Są w życiu samorządowym pewne zasady, które wydają się tak oczywiste, że aż wstyd o nich przypominać. A jednak — patrząc na lokalne realia — wygląda na to, że niektórym trzeba je wypisać dużymi literami, najlepiej na kartonie i powiesić na drzwiach urzędu.
Bo jak inaczej tłumaczyć fakt, że wciąż zdarzają się osoby, które nie widzą nic niestosownego w tym, że radny zatrudnia najbliższą rodzinę w instytucjach zależnych od samorządu. Albo że radny pracuje w fundacji gospodarującej na mieniu gminnym, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Przecież to kwestia elementarnego wyczucia. Tego, co kiedyś nazywano „obyczajnością publiczną”.
Podobnie trudno przejść obojętnie obok sytuacji, gdy lokalny przewodnik duchowy zamienia swój profil na Facebooku w tablicę ogłoszeń jednej konkretnej partii. Sympatie ,sympatiami,, ale są granice, których przekroczenie robi więcej szkody niż pożytku — i to wszystkim, niezależnie od poglądów.
A skoro już o granicach mowa — okaleczanie drzew, zostawianie po nich smutnych, bezbronnych kikutów, to kolejny przykład tego, jak łatwo zapomina się, że przestrzeń publiczna to nie prywatny ogródek. Drzewo nie powie, że boli. Ale każdy, kto ma oczy, widzi, że boli.
A teraz crème de la crème lokalnej sceny
W Kolbuszowej szykuje się wydarzenie, które może przyciągnąć więcej ciekawskich niż niejedna sesja rady. Na spotkanie z kandydatem PiS na premiera — jak donoszą lokalne rozmowy — może pojawić się duet, który od miesięcy elektryzuje lokalne media i komentarze mieszkańców.
Z jednej strony starosta Kardyś — postać, która potrafi wywołać burzę jednym zdjęciem, jednym zdaniem, a czasem nawet samą obecnością.
Z drugiej burmistrz Romaniuk — człowiek dialogu, spokoju i miękkiej dyplomacji, który w ostatnich miesiącach stał się niemal symbolem „umiarkowanego tonu” w lokalnej polityce.Robi dokładnie to samo co starosta Kardyś, tyle tylko że w białych rękawiczkach i z uśmiechem na twarzy.
Czy obaj panowie pojawią się na tym samym wydarzeniu?
Czy usiądą obok siebie?
Czy wymienią uścisk dłoni, czy tylko spojrzenia?
Tego nie wiemy. Ale jedno jest pewne:
Warto przyjść i zobaczyć to na własne oczy.
Bo czasem polityka lokalna jest ciekawsza niż ogólnopolska — bardziej ludzka, bardziej emocjonalna, bardziej… kolbuszowska.
P.s. Z cudów Kolegiaty.
Nasz jakże Umiłowany Poseł, zauważył był, że do Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy przyjedża Pan Czarnek. Na tą okazje podobno zrezygnował nawet z planów urlopowych.
Cuda ,cuda!