Szkoda, bo intencja pewnie była dobra, ale zdjęcie zostawia wrażenie, że forma zjadła treść, a powaga miejsca przegrała z potrzebą zrobienia „pamiątkowej fotki”.

czwartek, 9 kwietnia 2026

Błędy proceduralne?

Tak z ciekawości... 
Program opieki nad bezdomnymi zwierzętami oraz zapobiegania bezdomności zwierząt musi być konsultowany z weterynarią i stowarzyszeniami działającymi na rzecz zwierząt z terenu gminy.

Był- punkt dla gminy i burmistrza Romaniuka.

Problem w tym, że był on podobny do tego z 2025 roku, a istotnym punktem w nim była straż miejska. Jednak już z uchwały ona zniknęła. Magia.

Oznacza to, że konsultacje nie dotyczyły rzeczywistego projektu uchwały, co stanowi istotne naruszenie art. 11a ust. 7 ustawy o ochronie zwierząt oraz zasad prawidłowej legislacji lokalnej.
 Czy nie jest to przesłanka do uchylenia tej uchwały przez nadzór wojewody?

Co na to radni, którzy za 13 stówek  tego nie sprawdzili?



środa, 8 kwietnia 2026

5 tysięcy dla zwierząt, a ile na 5. ligę?


Burmistrz Romaniuk, w trosce o finanse publiczne, nie tylko zamyka szkoły  „likwiduje” Straż Miejską. Poszedł jeszcze dalej i… przyciął także wydatki na odżywianie zwierząt w „przytulisku” do 5 tysięcy złotych rocznie. Brawo!
 Na wyłapywanie bezdomnych psów w gminie wydamy zaledwie 1000 zł. Rewelacja!

Gratulacje! Dzięki temu zaoszczędzimy około 80 tysięcy złotych w naszym gminnym budżecie. Cóż za wspaniałe podejście do finansów publicznych naszych włodarzy. Serce rośnie i w ogóle.Czyli pielgrzymki do Częstochowy przynoszą kolejne efekty.

Ażaliż… tak się zastanawiamy: ile kosztuje nas kopanie w gałę w 5. lidze? Czy ktoś to policzył?


 

Nie chodzi nam o wydatki na szkolenie dzieciaków, tylko o środki przeznaczane, na chujwico, na przykład promocję Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy na meczach. Po co to? Przecież  starosta Kardyś już chyba wystarczająco dba o rozgłos naszego miasteczka.Jego jedna akcja w samo okienko (i to bez piłki) i więcej ludzi wie o Kolbuszowie niż przez cały sezon kopania gały.

Ile tego poszło w zeszłym roku z budżetu gminy? 200? 300? 400 tysięcy?
Ile?
Jaki to ma (dla nas) sens?
Przecież nawet najlepsi na mistrzostwa świata, gdzie będzie 48 drużyn nie pojadom.

wtorek, 7 kwietnia 2026

Gdzie był radny Bogdan Romaniuk?

 W Wielki Piątek radny Bogdan Romaniuk zamieścił był na Facebooku takie oto zdjęcie (i to dwa razy).





Jest to wyraźna sugestia, że pojechał był do Francji, Paryża aby się wyspowiadać (po francusku?)  w katedrze Norte Dame.

Zagryzając palce z zazdrości, sprawdziliśmy, z kim stał w kolejce.

Bez rewelacji. Zdjęcie prawdopodobnie pochodzi ze słowackiego portalu  z 2019 roku.

wiecej-kliknij tutaj


Oryginał zaś z płatnego portalu ze zdjęciami.

Azaliż... tak się zastanawiamy... czy z tego trzeba się wyspowiadać?


poniedziałek, 6 kwietnia 2026

O co biega burmistrzowi Romaniukowi?



Na ostatniej sesji burmistrz Romaniuk, przyparty do muru, przyznał, że głównym powodem rozwiązania Straży Miejskiej było to, iż komendant nie wywiązał się z wcześniejszych ustaleń, jakie panowie wspólnie poczynili.

Tymczasem jeszcze w zeszłym roku burmistrz nie miał żadnych uwag co do pracy komendanta Sajdaka ani funkcjonowania Straży Miejskiej. Co więcej, po wysłuchaniu sprawozdania wręcz rozpływał się w pochwałach pod jego adresem.

W tej sytuacji nasuwa się pytanie: kiedy burmistrz Romaniuk minął się z prawdą – teraz czy rok wcześniej?




 

Czy ktoś wie, co trzeba zrobić , gdy zobaczymy bezpańskiego pieska? 
Gdzie zadzwonić?

niedziela, 5 kwietnia 2026

Co się dzieje z posłem Chmielowcem?

Chrystus Zmartwychwstał!

 Zamiast spokojnie korzystać z emerytury, nasz jakże umiłowany poseł stał się ostatnio zaskakująco nadaktywny. Zatrudnił nawet jakiegosik ucznia ze szkoły zawodowy, aby ogarniał mu Facebooka.

 Pojawia się wszędzie tam, gdzie zbiorą się w miejscu publicznym choćby trzy osoby. Na dodatek natrętnie afiszuje się publicznie z byłym premierem, Mateuszem Morawieckim — tym samym, który zgodził się na warunkowość przy przyznawaniu środków z UE.



Złośliwi twierdzą, że nie chodzi o miskę ryżu, tylko o załatwienie posad w bankowości dla całej rodziny. Czy tak jest — nie wiemy. W każdym bądź razie widać, że bardzo przejął się swoją rolą.

Przyjrzyjcie się temu filmikowi, zwracając szczególną uwagę na usta i kciuki naszego posła.





Brak magnezu to , czy jeszcze co gorszego?

Wielkanocne zamieszanie pod dachem i pod dzwonnicą


W Kolbuszowej Wielkanoc jak zwykle przyszła znienacka — niby wiadomo, że będzie, ale człowiek i tak łapie się na tym, że jeszcze wczoraj szukał zimowych rękawiczek, a dziś już stoi z koszyczkiem w kolejce pod kościołem, próbując udawać, że wszystko ma pod kontrolą.

W tym roku ruch był taki, jakby całe miasto postanowiło pobić rekord Guinnessa na „najdłuższą kolejkę do święconki”. Jedni z koszyczkami, inni z reklamówkami, jeszcze inni z miną mówiącą: „nie pytaj, żona kazała”. Dzieci biegały, jajka turlały się po schodach, a ksiądz święcił z taką precyzją, że nawet kropla wody nie poszła na marne.

A my- życzymy Wam, drodzy Czytelnicy, żeby te Święta były spokojniejsze niż ruch na Rynku w sobotnie południe, cieplejsze niż słońce nad Nilem (tym naszym, kolbuszowskim), i radośniejsze niż mina sąsiada, który właśnie odkrył, że jednak udało mu się znaleźć wszystkie wielkanocne zajączki schowane przez burmistrza Romaniuka w okolicach rynku.

Niech Wam się darzy, niech Wam się śmieje, niech Wam się dobrze żyje — a po Świętach wracamy do maglowania lokalnych absurdów, bo jak wiadomo: Kolbuszowa nigdy nie zawodzi.

Wesołego Alleluja!



sobota, 4 kwietnia 2026

Gdzie się śpieszy burmistrz Romaniuk?


 


Wraz z likwidacją Straży Miejskiej rozpoczął się nieprawdopodobny chaos w naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy. Nikt nie wie, kto, jak i za co ma wyłapywać bezdomne zwierzęta. Nagle zaroiło się od aut nieprawidłowo zaparkowanych na chodnikach, a śmieci walają się wszędzie. Na Górny, gdy zaświeciło słoneczko, nagle czuć smród z rowów przydrożnych, gdzie ktosik nielegalnie podłączył kanalizację sanitarną.

Czy będzie więc reaktywacja Straży Miejskiej?
Kto wie?

Azaliż… przyjrzeliśmy się  uchwale likwidacyjnej i…





Najbardziej wątpliwy element to § 4 – wejście w życie z dniem podjęcia.

Jeśli ta uchwała powinna być aktem prawa miejscowego, to:
nie może wejść w życie z dniem podjęcia, musi być ogłoszona w dzienniku urzędowym.
Dopiero po ogłoszeniu i vacatio legis staje się skuteczna.
Brak ogłoszenia = uchwała nieważna z mocy prawa.

To najbardziej niekorzystna dla burmistrza Romaniuka opinia prawna. Są  jeszcze inne, mniej dołujące, ale i one mówią o potencjalnym łamaniu prawa przez naszych samorządowców, bo nigdzie nie wyjaśniono, dlaczego tak się z tą likwidacją śpieszą. Uzasadnienie mówi o „racjonalnym gospodarowaniu środkami”, ale nie tłumaczy, dlaczego likwidacja musi nastąpić natychmiast. Brak analizy alternatyw.

§ 2 mówi tylko o „rozpoczęciu likwidacji z dniem wejścia w życie uchwały”. Nie ma terminu zakończenia ani trybu przekazania mienia, dokumentacji i obowiązków. Czyli w Kolbuszowej działa RSM-  Rozwiązana Straż Miejska?

A gdzie prawa pracownicze?



Jakby na to nie patrzeć, wygląda to fatalnie. Jak 21 radnych za co najmniej 13 stówek, tego wszystkiego nie zauważyło?





czwartek, 2 kwietnia 2026

Drzewo za kartki

 

Wczorajsze dwa wpisy na blogu były – oczywiście – żartami prima aprilisowymi. Trzeba jednak przyznać, że nowa ekipa w ratuszu ma bardziej luźne podejście i spory dystans do siebie oraz do tego, co robi. To może być całkiem dobry prognostyk na przyszłość.

Dlatego warto nie tylko ich chwalić, ale też uczciwie wytykać ewidentne błędy. Trudno bowiem przejść obojętnie obok drukowania nikomu niepotrzebnych kartek z życzeniami, szczególnie gdy odbywa się to kosztem oszczędzania na bezdomnych zwierzętach.

Swoją drogą, na te pocztówki „pod piłę” poszło całkiem spore drzewo.



środa, 1 kwietnia 2026

Kartka od burmistrza?

Jak wszyscy wiedzą, odwiedziliśmy  magistrat. Podczas pobytu wetknięto nam w rękę taką oto kartkę. 




Jaki jest sens produkcji  takiego badziewia które kosztuje więcej niż  całoroczne dożywianie zwierząt 
W schronisku w Naszej Wielkiej Lasowiackiej Stolicy?



Magiel w urzędzie miejskim

 Tak, stało sięm, udaliśmy się z samego rana  do magistratu z przeprosinami. Po dłuższych negocjacjach z włodarzami, udało nam się uzyskać sowitą dotację z Unii Europejskiej na  prowadzenie portalu informacyjnego- Kolbuszowski Magiel. Ostatnie formalności dopina (jakże pięknym- rozmarzyliśmy siem) kolanem Pani Monika Fryzeł.





Ruszamy od 1 maja w nowej formie, oraz objętości. Udało nam się pozyskać do współpracy byłą pracownicę urzędu gminnego, aktywistkę samorządową-  Panią  Asię (znowu schudła), która będzie prowadziła dział - Prosto z ratusza, a nawet jeszcze więcy. Będzie też tworzyć z Panią Moniką Fryzeł dział modowy.

Korektą zajmować się  będzie Pani Urszula Kaczmarczyk- nigdy więcej błędów i literówek.

 Jej mąż Pan Mirosław będzie redagował rubrykę- Moje samorządowe wspomnienia...  Już w pierwszym odcinku- ..., i wtedy ja mu mówię-Zbyszek co się będziesz  marnować na tym burmistrzowaniu, a zostań se posłem..." . 

 Nie zabraknie też (a jakże) kącika poetyckiego, którym opiekować się będzie doktor Janusz Radwański,

Kolbuszowska miniatura

Na rynku dzwoni poranek, brukiem niesie się gwar,

pod lipą ktoś wspomina czasy, gdy świat był bardziej „zaraz”.

W skansenie cisza jak z bajki — strzechy mrugają do drzew,

a wiatr, stary gawędziarz, niesie opowieści wbrew.

Dęby stoją jak strażnicy, pamiętają każdy krok,

każdą rozmowę pod sklepem, każdy sąsiedzki rok.

A miasto — niby niewielkie, a jednak w sercu ma świat,

bo tu historia oddycha, a codzienność tańczy w takt.




Dziękujemy naszym włodarzom za zrozumienie i wsparcie, na pewno ich nie zawiedziemy podczas kampanii wyborczej do sejmu w 2027 roku!



więcej informacji -  kliknij tutaj

Dąb z Kolejowej 2: ogłowiony, obserwowany i bez winnych



Otrzymaliśmy odpowiedź z Urzędu Miejskiego na nasze pytania dotyczące okaleczenia drzewa przy Kolejowej 2, w naszej szacownej Lasowiackiej Stolicy.
Co ciekawe, tym razem nie odpisał ani zastępca burmistrza Krzysztof Wójcicki, ani sam burmistrz Grzegorz Romaniuk. Zamiast tego pod pociąg grzecznie podrzucono kierownika Mateusza Czachora. Współczujemy — i jednocześnie dziękujemy za odwagę oraz udzielenie odpowiedzi.




W odpowiedzi na email w sprawie redukcji korony drzewa gatunku dąb szypułkowy pragnę poinformować, że Urząd Miejski w Kolbuszowej, w dnia 19.03.2026r. zwrócił się do Pani Kierownik Środowiskowego Domu Samopomocy w Kolbuszowej o udzielenie stosownych wyjaśnień. Pismem znak: SDS2240.01.2026 z dnia 19.03.2026r. Pani Elżbieta Wołosz Kierownik ŚDS wyjaśniła, że Środowiskowy Dom Samopomocy realizuje zadania, które określone są w Rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki Społecznej, zapewniając bezpieczeństwo uczestnikom i pracownikom przebywającym na terenie zarządzanej placówki przy ul. Kolejowej.

W związku zaistnieniem przypadków spadających gałęzi o przekrojach 3-5 cm, Pani Kierownik podjęła działania polegające na zgłoszeniu tego faktu do Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kolbuszowej. Drzewo, którego interwencja dotyczyła znajduje się na placu, który użytkowany jest przez podopiecznych ŚDS w celach rekreacyjnych, wśród uczestników zajęć są osoby o różnych stopniach niepełnosprawności zarówno intelektualnej jak i ruchowej czy też sprzężonej, są również osoby poruszające się na wózkach. Ogród i teren wokół placówki są kluczowym elementem terapii zajęciowej i rekreacji. Zagrożenie spadających gałęzi wymusza ograniczanie czasu przebywania podopiecznych na świeżym powietrzu, co wpływa negatywnie na proces ich rehabilitacji i dobrostan psychofizyczny. Spadające konary zagrażały również infrastrukturze budynku oraz elementom małej architektury których uszkodzenie wiązałoby się z kosztami naprawy dla jednostki budżetowej.

Należy nadmienić, że sposób wykonania redukcji korony drzewa nie był przedmiotem konsultacji z Urzędem, a Strażacy podejmując tego typu interwencje w pierwszej kolejności kierują się wyłącznie zapewnieniu bezpieczeństwa, i to do nich ostatecznie należała decyzja o zakresie wykonania redukcji gałęzi drzewa. Obecnie drzewo będzie przedmiotem obserwacji i zostanie objęte przeglądem dendrologicznym w celu zapobiegania możliwych wystąpień grzybów czy procesów zgnilizny.


W Kolbuszowej drzewa mają ostatnio wyjątkowego pecha. Zwłaszcza te, które stoją zbyt blisko instytucji publicznych. Najnowsza ofiara to dąb przy Kolejowej 2, który doczekał się tak zwanej „redukcji korony”, czyli w praktyce potraktowania go tak, jakby komuś bardzo zależało, żeby już za dużo nie urósł. Odpowiedź z Urzędu Miejskiego w tej sprawie dotarła i jest to lektura, która mogłaby spokojnie konkurować z literaturą sensacyjną.

Co ciekawe, pod pismem nie podpisał się ani zastępca burmistrza Krzysztof Wójcicki, ani sam burmistrz Grzegorz Romaniuk. Zamiast tego na pierwszą linię wysunięto kierownika Mateusza Czachora. Klasyczna sytuacja: kiedy robi się niewygodnie, zawsze znajdzie się ktoś, kogo można wysłać z odpowiedzią.

Z pisma dowiadujemy się, że gałęzie spadały „od dłuższego czasu”, Pani Kierownik ŚDS (bez imienia i nazwiska) zgłosiła sprawę do straży pożarnej, straż przyjechała i zrobiła, co uznała za stosowne, a urząd nie konsultował, nie nadzorował i nie decydował. Teraz natomiast drzewo ma być „obserwowane dendrologicznie”. Brzmi to jak instrukcja obsługi problemów w trzech krokach: zadzwonić po straż, patrzeć jak tną, napisać, że wszystko było dla bezpieczeństwa.

Tylko że zdrowy rozsądek podpowiada coś innego. Jeśli gałęzie spadały od miesięcy, to mamy dwie możliwości. Albo nikt o tym nie wiedział, co byłoby pokazem braku nadzoru nad terenem publicznym. Albo wiedzieli, ale nic z tym nie zrobili, co jest jeszcze ciekawsze. W obu przypadkach pojawiają się pytania, na które w piśmie nie ma odpowiedzi: dlaczego Pani Kierownik Elżbieta Wolosz nie zgłosiła problemu wcześniej, dlaczego Urząd nie podjął żadnych działań prewencyjnych, gdzie są przeglądy, gdzie dokumentacja, gdzie jakiekolwiek ślady, że ktokolwiek tym drzewem się interesował, zanim zaczęło przeszkadzać.

Najbardziej zastanawiające jest jednak to, że w sprawie drzewa dzwoni się od razu po straż pożarną. Strażacy są świetni, ale nie są od pielęgnacji drzew. Nie diagnozują, nie planują, nie formują koron. Ich zadaniem jest reagować na nagłe zagrożenia. A tu mamy sytuację, która według pisma trwała od dawna. Jeśli to było nagłe zagrożenie, to gdzie dokumentacja interwencji kryzysowej. Jeśli nie było nagłe, to dlaczego pominięto wszystkie procedury i specjalistów.

Efekt końcowy jest taki, że drzewo zostało potraktowane „na oko”, bez nadzoru, bez planu i bez konsultacji. A teraz ma być obserwowane. Świetnie, tylko kto będzie obserwował, kiedy, według jakich kryteriów, czy powstanie dokumentacja i dlaczego obserwacja zaczyna się dopiero po ogłowieniu. To trochę tak, jakby najpierw przeprowadzić operację, a dopiero potem zrobić badania.

Najciekawsze w całej historii jest jednak to, jak pięknie rozmywa się odpowiedzialność. Kto odpowiada za brak wcześniejszych działań. Kto podjął decyzję o wezwaniu straży zamiast specjalisty. Kto odpowiada za zakres wykonanych prac. Kto odpowie, jeśli drzewo nie przetrwa tej „terapii”. Na razie wygląda to tak: działania poza procedurami, decyzje bez nadzoru, odpowiedzialność w trybie „do ustalenia”.

Ale spokojnie. Wszystko jest pod kontrolą. Drzewo będzie obserwowane.

W związku z powyższym, w trosce o stan drzewostanu w Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy napisaliśmy do Pana Mateusza prośbę o udzielenie informacji publicznej.


Wnoszę o udostępnienie następujących informacji i dokumentów:
1. Dokumentacji dotyczącej wcześniejszych zgłoszeń lub sygnałów o spadających gałęziach z terenu ŚDS przy ul. Kolejowej 2, jeśli takie zgłoszenia były kierowane do Urzędu Miejskiego lub jednostek podległych.
2. Informacji o przeprowadzonych przeglądach drzewostanu na terenie ŚDS lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie w okresie ostatnich 3 lat, wraz z kopiami protokołów, zaleceń lub opinii.
3. Kopii zgłoszenia dokonanego przez Panią Kierownik ŚDS Elżbietę Wołosz do Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej, wraz z datą, formą zgłoszenia oraz opisem zgłaszanego zagrożenia.
4. Kopii dokumentacji PSP dotyczącej interwencji przy ul. Kolejowej 2, w szczególności:
• notatki służbowej lub raportu z działań,
• podstawy prawnej podjęcia interwencji,
• oceny zagrożenia, które uzasadniało użycie sił i środków PSP,
• informacji, kto podjął decyzję o zakresie wykonanych prac.
5. Informacji, czy Urząd Miejski konsultował zakres prac ze specjalistą (arborystą, dendrologiem) przed lub po interwencji PSP. Jeśli tak – proszę o udostępnienie opinii, zaleceń lub korespondencji.
6. Informacji, kto odpowiada za nadzór nad drzewostanem na terenie użytkowanym przez ŚDS oraz jakie procedury obowiązują w przypadku stwierdzenia zagrożenia związanego z drzewami.
7. Informacji o planowanej „obserwacji dendrologicznej” drzewa, w szczególności:
• kto będzie ją prowadził,
• w jakich terminach,
• według jakich kryteriów,
• czy powstanie z niej dokumentacja,
• czy przewidziano ocenę wpływu wykonanej redukcji na stan zdrowotny drzewa.
8. Informacji o osobach, które podjęły decyzję o wezwaniu PSP zamiast specjalisty od pielęgnacji drzew, oraz o podstawie tej decyzji.
9. Informacji o obowiązujących w Gminie Kolbuszowa procedurach opieki nad drzewostanem na terenach, których właścicielem lub zarządcą jest gmina, w szczególności:
• jakie regulacje wewnętrzne, instrukcje, zarządzenia lub procedury określają zasady pielęgnacji drzew,
• kto odpowiada za ich realizację,
• jakie są standardy postępowania w przypadku stwierdzenia zagrożenia związanego z drzewami.
10. Informacji, czy na terenach należących do Gminy Kolbuszowa przeprowadzane są kontrole arborystyczne, a jeśli tak:
• jak często są wykonywane,
• przez kogo (stanowisko, jednostka, firma),
• na podstawie jakiej umowy lub zlecenia,
• jakie są wyniki kontroli z ostatnich 3 lat,
• czy istnieją protokoły, raporty lub zalecenia – jeśli tak, proszę o ich udostępnienie.




 

 




wtorek, 31 marca 2026

Mucha nie siada

  
Wczoraj dostaliśmy  maila z biura rady miejskiej od popularnej w urzędzie pani Justynki! 
Dziękujemy!

Okazuje się że nasz wniosek w sprawie okaleczonego drzewa pod starym szpitolem trafił jednak do urzędu i został zarejestrowany:

pod poz. RPW/4840/2026-1P w dniu 16 marca 2026 roku. Biuro Rady Miejskiej w Kolbuszowej zaewidencjonowało Pański wniosek nadając numer sprawy sygn. 1510.1.2026. Przewodniczący Rady Miejskiej w Kolbuszowej pismem z dnia 18 marca 2026 roku przekazał niniejszy wniosek Komisji Skarg, Wniosków i Petycji celem rozpatrzenia na najbliższym posiedzeniu Komisji.

Cool!

Niestety gdziesik się zapodziały nasze poprzednie wnioski i skargi. Nie jesteśmy jednak małostkowi-
mogły się przecież  przewodniczącemu zapodziać. W to akurat jesteśmy w stanie uwierzyć.

Odpowiedzi ma udzielić sam wiceburmistrz Krzysztof Wójcicki. Widzieliśmy jednak projekt — rewelacji nie ma się co spodziewać. Sprawa jest jednak rozwojowa, bo wyjątkowo to drzewo lubimy.

W niedzielę burmistrz Romaniuk poczęstował nas żurkiem. Czyżby to sugestia, że  za swoją aktywność możemy pójść do pierdla?




 

poniedziałek, 30 marca 2026

Forma dopełniacza



Litwo, Ojczyzno moja...

Z braku lepszego zajęcia pochyliliśmy się z troską nad twórczością naszych samorządowców.

Uchwała o bezdomnych zwierzętach przeszła przez wszystkie szczeble urzędnicze, komisje i Radę Miejską — i nikt nawet nie zauważył literówki w tytule.

Czy ktoś to tam w ogóle czyta?

W magistracie same magistry, w radzie prawie sami uczeni, a dopiero my — po zawodówce — widzimy, że coś tu nie gra.






Za co wy wszyscy bierzecie pieniądze?

Na tym zresztą błędy tej uchwały się nie kończą. To dopiero początek.

Jest tam kilka błędów formalnych — do natychmiastowego poprawienia, a nawet kwiatek w postaci „umowy ustnej” — RIO to zakwestionuje na bank.Z  blachę sernika z makiem powiemy wam , gdzie, co i jak należy poprawić , aby nie było obciachu.

Azaliż... ciekawsze, jak zwykle, są jednak pieniądze. A właściwie ich podział.








Budżet 200 tysięcy — nie za wiele. Powiedzieć, że skromny, to nic nie powiedzieć.
Ale z tego 180 tysięcy na opiekę weterynaryjną? Ok, nie oszczędzamy na zwierzętach.
I teraz hit programu:
jak burmistrz Romaniuk zamierza utrzymać przez cały rok kilkadziesiąt zwierząt w schronisku za… 5 tysięcy?
Pięć. Tysięcy.
Na rok.
Na kilkadziesiąt zwierząt.
Czy to jest realne, czy to jest science fiction, czy może ktoś pomylił rubryki i kwoty?
Bo wygląda to tak, jakby psy i koty miały żyć powietrzem.

Nikogo z radnych za 13 stówek miesięcznie to nie zainteresowało?
Nie wstyd wam podpisywać się pod tym z imienia i nazwiska?

PS  Jak myślicie, wysłać wniosek w tej sprawie do Rady Miejskiej, czy sobie darować?