Wygląda na to, że w wyborach do parlamentu w 2027 roku , miejscowy PiS straci wiele głosów, na rzecz Ruchu Narodowego marszałka Boska.
Dodając do tego romanse burmistrzów w stronę Koalicji Obywatelskiej, to zaczyna się naprawdę ciekawa kampania wyborcza w Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy.
Na spotkanie z posłem Gawlikiem z KO pociekli solidarnie: burmistrz Grzegorz Romaniuk, następca Krzysztof Wójcicki oraz przewodniczący Jan Fryc. To oni nie są już z Pisem?
Te wczorajsze dodatkowe 1000 złotych potrzebne są staroście Kardysiowi jak umarłemu (odpukać w niemalowane) kadzidło. Ile więcej tej kaszki może on bowiem zjeść? Po co więc zgodził się na tę podwyżkę? I dodatkowo — po jaką cholerę zrobił to tak ostentacyjnie?
Przecież wystarczyło pozwolić europosłowi Tomaszowi Buczkowi się wypowiedzieć, podziękować za wyrażoną troskę, pogratulować zostania europosłem i jasno określić, jakie oczekiwania wobec niego ma się w kontekście jego pracy w Brukseli.
W Gazetce Zakładowej zapieliby nad wielka kulturą osobistom starosty, w Kolbuszowa Lokalnie pochwaliłby europosła za troskę, a Kolbuszowski Magiel (ten typ tak ma) wyśmiałby krawat starosty. I rozeszłoby się to po kościach.
A gdyby na dodatek, na samym początku obdarowali pana Tomasza kwiatami wręczonymi przez jakąś postawną urzędniczkę (w typie pani Joanny, która pracowała jeszcze niedawno w ratuszu), byłoby po ptokach.
Ale to byłoby za proste. Zamiast — choćby symbolicznie — uhonorować pierwszego europosła z naszego powiatu, ostentacyjnie, wraz z przewodniczącym Burkiem, nie dopuścili go do głosu. Kto więc wyszedł tu na buraka, i to pastewnego?
To, co dzieje się w starostwie kolbuszowskim, to taka średnia krajowa. Układy, wzajemna siatka powiązań, nie do końca kompetentni znajomi i pociotkowie na stanowiskach. Sam starosta to osobna kategoria — gdyby jednak umiał ładnie mówić po polsku i miał trochę więcej ogłady, byłby powyżej średniej. Niestety tak nie jest. Na dodatek w radzie powiatu wprowadzono rzadko spotykany zamordyzm. Niby wszystko idzie gładko, zgodnie z prawem, ale widać, że to tylko tania sztuka z marnymi aktorami.
Wymiana starosty nic tu nie da. Tam po prostu nie ma ludzi gotowych, aby pociągnąć powiat do przodu — zadbał o to sam… starosta.
Moim zdaniem należy wykorzystywać wszystkie dostępne w ramach prawa środki, aby wymusić na radnych rzetelną pracę. Zacząć można choćby od projektu uchwały wniesionej przez mieszkańców o zmianie statutu i wprowadzeniu punktu o obowiązku publikacji projektów uchwał w BIP urzędu na tydzień przed sesją.
Azaliż — jak dowiedzieliśmy się od wróżki Hazar, przebywającej na tournée po Stanach Zjednoczonych — europoseł Tomasz Buczek wykazał się wielkim hartem ducha i determinacją, przybywając na sesję. Miał bowiem dopiero co zejść ze stołu operacyjnego i dostał tylko kilkugodzinną przepustkę ze szpitala. Co ciekawe (gdyby ktoś chciał go odwiedzić), leży (jak widzi to wróżka) w kilkunastoosobowej sali.
W środowym wywiadzie dla radia Viva starosta Kardyś powiedział nam wszystkim jaką maksymą się w życiu kieruje:
Lepiej być niż mieć.
Nie jest to chyba prawdą, skoro na dzisiejszej sesji rada powiatu pochyliła się z troską nad pensją starosty i... podwyższyła ją o... 1087 złotych
Cool!
Podczas odczytywania tekstu uchwały.... pominięto uzasadnienie. To wzburzyło obecnego na sesji europosła Tomasza Buczka który chciał zabrać głos w tej sprawie przed głosowaniem. Przewodniczący Burek nie udzielił mu jednak głosu. Mimo to europoseł (kawał chłopa) przytrzymał się mocno mównicy i nazwał to: Butą chamstwem i arogancją. Podziękował tez przewodniczącemu i staroście za to że był na poprzednich sesjach szykowany, bo dzięki temu został europosłem- trudno się z tym nie zgodzić.
Po tym oświadczeniu przewodniczący Burek chciał odebrać głos posłowi i gdy się to nie udało przerwał obrady.
Po 10 minutach wznowiono obrady. Podwyżkę przegłosowano 15 do jednego. Dwie osoby się wstrzymały.
Czekamy na wystąpienie europosła Tomasza Buczka w sprawach różnych.
Ostatni śnieżek, który spadł na Naszą Wielgom Lasowiacką Stolicę, obnażył w całej okazałości, że zapewnienia burmistrza Romaniuka, iż jesteśmy silni, zwarci, gotowi – są nieco nad wyraz. Najbardziej wyszło to na odcinku komunikacji z mieszkańcami i strażakami.
Na sesji zwróciła na to uwagę radna Katarzyna Furtak-Draus – nie ma gotowych procedur, które mają z automatu działać w przypadku konkretnych zdarzeń.
Wszystko dzieje się na zasadzie wolnej amerykanki i pospolitego ruszenia. Jeśli strażacy z OSP pracują ponad sześć godzin, komenda PSP powinna to zgłosić z automatu do gminy i powinien być wydany posiłek regeneracyjny. Komu konkretnie mają to zgłosić? Na przykład o drugiej w nocy?
Komu strażacy OSP mają zgłosić, że łańcuch do piły im się stępił, zerwał, cokolwiek – po godzinach urzędowania? Kiedy dostaną pomoc? Kto za to imiennie odpowiada? To nie może działać na zasadzie, że mamy dzwonić do burmistrza Romaniuka w środku nocy i on ma to załatwić. To ma być gotowy system – którego nie ma.
A co jeśli w tym czasie, gdy będzie potrzebny, burmistrz będzie na Ukrainie bez zasięgu? Co wtedy, panie burmistrzu? A co jeśli w ponad dwudziestotysięcznej gminie pomocy będzie potrzebować naraz pięćdziesięciu mieszkańców – co może się zdarzyć – i nie odbierze Pan na czas pozostałych czterdziestu dziewięciu połączeń?
Aby zatrzeć nieprzyjemne wrażenie powszechnej niemożności, które powstało pod koniec sesji, posłużono się socjotechniką, poziom level.
. Burmistrz Romaniuk ze łzami w oczach zagaił, jak tuż przed końcem urzędowania zadzwonił sołtys z prośbą o pomoc i on – zamiast rzucić wszystko i pójść do domu – załatwił agregat, elektryka i wszystko, co trzeba. Wzmocnił to sołtys, potwierdzając, że to wszystko święta prawda, a przyklepał przewodniczący rady, którego syn został ostatnio drektorem czegoś tam w gminie. Wyszło na to, że oni mogą wszystko, czekają komu by tu pomóc, nawet mają na to milion złotych rezerwy, – tylko… ludzie nie dzwonią.
A tak swoją drogą – jaki to jest ten tajemniczy numer do burmistrza, który wszyscy znają i dzwonią, a my o nim nie wiemy?
Ponieważ ostatnio nie śpimy po nocach, po zapewnieniach burmistrza, że bierze on całą odpowiedzialność na siebie, postanowiliśmy do niego zadzwonić.
27 Listopada 2025 Do Urząd Miasta i Gminy Kolbuszowa ul. Obrońców Pokoju 21 36-100 Kolbuszowa
Szanowni Państwo,
Na podstawie art. 61 Konstytucji RP oraz art. 2 ust. 1 w związku z art. 10 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, zwracam się z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej.
Proszę o podanie numeru telefonu komórkowego, o którym Burmistrz Miasta i Gminy Kolbuszowa mówił podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej, wskazując, że mogą na niego dzwonić wszyscy mieszkańcy o każdej porze.
Burmistrz Romaniuk całkiem niedawno, w swojej uroczystej odezwie do miasta i świata, ogłosił, że „jesteśmy przygotowani na wszystko, a nawet jeszcze więcej”. I że on sam bierze za to pełną odpowiedzialność. Brzmiało to jak zapowiedź hollywoodzkiego filmu o bohaterskim samorządowcu, który własną piersią powstrzyma każdą katastrofę.
A potem przyszła rzeczywistość.
Wystarczyły zwykłe, nie jakoś przesadnie wielkie zamiecie i zawieje śnieżne — i zostaliśmy z gołym tyłkiem na mrozie. Miasto stanęło, ludzie krążyli jak pingwiny na oblodzonych ulicach, a drogowcy chyba dopiero sprawdzali w google, czym się różni pług od traktora.
Podobno teraz burmistrz tłumaczy, że to „wina złej prognozy pogody”, bo zwiać zawiało, ale nie zamietło, a on się bardziej przygotował pod to zamiecenie, a nie zawianie. Po prostu pogoda się nie dostosowała do planu. Brzmi to jak mem, ale niestety — to realne zarządzanie miastem.
Do tego stopnia ludzi to zdenerwowało, że nawet strażak z Korso — zwykle spokojny chłop — wjechał burmistrzowi na ambicję, pisząc wprost, że takiego chaosu dawno nie widział. A jak strażak mówi, że „źle”, to znaczy, że naprawdę jest dramat.
I teraz człowiek zaczyna się zastanawiać:
Skoro zwykła śnieżyca rozłożyła nasze „przygotowanie na wszystko”, to co się stanie, jak nas ruskie zaatakują? Jeśli przy kilku centymetrach śniegu władza gubi buty, to przy czymś poważniejszym zgubimy pewnie pół powiatu.
Ale spokojnie — może wtedy też powiemy, że to „nie taką prognozę dostaliśmy”.
Żyjemy w przepięknym kraju, niestety Polska jako państwo to niesamowite dziadostwo.
Po części winny temu jest.... tak , tak- Nasz Jakże Umiłowany Poseł. Swoje sukcesy liczy w załatwionych sikawkach dla OSP, mikserach dla KSG oraz kilometrach uzyskanych dotacji na remont dróg. Tego od niego wymagamy.
Dlaczego jednak nie rozliczamy go z dobrych ustaw?
Mamy więc to co mamy. Od 2018 roku gminy mają obowiązek publikowania projektów uchwał, ale... nie obowiązuje to powiatów i województw. Dlaczego nie Panie pośle?
Dzięki temu nie wiemy, ile starosta Kardyś zaprojektował sobie podwyżki. Teoretycznie, można wysłać wniosek o udostępnienie informacji publicznej, ale Pan Stec ma 14 dni żeby na to odpowiedzieć. Czyli odpowie jak będzie już po ptokach.
W praktyce, jeśli chcemy zmienić powiat na lepsze, należy przede wszystkim wprowadzić do statutu powiatu - obowiązek publikowania projektów uchwał na przynajmniej 7 dni przed sesją.
Wypada więc zgłaszać radnym taką potrzebę, pisać wnioski o udostępnienie projektów uchwał , wnieść petycją do rady, oraz wystąpić w inicjatywą uchwałodawczą w tej sprawie.
Tu podpowiadamy, że z braku czegoś lepszego do roboty, mógłby się tym zająć szef biura posła Tomasz Buczka- Pan Piotr Kaczkowski.
Kariera starosty Józefa Kardysia mogłaby pod wieloma względami służyć jako przykład, że samozaparciem, siłą woli i cieżką pracą, można w życiu osiągnąć (prawie) wszystko. Urodził się w podkolbuszowskiej wiosce zbitej dechami, w biednej, wielodzietnej rodzinie. Od najmłodszych lat pomagał rodzicom ciężką pracą. Gdy w Naszej Wielgiewj Lasowiackiej Stolicy miał jedną z pierwszych taksówek bagażowych, wydawało się, że osiągnął już szczyt możliwości.
Ale nie — dzięki pracy za granicą postawił kurnik, który dzięki innowacjom i uporowi stał się najlepszym w okolicy. Mimo to porzucił spokojne życie przedsiębiorcy i ruszył w świat samorządowych przygód. Jedna fundacja, druga, rada powiatu… A kiedy wydawało się, że dotknął sufitu — bach! Okazało się, że sufity bywają z betonu, zwłaszcza te z napisem „wykształcenie wyższe wymagane”. Podjął więc naukę w szkole wyższej (namówiony przez dyrektora Kaczmarczyka) i zdobył nawet magistra. Sporo to kosztowało…
I tak został kiemsik. A nawet bardziej niż kiemsik— został starostą. Prawdopodobnie byłby dziś wspominany jako jeden z lepszych lokalnych włodarzy, gdyby… no właśnie. Gdyby zrozumiał, że to, iż może coś zrobić, nie oznacza jeszcze, że powinien.
Bo przecież było wszystko: siłowa likwidacja oddziałów w szpitalu, słynna wycieczka do Zambii, rezygnacja ze stanowiska starosty na dwa dni, żeby wpaść na emeryturę, oraz nieuzasadnione podwyżki pensji. Jedną próbował zrzucić na radnych — bo uchwalili, jak był akurat na urlopie. Drugą tłumaczył, że mu się przecież należy, bo pracuje, ach, jak on pracuje.
No i teraz — znowu to samo…
W ministerstwie odniesiono kwotę bazową o 89 złotych. I owszem, od tej kwoty liczy się wynagrodzenia w całym samorządzie. Ale to wcale nie oznacza, że starosta Kardyś musi sobie nabijać pensję do maksymalnego poziomu, czyli o kolejne 900 złotych. Jesteśmy jednym z najbiedniejszych powiatów w Polsce. Pensja starosty składa się z podatków, które płacimy z naszych wynagrodzeń. Skoro są one niskie, to może po prostu nie stać nas, aby wypłacać staroście 21 tysięcy miesięcznie? Naszym zdaniem — 18 tysięcy byłoby aż nadto.
To samo dotyczy burmistrza Romaniuka i wójtów ościennych gmin — ich wynagrodzenia powinny być proporcjonalnie niższe, adekwatne do realiów, a nie do marzeń o byciu ministrem finansów.
Starosta Kardyś ma jednak wciąż szansę zapisać się dobrze w pamięci mieszkańców. Jeszcze może pokazać klasę. Wystarczyłoby jedno mądre, symboliczne „nie” wobec pokusy własnej kieszeni. A później już tylko rezygnacja ze stołka starosty i... wakacje. Panie Józefie! .... życie jest takie krótkie.
Urzędnicy miejscy nareszcie przyznali, o co chodzi z tym budżetem na 2026 rok- to prowizorka. Nie wierzycie?
Wszyscy kolbuszowscy urzędnicy mają co najmniej jednego magistra (w rodzinie) . Ba! Podobno nawet pani sprzątająca ma magistra (z filozofii). Więc nie wierzymy, że nie rozróżniają prowizorium od projektu, chociaż wyrazy te są tak cholernie do siebie podobne. Prawda?
Czyli burMistrzowie wiedzą, że przygotowany przez nich projekt budżetu jest tak zły że...nie przejdzie. Więc się nie certolili i od razu przygotowali prowizorium.
Strach siem bać.
PS Panie sprzątające są bardzo fajne, ogarniają swoją robotę a tam nie wszystkim się to udaje.
Budżet Naszej Wielgiej Lasowickiej Stolicy na 2025 rok był pierwszym zaplanowanym od wielu lat z nadwyżką. Czyli po podliczeniu wydatków i dochodów zostaje nam pieniędzy w kieszeniach. Cool!
Czyli Romaniukowe spełniały obietnicę wyborczą- ograniczenie deficytu i spłatę długu.
Brawo!
Niestety wyszło jak zwykle-czyli deficyt na ponad 7 milionów.
Nasza gmina to takie dziwne miejsce, że najpierw się cosik robi, a dopiero później dorabia do tego papiery.
Nasi burMistrzowie tak się śpieszyli z likwidacją szkoły w Domatkowie, że.... zapomnieli przegłosować uchwałę ze zmianą sieci szkół. Zamiast tego (jak się okazuje), zrobili tylko osobną uchwałę łączącą obwody w Domatkowie i Bukowcu.
Teraz dla odmiany wyłączają z obwodu w Bukowcu przysiółek w Brzezówce który od lat i tak jest nieformalnie w obwodzie w Kolbuszowskiej Dwójce.
Dlaczego teraz jednak traci moc tylko jedna uchwała? Tego nawet najstarsi urzędnicy nie wiedzą.
Teraz już wszystko jasne: burmistrz z przewodniczącym Rady Miejskiej ruszają na pielgrzymkę do Częstochowy. Nie po duchowe wsparcie, lecz po cud budżetowy — bo projekt finansowy naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy na rok 2026 zakłada 17 milionów złotych deficytu.
Mają chłopaki rozmach. I wiarę. W cud, w dotacje, w zapomnienie.
Oczywiście winę zwalają na poprzednią ekipę, z burmistrzem Janem Zubą na czele. Temu samemu któremu, nota bene, niedawno wręczyli tytuł Honorowego Obywatela. Za co? Za deficyt? Za stadion? Za styl?
Ale najciekawsze jest to, że kluczowi członkowie obecnej władzy jeszcze niedawno popierali rękami i nogami wszystko, co robił poprzedni burmistrz. Teraz udają, że nie pamiętają? A może to Lasowiacka wersja amnezji budżetowej?
Zapowiadają się niezwykłe atrakcje, do tego stopnia, że w Bukowcu kupują maszynę do popcornu.
Oj będzie się działo.
To ile teraz będzie wynosiło zadłużenie? 72 miliony? A miało być tak pięknie, po amerykańsku.
Z braku tematu, weny i być może również sensu życia, nadredaktor Bartosz Posłuszny z Gazetki Zakładowej postanowił podzielić się z lasowiackim ludem, złotymi myślami na temat… jak zachować się w sklepie. Tak, dobrze czytasz. W czasach inflacji, kryzysu mieszkaniowego i moralnego rozkładu elit, nasz lokalny Platon postanowił rozwiązać problem numer jeden naszej lokalnej społeczności: kolejki do kasy.
Przeczytaliśmy ten tekst trzy razy. I, za jasną cholerę, nadal nie wiemy, co zrobić, gdy:
-są trzy kolejki (a nie daj Boże, cztery),
-za nami stoi kobieta w ciąży, lewicowy mocno leciwy emeryt, emerytka z laską, albo- co gorsza - wyjątkowo ładna blondynka z butelką wina i spojrzeniem jak z reklamy Lidla.
-czy wypada przepuszczać w kolejce osobę, która ma tylko jedno piwo, ale głośno rozmawia przez telefon o tym, jak bardzo nienawidzi ludzi
Wygląda na to, że temat przerósł redaktora. A może to my jesteśmy zbyt prości, by pojąć głębię tej moralnej instrukcji obsługi wózka sklepowego.
Dlatego pozwalamy sobie delikatnie zasugerować, że Pan Bartosz mógłby zająć się nieco bardziej palącymi tematami, na przykład:
-Co zrobić, gdy jesteś posłem, a twój kolega właśnie kupuje działkę od Skarbu Państwa za cenę dwóch paczek kabanosów i obietnicę, że „to dla dobra regionu”.
-Jak się zachować, gdy jesteś dyrektorem Zespołu Oświatowego, a jedziesz do Rzeszowa reprezentować gminę w dresie z promocji w Pepco.
.
Panie Bartoszu, świat czeka na Pana analizy. Kolejka do kasy to tylko wierzchołek góry lodowej. A my, czytelnicy, z niecierpliwością czekamy na kolejne odcinki:
„Jak się zachować przy kasie samoobsługowej, gdy kod z pietruszki nie wchodzi?”
oraz
„Czy można zyskać punkty do przyzwoitości, jeśli się nie ma karty lojalnościowej?”.
W Kielnarowej odbyła się konferencja "Dwujęzyczni od przedszkola" , była tam dyrektor kolbuszowskiego Przedszkola publicznego nr 1, która dostała dyplom że wzięła udział w tym programie.
Na stronie ratusza ukazała się stosowana relacja wraz ze zdjęciem.
Sztampa. Azaliż.... tak naprawdę był tam też syn przewodniczącego rady miejskiej , do którego burmistrza ma bezwzględne zaufanie.
Nie zmieścił się w relacji ponieważ ... był tak jakoś nie tak ubrany. I tu się z urzędnikami miejskimi zgadzamy- derektor mógł się jakoś przyzwoicie ubrać.Wygląda jak jakiś pracownik gospodarczy albo co. Warto też zwrócić uwagę, na kwaśną minę radnej Ewy Draus, której uśmiech zszedł z twarzy, gdy do zdjęcia dołączył Pan Tomasz.