W całej tej internetowej młócce ktoś mimochodem rzucił ciekawą informację: na stadionie drzewami zajmowali się leśnicy, a przy starym szpitalu działała straż pożarna.
No i na pierwszy rzut oka wszystko wygląda poważnie. Fachowcy byli? Byli. No to o co chodzi?
Ano może o to, że nie każdy fachowiec jest od wszystkiego.
Leśnik, wiadomo – zawód potrzebny i szanowany. Tyle że leśnik pracuje w lesie. Tam ma zupełnie inne warunki, inne cele i inną „filozofię” pracy. W lesie robi się gospodarkę – wycinki, trzebieże, odnowienia. Drzewo jest częścią większej całości.
A w mieście każde drzewo to osobna historia. Rośnie między chodnikiem a ulicą, obok kabli, budynków i ludzi, którzy niekoniecznie chcą dostać gałęzią w głowę. Tu nie chodzi tylko o to, żeby coś przyciąć albo usunąć, tylko żeby drzewo przeżyło i było bezpieczne.
To już nie jest gospodarka leśna, tylko trochę jak medycyna.
I właśnie od tego są arborzyści. Tacy „lekarze od drzew”. Ocenią, czy drzewo jest stabilne, gdzie można ciąć, a gdzie lepiej nie ruszać, żeby za kilka lat nie było problemu. To nie jest wiedza „z piły”, tylko całkiem konkretna specjalizacja.
Ze strażą pożarną jest podobnie. Nikt nie ma wątpliwości, że to ludzie od zadań specjalnych. Jak się drzewo złamie po wichurze i wisi nad drogą, to właśnie oni robią robotę, której nikt inny nie zrobi tak szybko.
Tylko że to są działania ratunkowe. Tu chodzi o usunięcie zagrożenia, a nie o pielęgnację drzewa na przyszłość.
I teraz pojawia się pytanie – takie całkiem zwyczajne, bez żadnych wielkich oskarżeń.
Czy przy tak ważnym drzewie, jak ten dąb przy starym szpitalu, naprawdę nie warto było podejść do sprawy trochę bardziej… specjalistycznie?
Bo problem w wielu miastach wygląda podobnie. Ktoś coś przytnie, ktoś coś usunie, wszystko „zgodnie z procedurą”, a potem zostaje drzewo, które wygląda gorzej niż przed „pielęgnacją”. Za kilka lat zaczynają się choroby, próchnienie i kończy się tym, że jednak trzeba wyciąć.
I wtedy już nikt nie pamięta, od czego się zaczęło.
Może więc zamiast się przerzucać, kto miał rację, lepiej zadać proste pytanie: czy zrobiono wszystko, żeby to drzewo miało szansę normalnie żyć dalej?
Bo wyciąć albo przyciąć można w jeden dzień.
Ale żeby taki dąb urósł – potrzeba kilkudziesięciu lat.
I tego się już nie da przyspieszyć żadną decyzją urzędową.
Może już czas aby drzewami Naszej Wielgiej Lasowickiej Stolicy, zajęli się fachowcy?