Na portalu e-sesja, na którym funkcjonuje nasza rada miejska, jest bardzo fajna, użyteczna funkcja. Po przyciśnięciu nazwiska radnego możemy zobaczyć jego aktywność na sesji i poza nią.
W ten sposób można prosto i szybko ocenić, w jaki sposób radny pracuje za co najmniej 13 stówek za sesję.
Azaliż....niestety to już nie u nas .Ten przycisk zniknął. Podobno dlatego, żeby się Magiel z nas nie podśmichiwał.
Ponieważ jesteśmy poważnymi blogerami i w gupie plotki, to my nie wierzymy, co to, to nie. W poczuciu obywatelskiego obowiązku napisaliśmy więc list do szanownej dyrektor przedszkola nr 2.
Szanowna Pani Dyrektor,
na podstawie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej zwracam się z wnioskiem o udostępnienie informacji dotyczących zatrudnienia pracowników w Publicznym Przedszkolu nr 2 w Kolbuszowej.
Uprzejmie proszę o udzielenie następujących informacji:
Czy w roku 2026 zostały zatrudnione nowe osoby na stanowiskach niepedagogicznych (np. pomoc nauczyciela, woźna oddziałowa, pracownik obsługi, pracownik kuchni).
Jeżeli tak, proszę o wskazanie:
daty zatrudnienia,
stanowiska,
podstawy prawnej zatrudnienia (umowa o pracę, zastępstwo, inna forma),
trybu zatrudnienia, w szczególności:
czy przeprowadzono otwarty i konkurencyjny nabór,
jeśli nie – na jakiej podstawie odstąpiono od obowiązku publikacji ogłoszenia w BIP,
czy zatrudnienie nastąpiło w trybie zastępstwa lub innym wyjątku przewidzianym w ustawie o pracownikach samorządowych.
Proszę również o informację, czy w latach 2025–2026 opublikowano jakiekolwiek ogłoszenia o naborze na stanowiska niepedagogiczne w BIP jednostki lub BIP Gminy Kolbuszowa.
Azaliż...cudów się nie spodziewamy, ale ciekawi jesteśmy, co na to powi… audytor gminny.
Jak wyczytaliśmy w Gazetce Zakładowy, Nasz Jakże Umiłowany Poseł formuje nowy rząd w dalekiej Warszawie . Tymczasem w naszej Gminie, Rozwój+ już idzie pełną parą...
Wygląda na to, że kolejni radni idą do budżetówki za chlebkiem. Zaczyna siem bardzo skromnie od zamykania bramki w przedszkolu. Według naszej opinii jest to bardzo słuszna koncepcja. W 4 lata zrobi siem (refundowane) studia magisterskie i zostanie jakiemsik derektorem albo jeszcze lepi.
Azaliż... tu podpowiadamy, że trzeba się jednak śpieszyć, bo za trzy lata, dotychczasowa dyrektorka idzie na emeryturę.
W Kolbuszowej polityka od zawsze przypomina nasze lokalne mecze: trochę kurzu, trochę emocji, trochę tradycji i zawsze ktoś, kto twierdzi, że „to on załatwił”.
Od lat w tej swojskiej lidze gra poseł, którego mieszkańcy kojarzą głównie z tym, że przywozi z Warszawy różne fanty. Raz sikawkę, raz mikser, innym razem coś większego, co można uroczyście przeciąć i sfotografować.
Miejscowi włodarze chętnie podkreślają, że „tu milion, tam pięć, a gdzie indziej siedem”, choć wielu komentatorów zauważa, że powiat kolbuszowski od dawna jest wiernym zapleczem wyborczym PiS i to również miało wpływ na kierunek przepływu środków.
Ostatnio jednak można odnieść wrażenie, że nasz poseł zapragnął czegoś więcej. Jakby uwierzył, że to nie partia, nie układ sił, nie polityczna geografia, lecz jego osobista sprawczość stoi za każdym sukcesem. I tak oto zawodnik z V ligi zaczął rozglądać się za miejscem w ekstraklasie, jakby wystarczyło tylko podnieść rękę i już.
Niektórzy komentatorzy spekulują, że jeśli Mateusz Morawiecki umocniłby swoją pozycję, jego współpracownicy mogliby liczyć na awanse. W takim wariancie nasz poseł mógłby znaleźć się bliżej centrum decyzyjnego, może nawet w rządzie. W polityce zdarzały się już bardziej zaskakujące zwroty.
Są jednak i inne analizy, według których były premier może zostać zepchnięty na boczny tor, a jego zwolennicy — przesunięci na dalsze miejsca list. W takim układzie nasz poseł musiałby pogodzić się z powrotem do roli zawodnika rezerwowego, zanim jeszcze zdążył wybiec na murawę wyższej ligi.
A są i tacy, którzy rozważają możliwość powstania nowego ugrupowania. Wtedy Kolbuszowa stałaby się areną rywalizacji między dwiema listami — tą, z którą poseł był związany dotąd, i tą, która dopiero powstaje. To byłaby arytmetyka wymagająca nie tylko kalkulatora, ale i zimnej głowy.
Tymczasem w lokalnych rozmowach coraz częściej pojawiają się nazwiska, które,mogłyby zmienić układ sił, gdyby zdecydowały się na start.
Starosta Kardyś to nazwisko, które w powiecie zna niemal każdy. Gdyby pojawiło się na liście wyborczej, zrobiłoby się naprawdę ciasno. Nasz poseł musiałby walczyć nie o awans, lecz o samo miejsce w składzie.
Pojawiają się też opinie, że gdyby burmistrz Romaniuk wszedł do gry, kampania nabrałaby zupełnie innego tempa. W końcu to postać, która potrafi połączyć uroczyste otwarcie inwestycji z serdecznym uśmiechem do każdego mieszkańca, który akurat przechodzi obok.
Wszystkie te scenariusze od zmian w partii, przez nowe ugrupowania, po potencjalnych lokalnych kandydatów pokazują jedno: polityka, nawet ta powiatowa, rządzi się własną logiką. A ambicje, choć potrzebne, wymagają chłodnej kalkulacji. Bo zanim zacznie się marzyć o ekstraklasie, trzeba najpierw wygrać kilka meczów w lidze, w której naprawdę się gra.
Tak jakoś przykro nam się robi, gdy przynajmniej dwa razy dziennie przejeżdżamy obok straszliwie okaleczonego dębu przy ulicy Kolejowej.
Napisaliśmy w tej sprawie do Urzędu Miejskiego. Ponieważ urzędnicy kręcą jak Piekarski na mękach, postanowiliśmy zasięgnąć języka w Państwowej Straży Pożarnej.
Odpowiedział nam st. bryg. mgr inż. Krzysztof Samojeden, Zastępca Komendanta Powiatowego — za co dziękujemy.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to informacja, że pani kierowniczka ŚDS nie zadzwoniła, tylko osobiście pofatygowała się do straży, aby zgłosić „nagłe, bezpośrednie zagrożenie życia”.
To się zwyczajnie nie trzyma kupy.
Jeśli coś zagraża życiu tu i teraz, to dzwoni się pod 998 lub 112, a nie idzie pieszo do remizy.
Straż pisze:
„Zdarzenie zostało zgłoszone osobiście u dyżurnego (…) przez zarządcę obiektu.”
Tymczasem karta zdarzenia wygląda jak typowa karta sporządzona po zgłoszeniu telefonicznym — pole „nr telefonu” jest puste, a nigdzie nie ma wzmianki o zgłoszeniu osobistym.
To pierwsza poważna niespójność.
Druga: strażacy opisują, że konary były:
„suche, spróchniałe wewnątrz, nadłamane w poprzek i wzdłuż”.
A jednocześnie:
„Podczas interwencji nie wykonano dokumentacji fotograficznej (…)”.
Czyli nie mają żadnego dowodu na to, co opisują.
Ocena „spróchnienia wewnętrznego” bez cięcia, bez zdjęć i bez specjalisty jest po prostu nie do obrony.
Trzecia: PSP przyznaje, że:
„nie prowadzono konsultacji ze specjalistą z zakresu dendrologii lub arborystyki”.
A mimo to opisują szczegółowo stan fitosanitarny drzewa.
Strażacy nie mają kwalifikacji do takich ocen — i sami to wiedzą.
Czwarta: PSP twierdzi, że działania:
„nie były zabiegiem pielęgnacyjnym”.
Problem w tym, że usuwanie grubych konarów to właśnie zabieg arborystyczny, który wymaga:
dokumentacji,
uzasadnienia,
często zgody organu,
i przede wszystkim specjalisty.
Straż może usuwać zagrożenie, ale nie może wykonywać prac pielęgnacyjnych pod pretekstem zagrożenia, jeśli zagrożenie nie zostało udokumentowane.
Piąta: PSP pisze o „bezpośrednim zagrożeniu”, ale nie podaje żadnych obiektywnych kryteriów — brak zdjęć, brak pomiarów, brak informacji o spadających gałęziach, brak danych pogodowych.
To czyste gołosłowie.
Szósta: z karty zdarzenia wynika, że OSP została wezwana ponad godzinę później niż JRG.
Jeśli zagrożenie było „bezpośrednie”, to albo OSP powinna być wezwana natychmiast, albo w ogóle nie powinna być potrzebna.
To kolejna niespójność.
Siódma: PSP powołuje się na art. 1 ustawy o PSP — przepis ogólny, deklaratywny, który nie daje podstawy do cięcia drzew.
Brakuje odniesienia do przepisów, które faktycznie regulują takie działania.
Ósma: pole „dane zgłaszającego” w karcie zdarzenia jest puste, choć PSP twierdzi, że zgłoszenie było osobiste.
To po prostu się nie zgadza.
I na koniec rodzynek:
Strażacy w swoich dokumentach piszą, że drzewo jest niebezpieczne jak jasna cholera i że stanowi bezpośrednie zagrożenie życia. i należy je usunąć.
A urzędnicy z magistratu…
Piszą nam, że będą obserwować.
To wszystko się kupy nie trzyma.
To małe miasteczko, więc żeby nie było, że nie wiemy jak było i czego i gdzie należy szukać
Jeśli ten dąb zostanie wreszcie zostawiony w spokoju, jeśli pozwoli mu się dojść do siebie, o ile przeżyje to, co mu zrobiono — zostanie objęty ochroną jako pomnik przyrody, a pozostałymi drzewami zajmą się wreszcie prawdziwi arborystycy, to z naszej strony temat uznamy za zamknięty.Nie oczekujemy cudów, tylko minimum rozsądku i szacunku dla drzew, które rosły tu na długo przed nami.
Pan Konrad Batory słusznie zauważył, że progi zwalniające na ulicy Piłsudskiego naruszają zasady dotyczące budowy tego typu urządzeń na drogach. W związku z tym postanowił napisać list do urzędu miejskiego, w którym zwrócił się z prośbą o ich usunięcie.
W odpowiedzi otrzymał następującą informację:
Z polskiego na nasze.
Burmistrze napisały, że dzięki obywatelskiej postawie Pana Konrada wreszcie zauważyły, że te progi jednak są takie jakieś nie takie i nie spełniają norm ruchu drogowego. Dlatego zamówili projekt czegosik, który będzie spełniał te normy i jednocześnie uczyni ruch po tej ulicy (jeszcze) bezpieczniejszym.
Nie podziękowali, bo te typy tak majom.
Dziękujemy Panie Konradzie!
Azaliż..... zanim się te progi przebudują, minie rok albo z okładem. Ponieważ już władze wiedzą , że te progi są "nieprawidłowe" można skarżyć za wszelkie uszkodzenia samochodów na tych progach. Mile widziane pozwy cywilne wobec obydwu burmistrzów.
Inna sprawa, że nie da się w tym miejscu wstawić czegokolwiek, co przypominałoby progi. O szczegóły radzimy zwrócić się do kierowców wozów bojowych straży pożarnej.
Kolbuszowskie stowarzyszenie "Łapka w łapkę" na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt oraz ochrony ich praw.
Na co dzień wychodzą z portek i spódnic, aby pomóc (nie tylko) zwierzętom. Dziękujemy za ich trud, dzięki któremu świat jest trochę lepszy.
Azaliż... tak się jednak zastanawiamy. Skoro obowiązkiem własnym gminy jest opieka nad zwierzętami bezdomnymi, to dlaczego burmistrz Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy, Pan Grzegorz Romaniuk, nie pokrywa w całości kosztów ich chociażby wyżywienia? Stowarzyszenia mogą działać na zasadzie współpracy i wsparcia, ale to gmina jest zobowiązana do finansowania tych działań.
Nie chce nam się pisać do wojewodziny i RIO w sprawie tej uchwały z błędem nawet gramatycznym, ale jest ona cała do przerobienia. Może nasi drodzy (och jak drodzy) radni wzięli się do roboty, do której się zobowiązali?
. Podczas kolbuszowskich obchodów tragedii smoleńskiej starosta Kardyś zgodnie z lokalnym protokołem usiadł obok burmistrza Romaniuka. Na zdjęciu wygląda to jak scena zgody i współpracy, ale każdy, kto zna lokalne realia, widzi coś zupełnie innego. Dzieliło ich tylko jedno krzesło w praktyce — cała lista wzajemnych pretensji, urazów i politycznych rachunków, które od lat skutecznie blokują normalne funkcjonowanie powiatu i gminy.
Zamiast wspólnego działania dla mieszkańców mamy więc teatralne sąsiedztwo, w którym każdy siedzi sztywno, jakby pilnował, żeby przypadkiem nie wyglądało to na współpracę. Uroczystość uroczystością, ale lokalne animozje zawsze muszą wejść w kadr. I tak oto nawet rocznica narodowej tragedii staje się tłem dla małych, powiatowych wojenek, w których dobro mieszkańców przegrywa z prywatnymi urazami.
Krzesło między nimi było tylko rekwizytem. Prawdziwy dystans widać w spojrzeniach, gestach i w tym, czego od lat nie potrafią zrobić razem — choć powinni, bo to ich praca, nie osobista arena.
I może właśnie dlatego to jedno zdjęcie mówi o naszej lokalnej polityce więcej niż wszystkie oficjalne deklaracje o „współpracy dla dobra regionu”. Bo na deklaracjach się kończy, a na krzesłach — zaczyna prawda.
To zdjęcie z delegacją pod pomnikiem ofiar w Ukrainie miało pewnie pokazać powagę, pamięć i obecność samorządu. Niestety wyszło tak, że człowiek najpierw widzi nie gest, tylko zgrzyty. Pierwszy to ubiór — jakby każdy wyszedł z domu w tym, co akurat miał pod ręką. W miejscu pamięci oczekuje się choć odrobiny formalności, a tu wygląda to bardziej jak szybki przystanek w drodze na obiad niż oficjalna wizyta. Drugi zgrzyt to flaga. Biało‑czerwona z dopiskiem miasta to nie jest baner reklamowy, tylko symbol państwa, którego raczej nie powinno się przerabiać na tabliczkę informacyjną. W takim miejscu wygląda to zwyczajnie niefortunnie. No i wreszcie samo ustawienie — pozowane, sztywne, jak do kroniki, a nie jak moment zadumy. Trzech stoi, jeden klęczy, flaga rozciągnięta, wszystko jak pod publikę, tylko że efekt końcowy bardziej przypomina inscenizację niż autentyczny gest. Szkoda, bo intencja pewnie była dobra, ale zdjęcie zostawia wrażenie, że forma zjadła treść, a powaga miejsca przegrała z potrzebą zrobienia „pamiątkowej fotki”.
Tak z ciekawości... Program opieki nad bezdomnymi zwierzętami oraz zapobiegania bezdomności zwierząt musi być konsultowany z weterynarią i stowarzyszeniami działającymi na rzecz zwierząt z terenu gminy.
Był- punkt dla gminy i burmistrza Romaniuka.
Problem w tym, że był on podobny do tego z 2025 roku, a istotnym punktem w nim była straż miejska. Jednak już z uchwały ona zniknęła. Magia.
Oznacza to, że konsultacje nie dotyczyły rzeczywistego projektu uchwały, co stanowi istotne naruszenie art. 11a ust. 7 ustawy o ochronie zwierząt oraz zasad prawidłowej legislacji lokalnej. Czy nie jest to przesłanka do uchylenia tej uchwały przez nadzór wojewody?
Co na to radni, którzy za 13 stówek tego nie sprawdzili?
Burmistrz Romaniuk, w trosce o finanse publiczne, nie tylko zamyka szkoły „likwiduje” Straż Miejską. Poszedł jeszcze dalej i… przyciął także wydatki na odżywianie zwierząt w „przytulisku” do 5 tysięcy złotych rocznie. Brawo! Na wyłapywanie bezdomnych psów w gminie wydamy zaledwie 1000 zł. Rewelacja!
Gratulacje! Dzięki temu zaoszczędzimy około 80 tysięcy złotych w naszym gminnym budżecie. Cóż za wspaniałe podejście do finansów publicznych naszych włodarzy. Serce rośnie i w ogóle.Czyli pielgrzymki do Częstochowy przynoszą kolejne efekty.
Ażaliż… tak się zastanawiamy: ile kosztuje nas kopanie w gałę w 5. lidze? Czy ktoś to policzył?
Nie chodzi nam o wydatki na szkolenie dzieciaków, tylko o środki przeznaczane, na chujwico, na przykład promocję Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy na meczach. Po co to? Przecież starosta Kardyś już chyba wystarczająco dba o rozgłos naszego miasteczka.Jego jedna akcja w samo okienko (i to bez piłki) i więcej ludzi wie o Kolbuszowie niż przez cały sezon kopania gały.
Ile tego poszło w zeszłym roku z budżetu gminy? 200? 300? 400 tysięcy? Ile? Jaki to ma (dla nas) sens? Przecież nawet najlepsi na mistrzostwa świata, gdzie będzie 48 drużyn nie pojadom.
Na ostatniej sesji burmistrz Romaniuk, przyparty do muru, przyznał, że głównym powodem rozwiązania Straży Miejskiej było to, iż komendant nie wywiązał się z wcześniejszych ustaleń, jakie panowie wspólnie poczynili.
Tymczasem jeszcze w zeszłym roku burmistrz nie miał żadnych uwag co do pracy komendanta Sajdaka ani funkcjonowania Straży Miejskiej. Co więcej, po wysłuchaniu sprawozdania wręcz rozpływał się w pochwałach pod jego adresem.
W tej sytuacji nasuwa się pytanie: kiedy burmistrz Romaniuk minął się z prawdą – teraz czy rok wcześniej?
Czy ktoś wie, co trzeba zrobić , gdy zobaczymy bezpańskiego pieska? Gdzie zadzwonić?
Zamiast spokojnie korzystać z emerytury, nasz jakże umiłowany poseł stał się ostatnio zaskakująco nadaktywny. Zatrudnił nawet jakiegosik ucznia ze szkoły zawodowy, aby ogarniał mu Facebooka.
Pojawia się wszędzie tam, gdzie zbiorą się w miejscu publicznym choćby trzy osoby. Na dodatek natrętnie afiszuje się publicznie z byłym premierem, Mateuszem Morawieckim — tym samym, który zgodził się na warunkowość przy przyznawaniu środków z UE.
Złośliwi twierdzą, że nie chodzi o miskę ryżu, tylko o załatwienie posad w bankowości dla całej rodziny. Czy tak jest — nie wiemy. W każdym bądź razie widać, że bardzo przejął się swoją rolą.
Przyjrzyjcie się temu filmikowi, zwracając szczególną uwagę na usta i kciuki naszego posła.
W Kolbuszowej Wielkanoc jak zwykle przyszła znienacka — niby wiadomo, że będzie, ale człowiek i tak łapie się na tym, że jeszcze wczoraj szukał zimowych rękawiczek, a dziś już stoi z koszyczkiem w kolejce pod kościołem, próbując udawać, że wszystko ma pod kontrolą.
W tym roku ruch był taki, jakby całe miasto postanowiło pobić rekord Guinnessa na „najdłuższą kolejkę do święconki”. Jedni z koszyczkami, inni z reklamówkami, jeszcze inni z miną mówiącą: „nie pytaj, żona kazała”. Dzieci biegały, jajka turlały się po schodach, a ksiądz święcił z taką precyzją, że nawet kropla wody nie poszła na marne.
A my- życzymy Wam, drodzy Czytelnicy, żeby te Święta były spokojniejsze niż ruch na Rynku w sobotnie południe, cieplejsze niż słońce nad Nilem (tym naszym, kolbuszowskim), i radośniejsze niż mina sąsiada, który właśnie odkrył, że jednak udało mu się znaleźć wszystkie wielkanocne zajączki schowane przez burmistrza Romaniuka w okolicach rynku.
Niech Wam się darzy, niech Wam się śmieje, niech Wam się dobrze żyje — a po Świętach wracamy do maglowania lokalnych absurdów, bo jak wiadomo: Kolbuszowa nigdy nie zawodzi.
Wraz z likwidacją Straży Miejskiej rozpoczął się nieprawdopodobny chaos w naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy. Nikt nie wie, kto, jak i za co ma wyłapywać bezdomne zwierzęta. Nagle zaroiło się od aut nieprawidłowo zaparkowanych na chodnikach, a śmieci walają się wszędzie. Na Górny, gdy zaświeciło słoneczko, nagle czuć smród z rowów przydrożnych, gdzie ktosik nielegalnie podłączył kanalizację sanitarną.
Czy będzie więc reaktywacja Straży Miejskiej? Kto wie?
Azaliż… przyjrzeliśmy się uchwale likwidacyjnej i…
Najbardziej wątpliwy element to § 4 – wejście w życie z dniem podjęcia.
Jeśli ta uchwała powinna być aktem prawa miejscowego, to: nie może wejść w życie z dniem podjęcia, musi być ogłoszona w dzienniku urzędowym. Dopiero po ogłoszeniu i vacatio legis staje się skuteczna. Brak ogłoszenia = uchwała nieważna z mocy prawa.
To najbardziej niekorzystna dla burmistrza Romaniuka opinia prawna. Są jeszcze inne, mniej dołujące, ale i one mówią o potencjalnym łamaniu prawa przez naszych samorządowców, bo nigdzie nie wyjaśniono, dlaczego tak się z tą likwidacją śpieszą. Uzasadnienie mówi o „racjonalnym gospodarowaniu środkami”, ale nie tłumaczy, dlaczego likwidacja musi nastąpić natychmiast.
Brak analizy alternatyw.
§ 2 mówi tylko o „rozpoczęciu likwidacji z dniem wejścia w życie uchwały”.
Nie ma terminu zakończenia ani trybu przekazania mienia, dokumentacji i obowiązków. Czyli w Kolbuszowej działa RSM- Rozwiązana Straż Miejska?
A gdzie prawa pracownicze?
Jakby na to nie patrzeć, wygląda to fatalnie. Jak 21 radnych za co najmniej 13 stówek, tego wszystkiego nie zauważyło?
Wczorajsze dwa wpisy na blogu były – oczywiście – żartami prima aprilisowymi. Trzeba jednak przyznać, że nowa ekipa w ratuszu ma bardziej luźne podejście i spory dystans do siebie oraz do tego, co robi. To może być całkiem dobry prognostyk na przyszłość.
Dlatego warto nie tylko ich chwalić, ale też uczciwie wytykać ewidentne błędy. Trudno bowiem przejść obojętnie obok drukowania nikomu niepotrzebnych kartek z życzeniami, szczególnie gdy odbywa się to kosztem oszczędzania na bezdomnych zwierzętach.
Swoją drogą, na te pocztówki „pod piłę” poszło całkiem spore drzewo.
Jak wszyscy wiedzą, odwiedziliśmy magistrat. Podczas pobytu wetknięto nam w rękę taką oto kartkę.
Jaki jest sens produkcji takiego badziewia które kosztuje więcej niż całoroczne dożywianie zwierząt W schronisku w Naszej Wielkiej Lasowiackiej Stolicy?
Tak, stało sięm, udaliśmy się z samego rana do magistratu z przeprosinami. Po dłuższych negocjacjach z włodarzami, udało nam się uzyskać sowitą dotację z Unii Europejskiej na prowadzenie portalu informacyjnego- Kolbuszowski Magiel. Ostatnie formalności dopina (jakże pięknym- rozmarzyliśmy siem) kolanem Pani Monika Fryzeł.
Ruszamy od 1 maja w nowej formie, oraz objętości. Udało nam się pozyskać do współpracy byłą pracownicę urzędu gminnego, aktywistkę samorządową- Panią Asię (znowu schudła), która będzie prowadziła dział - Prosto z ratusza, a nawet jeszcze więcy. Będzie też tworzyć z Panią Moniką Fryzeł dział modowy.
Korektą zajmować się będzie Pani Urszula Kaczmarczyk- nigdy więcej błędów i literówek.
Jej mąż Pan Mirosław będzie redagował rubrykę- Moje samorządowe wspomnienia... Już w pierwszym odcinku- ..., i wtedy ja mu mówię-Zbyszek co się będziesz marnować na tym burmistrzowaniu, a zostań se posłem..." .
Nie zabraknie też (a jakże) kącika poetyckiego, którym opiekować się będzie doktor Janusz Radwański,
Kolbuszowska miniatura
Na rynku dzwoni poranek, brukiem niesie się gwar,
pod lipą ktoś wspomina czasy, gdy świat był bardziej „zaraz”.
W skansenie cisza jak z bajki — strzechy mrugają do drzew,
a wiatr, stary gawędziarz, niesie opowieści wbrew.
Dęby stoją jak strażnicy, pamiętają każdy krok,
każdą rozmowę pod sklepem, każdy sąsiedzki rok.
A miasto — niby niewielkie, a jednak w sercu ma świat,
bo tu historia oddycha, a codzienność tańczy w takt.
Dziękujemy naszym włodarzom za zrozumienie i wsparcie, na pewno ich nie zawiedziemy podczas kampanii wyborczej do sejmu w 2027 roku!