poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Mniejsze defraudacje starosty

 Przewodnicząca KO w powiecie kolbuszowskim, pani Izabela Kolis-Zimny, miała zdradzić, że nie warto  refendować w sprawie starosty, ponieważ nie było żadnych „większych defraudacji”.



No i właśnie nad tym określeniem warto się chwilę zastanowić.

Jakich defraudacji?

Bo skoro nie było „większych”, to czy w domyśle były jakieś mniejsze? Takie, którymi – zdaniem pani przewodniczącej – nie warto sobie zawracać głowy?

Może dziś poprzeczka jest po prostu ustawiona bardzo wysoko. Skoro gdzieś tam rząd przewraca milionami, a nawet miliardami, to może lokalne, „drobniejsze” sprawy przestają robić wrażenie?

Tylko że mieszkańcy powiatu kolbuszowskiego mają prawo wiedzieć, o co dokładnie chodziło pani Zimny. Bo słowo „defraudacja” nie jest przecież niewinnym określeniem.

Jeżeli więc nie było „większych defraudacji”, to nasuwa się całkiem naturalne pytanie:

czy były jakieś mniejsze? A jeśli tak – to jakie?

Oczywiście, być może pani przewodnicząca użyła tego słowa zupełnie niefortunnie. Tym bardziej warto, aby wyjaśniła, co dokładnie miała na myśli, zamiast pozostawiać mieszkańców w sferze domysłów.

Bo my możemy się tylko domyślać. A skoro już mamy się domyślać – to domyślajmy się głośno.





Azaliż.... tu trzeba jakby na to nie patrzeć  pochwalić wiceburmistrza Krzysztofa Wójcickiego.

Gdy Pani Iza zaczęła atakować starostę i europosła Buczka spuścił głowę, skurczył się i... schował .za przewodnicząca. czyli ma jeszcze jakieś poczucie wstydu.


sobota, 15 sierpnia 2026

Cudze chwalicie, cudzego nie znacie

Problem z narzekającymi na Kolbuszową Polakami mieszkającymi we Francji, Angli czy w Stanach polega często na tym, że tak naprawdę… nie znają kraju, w którym sami mieszkają.

Zawsze, gdy rozmowa schodzi na temat „dziadostwa w Kolbuszowej”, zadaję proste pytania:

Kto jest burmistrzem miasta, w którym mieszkasz? Kto reprezentuje cię w radzie miejskiej? Kiedy ostatnio interesowałeś się lokalnymi sprawami?

I wtedy bardzo często następuje… głucha cisza.

Bo łatwo z odległości kilku tysięcy kilometrów diagnozować Kolbuszową. Łatwo mówić o układach, nepotyzmie, kiepskich drogach, złych decyzjach władz i o tym, że „tu nic się nie zmienia”. Trudniej jednak spojrzeć na własne podwórko – to, na którym mieszka się od dziesięciu, dwudziestu czy trzydziestu lat.

W wielu przypadkach życie emigranta wygląda podobnie: praca, często bardzo dużo pracy, a w weekend spotkania przy wódce ze znajomymi – najczęściej Polakami. I tak przez lata. Powstaje zamknięty świat, w którym człowiek fizycznie mieszka we Francji czy w Ameryce, ale mentalnie nadal żyje w swojej dawnej miejscowości.

Nie uczestniczy w życiu społecznym. Nie chodzi na posiedzenia rady miasta. Nie wie, jakie lokalne inwestycje są planowane, kto rządzi powiatem, jakie afery czy konflikty wybuchają w okolicy. Nie zna lokalnych gazet, nie śledzi miejscowej polityki, nie wie, kto z kim tworzy koalicję i jakie interesy stoją za konkretnymi decyzjami.

Jest mieszkańcem tego kraju, ale często nie jest uczestnikiem jego życia.

I gdyby trochę bardziej zainteresował się miejscem, w którym naprawdę mieszka, mógłby odkryć – być może z niemałym przerażeniem – że „dziadostwo” nie jest polskim wynalazkiem.

We Francji są lokalne układy. W Stanach są lokalne układy. Jest nepotyzm, korupcja, nieudolne władze, marnowanie publicznych pieniędzy, kolesiostwo, absurdalne decyzje urzędników i radni, których mieszkańcy nie potrafią nawet wymienić z nazwiska.

Tylko że o tym się nie wie, jeśli całe życie poza pracą ogranicza się do własnej polskiej bańki.

Można oczywiście znać język. Można zrobić zakupy, załatwić sprawę w urzędzie, porozmawiać z sąsiadem. Ale znać język to jeszcze nie znaczy rozumieć kraj.

Bo można doskonale słyszeć słowa, a nie rozumieć ich prawdziwego znaczenia. Można przeczytać lokalną gazetę i nie wiedzieć, jakie mechanizmy stoją za opisywaną historią. Można mieszkać dwadzieścia lat w Ameryce czy we Francji i nadal patrzeć na ten kraj oczami człowieka stojącego za szybą.

A potem przyjechać do Kolbuszowej na dwa tygodnie, spotkać się z kilkoma znajomymi i z pełnym przekonaniem ogłosić:

– Ja wam powiem, jak tu jest.

No właśnie. Powiedzieć, jak jest w Kolbuszowej, potrafi wielu.

Gorzej, gdy trzeba powiedzieć, jak jest tam, gdzie naprawdę mieszkają.





piątek, 14 sierpnia 2026

Kontrola robotniczo-chłopska

 Radny powiatowy, Pan  Artur Świder siem pochwalił.
Przebrany (jak siem domyślamy) za chłopa z Zapola, niczym przedwojenny premier Felicjan Sławoj Składkowski   poszedł do starostwa i załatwił 2 sprawy od ręki- wystarczyło tylko ładnie poprosić.


Gratulacje! Nikt go nie rozpoznał.



Władza wychodzi na ulice

 Prezes Kaczyński powiedział, że władza leży na ulicy. I chyba w Powiecie Kolbuszowskim potraktowano to całkiem dosłownie.

Bo strach jeździć po naszych drogach. Tu starosta Kardyś z panią wójt spaceruje całą szerokością jezdni, jakby droga była już przejęta przez władzę. Chodnik? Pobocze? Przepisy? To przecież drobiazgi . My możemy wszystko.

 






A jak się dobrze rozejrzeć, to na kolbuszowskim rynku można nawet zostać sfotografowanym przez osobę łudząco przypominającą radną wojewódzką.



Tak że kierowcy — noga z gazu, oczy szeroko otwarte. Nigdy nie wiadomo, kiedy za zakrętem spotkacie władzę… leżącą, stojącą albo spacerującą środkiem drogi. 😉

Władza na ulicy, a obywatel w rowie.

czwartek, 13 sierpnia 2026

Lepiej to już było

 To co się dzieje teraz w Polsce to nie jest zagrożenie katastrofą finansów publicznych- to jest katastrofa finansów publicznych.

Gdybyśmy byli tego w pełni świadomi, to nosilibyśmy starostę Kardysia na rękach. 30 sierpnia głosowalibyśmy w referendum nad odwołaniem burmistrza Romaniuka i rady gminy.Poseł Chmielowiec b już dawno bawiłby wnuki na emeryturze. Europoseł Buczek, jako ceniony miejscowy wykonawca kopałby rowy koparką kupioną za własny kredyt.
 A we wtorek nie dopuścilibyśmy do spotkania w Kolbuszowej członków i sympatyków Koalicji Obywatelskiej w restauracji Stylowa (pod cmentarzem).

Ponieważ jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego co się dzieje, to jest jak jest.




Poseł, hymn, sernik i kino za darmo. Byliśmy na spotkaniu z Kowalem

 Ok, przyznajemy siem bez bicia - byliśmy na spotkaniu z posłem Kowalem. W zasadzie mieliśmy o tym nie pisać, ale robimy wyjątek na specjalne  życzenie radnej Eweliny Żołnierczyk (wyraźnie schudła). Z miną dobrze poinformowanej rozpowiadała dookoła,  niczym wróżka Hazar, że już jutro wszyscy będą na Kolbuszowskim Maglu. 
Tadaaam...😉

Usiedliśmy, jak to mamy w zwyczaju, gdzieś z tyłu. Bezpiecznie, dyskretnie i z dobrym widokiem na całą sytuację. Tym bardziej że specjalnie dla nas  przyniosła Pani Iza zimny sernik z makiem. I to był dla nas  chyba jeden z najmocniejszych punktów całego programu. Wyborny! Dziękujemy! 😄

Ludzi jak na  warunki Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy było dużo, zwłaszcza zamiejscowych. Co tam robili ludzie z Tyczyna?

Mieliśmy nawet przygotowane kilka pytań. Ale milczeliśmy, bo wzięliśmy sobie do serca wcześniejsze ostrzeżenia pana Sławka, żeby uważać na poseł Skowrońską, bo — jak nam obrazowo wyjaśnił — jak się zdenerwuje, to potrafi podnieść głos i drze się jak stare prześcieradło. Nie chcieliśmy więc ryzykować. Zwłaszcza że człowiek w pewnym wieku zaczyna doceniać ciszę, spokój i możliwość spokojnego dokończenia sernika.



Siedzieliśmy więc cichutko i obserwowaliśmy.

Spotkanie jak spotkanie — typowa w takich przypadkach sztampa. Trochę polityki, trochę opowieści, trochę zapewnień, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Ale jedno zaskoczyło nas naprawdę.

Odśpiewanie... polskiego hymnu.

Nie będziemy ukrywać — byliśmy w lekkim szoku. Człowiek myślał, że przyszedł na spotkanie z posłem, a przez chwilę poczuł się, jakby za moment miała się rozpocząć defilada albo przynajmniej inauguracja igrzysk. Brakowało tylko flag na masztach i przelotu myśliwców nad Kolbuszową.

Radny Michał Karkut był wniebowzięty, tak jakby wygrał w totolotka, albo co.

Były też (a jakże) i momenty.

Azaliż...jakimś cudownym  cudem nasza ulubiona aktywistka samorządowa, pani Asia która, wyglądała jakby wyszła prosto od fryzjera,  traktowana była  co najmniej jak gwiazda ogólnopolskiej telewizji, albo (nie daj Boże), popularny miejscowy bloger.

Siedzieliśmy więc z tyłu cicho, jedliśmy sernik i patrzyliśmy z zapartym tchem.

I powiemy jedno, było: kino za darmo. 
Najbardziej wzruszył nas poseł Kowal, który chciałby, aby wzrosło czytelnictwo w naszym powiecie.
Bo to jest nasz największy problem.

Bo czasami nie trzeba zadawać żadnych pytań. Wystarczy usiąść cicho, mieć dobry widok na Panią Ewelinę... i kawałek niezłego sernika z makiem.




środa, 12 sierpnia 2026

Kto pomoże Pani Agnieszce?

   Pan Artur Świder, wystąpił z emocjonalnym  apelem.



Azaliż... tak sobie przez przypadek przypomnieliśmy, że Pan Artur jest przecież ... radnym powiatowym, więc nie wiele siem namyślając machnęliśmy do niego list. Szanowny Panie Radny,

Zwracam się do Pana w sprawie Agnieszki – młodej mamy dwójki dzieci, która po ciężkim udarze walczy o odzyskanie sprawności. Rehabilitacja przynosi efekty, ale jej kontynuacja wymaga środków i wsparcia instytucjonalnego, które znacznie przekraczają możliwości rodziny.

Jako radny powiatowy ma Pan realny wpływ na działania samorządu, dostęp do informacji, narzędzi i możliwości interwencji. Powiat – będąc właścicielem szpitala – może uruchomić wsparcie poprzez programy zdrowotne, PCPR/PFRON oraz dodatkowe formy pomocy. W tej sytuacji Pana zaangażowanie może zdecydować o tym, czy Agnieszka będzie mogła kontynuować rehabilitację, która daje jej szansę na powrót do samodzielności.

Proszę o podjęcie konkretnych działań i sprawdzenie wszystkich dostępnych ścieżek wsparcia. Każdy dzień ma znaczenie.

Z wyrazami szacunku, Andrzej Kulig

wtorek, 11 sierpnia 2026

Deklaracja Naszego Jakże Umiłowanego Posła

Nasza wczorajsza "Wakacyjna zagadka" , odbiła się szerokim echem w Naszej Wielgiej Lasowiackiej Stolicy, szczególnie na ulicy Matejki.
Tak  przynajmniej twierdzą sąsiedzi.

Pewnie dlatego, Nasz Jakże Umiłowany Poseł, ni z tego ni z owego, że łzami w oczach wydał oświadczenie.






Na baczność.

więcej- kliknij tutaj

Teraz wiemy dlaczego w Rzemieniu odpalono syreny sygnałem ciągłym.

niedziela, 9 sierpnia 2026

Paweł Kowal w Stylowej (obok cmentarza)

 We wtorek (dzień targowy) spotkanie z posłem Pawłem Kowalem.


 Można przyjść, zapytać się, czy wiceburmistrz Krzysztof Wójcicki zamierza startować w przyszłym roku, na posła z Koalicji Obywatelskiej.

Kolbuszowa może mieć nowego politycznego gracza na swoim podwórku. Paweł Kowal jest posłem z tego samego okręgu co Zbigniew Chmielowiec, a od kilku miesięcy jego znaczenie na Podkarpaciu wyraźnie rośnie. Do tego odpowiada za jeden z najważniejszych obecnie dla regionu tematów – współpracę i odbudowę Ukrainy.

Kowal jest zdecydowanie za utrzymaniem współpracy Polski z Ukrainą, ale nie oznacza to bezkrytycznego popierania władz ukraińskich.

W maju 2026 r. mówił wprost, że decyzje władz Ukrainy dotyczące polityki historycznej uderzają w polską wrażliwość i mogą osłabiać społeczne poparcie dla pomocy Ukrainie.

Warto więc przyjść i wypytać się o to jakie działania wspierające, ochraniające wykonuje nasz rząd dla polskich przedsiębiorstw które chcą biznesy na Ukrainie.

Wróżenie z fusów





 Po uroczystych obchodach rocznicy zaprzysiężenia  prezydenta Nawrockiego,  obecni tam starosta Kardyś i Nasz Jakże Umiłowany Poseł wydali komunikaty.













Niby nic nie znacząca sztampa, a jednak starosta nie zająknął się nawet o swoim przyjacielu pośle.

Wygląda na to, Józef Kardyś chce pozostać w PiS a poseł Chmielowiec chce zaciągnąć go do  Rozwoju Plus.
Czyżby temu służyła robocza wizyta marszałka Ortyla w starostwie?



sobota, 8 sierpnia 2026

Starosta czy Józef Kardyś?




 Nasz ulubiony starosta pochwalił się życiowym sukcesem.




Gratulujemy i jesteśmy dumni jak nie wiemy co.

Azaliż....  nie bylibyśmy sobą gdybyśmy się nie  przyczepili do czegosik. My tak mamy.

Kogo reprezentował właściwie w  Warszawie starosta,  skoro zaproszono na uroczystość Józefa Kardysia?



Czy to była wizyta prywatna czy służbowa, kto za to zapłacił i kim jest ten tajemniczy "ochroniarz?





piątek, 7 sierpnia 2026

Burmistrz na urlopie w rocznicę Powstania? Każdy ma swoje priorytety.

 1 sierpnia o godzinie 17 w całej Polsce na minutę zatrzymuje się codzienny pośpiech. To chwila zadumy nad bohaterami Powstania Warszawskiego i tymi, którzy walczyli o wolną Polskę. W wielu miastach i miasteczkach przedstawiciele samorządów są wtedy obecni na uroczystościach – nie z obowiązku, lecz z szacunku dla historii.




Można przecież tak zaplanować urlopy, aby przynajmniej jeden z burmistrzów był tego dnia pod kolbuszowską studnią i reprezentował mieszkańców podczas obchodów. To naprawdę nie wydaje się zadaniem ponad siły.

Tymczasem w naszej Wielkiej Lasowiackiej Stolicy wygląda to inaczej. Burmistrz Grzegorz Romaniuk przebywa na urlopie nad Adriatykiem wraz z małżonką. Pozostaje mieć nadzieję, że odpoczynek jest udany. Szkoda tylko, że w tak symbolicznym dniu zabrakło gospodarza miasta.

Wiceburmistrza Krzysztofa Wójcickiego również nie było. Gdzie wypoczywa? Tego nie wiemy. Wiemy jedynie, że podczas rocznicowych uroczystości mieszkańców reprezentować musieli inni.

Oczywiście każdy ma prawo do urlopu. Nikt rozsądny tego nie kwestionuje. Ale są daty, które mają szczególny wymiar. Rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest jedną z nich. Dla wielu samorządowców obecność na takich obchodach to nie polityka ani obowiązek zapisany w przepisach – to zwykły gest szacunku wobec ludzi, którzy zapłacili najwyższą cenę za wolność Polski.

Jak mawiają: jedni walczą o pamięć, inni walczą o najlepsze miejsce na leżaku przy basenie. Każdy sam ustala swoje priorytety.

W Kolbie powstała TvKolbuszowa. Radzimy się jednak nie podniecać i obiecywać za dużo.
To nie my. ;)


Jak celnie zauważyła jedna z naszych ulubionych czytelniczek- wygląda to jak TvChmielowiec.

czwartek, 6 sierpnia 2026

Kto zaprosił radio VIA?

 W starostwie najwyraźniej nastał sezon urlopowy, bo komunikat o odznaczeniach wygląda tak, jakby pani Basia wyjechała nad morze. Napisano go w stylu „uroczystość na miarę otwarcia mauzoleum” – pełen wzruszeń, podniosłych chwil i patosu, którego w Kolbuszowej nie widziano od czasu, gdy starosta Kardyś próbował zrobić akademię z okazji Dnia Samorządu. Każdy akapit brzmi jak laudacja na jubileusz kapłaństwa, a nie zwykła informacja o wręczeniu odznaczeń. Brakuje tylko chóru, orkiestry i mgły scenicznej.


Więcej- kliknij tutaj

Czy tekst powstał przy pomocy sztucznej inteligencji? Tego nie wiemy. Ale momentami sprawia właśnie takie wrażenie. Zwłaszcza że z wyjątkowym zapałem opisano, kto zgłosił poszczególne kandydatury. To dość nietypowe, bo w podobnych komunikatach takie informacje zazwyczaj się pomija. A tu wszystko podano jak na tacy.

Do tego dochodzi styl, jakby autor wpisał polecenie: „napisz bardzo podniosły i wzruszający komunikat”. Efekt? Coś pomiędzy przemówieniem na rozdaniu Oscarów a okolicznościową akademią. Zabrakło natomiast tego, co najważniejsze – odniesienia do uchwały stanowiącej podstawę całego wydarzenia.

Całość sprawia wrażenie, jakby urząd bardzo chciał pokazać, że potrafi być nowoczesny. Problem w tym, że nowoczesność nie polega na mnożeniu przymiotników, lecz na rzetelnym przekazywaniu informacji.

Jeżeli rzeczywiście przy tworzeniu komunikatu korzystano z AI, to warto pamiętać, że nawet najlepszy model językowy nie zastąpi redakcji i zdrowego rozsądku. Sztuczna inteligencja potrafi napisać efektowny tekst, ale to człowiek powinien zdecydować, co warto opublikować, a czego lepiej nie ujawniać.

Azaliż... kiedy pani Basia wróci z urlopu, pewnie jednym okiem spojrzy na ten komunikat i zapyta: „Kto wpadł na pomysł, żeby to opublikować w takiej formie?”. A potem zrobi to, co redaktor robi najlepiej – skróci tekst o połowę, wyrzuci połowę patosu i zostawi zwykłą informację.




Ze swojej strony składamy serdeczne gratulacje wszystkim odznaczonym. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że uroczystość posłużyła przede wszystkim jako okazja do ocieplenia wizerunku starosty Kardysia i całej rady, przed nadchodzącym referendum. :(


środa, 5 sierpnia 2026

Powiat to Ja!

Z dużym zainteresowaniem przeczytaliśmy „Stanowisko” przewodniczącego Rady Powiatu, Mieczysława Burka, opublikowane na stronie internetowej Starostwa Powiatowego.

Więcej - kliknij tutaj

Już pierwsze zdanie zwraca uwagę:

„Powiat Kolbuszowski przedstawia fakty…”

Można odnieść wrażenie, że Pan Przewodniczący jest przekonany, iż sam jest... Powiatem Kolbuszowskim.
Łał!



Też tak mamy, ale dopiero po wypiciu przynajmniej litra (na dwóch).

 Tymczasem pod komunikatem- co za niespodzianka- nie podpisał się ani Zarząd Powiatu, ani Starosta, lecz Mieczysław Burek – Przewodniczący Rady Powiatu. Warto więc rozróżniać stanowisko konkretnej osoby od stanowiska całego samorządu. Ba!  Całej jednostki samorządu.

Co więcej, już w pierwszym zdaniu Pan Mieczysław zapowiada  przedstawienie faktów, jednak dalsza część tekstu zawiera przede wszystkim oceny i opinie, między innymi:

„Nic bardziej mylnego.”

„To bardzo poważne insynuacje.”

„Mieszkańcy zasługują na rzetelną informację.”

„Powiat nie prowadzi kampanii przeciwko referendum.”

To nie są fakty, lecz stanowisko autora. Tego rodzaju sformułowania wyrażają ocenę i interpretację wydarzeń, a nie obiektywnie weryfikowalne informacje. I w podobnym tonie utrzymane są kolejne dwie strony komunikatu.

Najciekawszy fragment pojawia się jednak na samym końcu:

„Mieszkańcy zasługują na rzetelną informację. Debata publiczna powinna opierać się na faktach, a nie na domysłach czy insynuacjach. Mieszkańcy sami potrafią ocenić, kto przedstawia konkretne informacje i dokumenty, a kto buduje przekaz na przypuszczeniach. Jesteśmy otwarci na dialog i współpracę…”

Panie Mieczysławie, w pełni się z tym zgadzamy. My również chcemy opierać debatę wyłącznie na faktach i dokumentach. Powstaje jednak proste pytanie: jak mamy to robić, skoro mieszkańcy nadal nie mają dostępu do projektów uchwał przed sesją Rady Powiatu?

Już dziś odbędzie się sesja, a mieszkańcy wciąż nie wiedzą, jakie projekty będą procedowane, jakie poprawki wniesiono ani jakie uzasadnienia przygotowano. Trudno prowadzić merytoryczną debatę o dokumentach, których społeczeństwo nie może wcześniej przeczytać.

Dlatego zamiast pouczać mieszkańców o potrzebie opierania się na faktach, warto stworzyć warunki, aby te fakty były powszechnie dostępne.

Apelujemy, aby standardem w Powiecie Kolbuszowskim stało się publikowanie w Biuletynie Informacji Publicznej wszystkich projektów uchwał wraz z uzasadnieniami odpowiednio wcześniej przed sesją, tak jak ma to miejsce w wielu innych samorządach.

Jednocześnie proponujemy zmianę Statutu Powiatu, która umożliwiłaby mieszkańcom zabieranie głosu podczas sesji oraz udział w dyskusji nad procedowanymi uchwałami. Skoro mowa o dialogu i współpracy, warto nadać tym słowom realną treść.

Bo transparentność nie polega na publikowaniu polemik po fakcie. Transparentność polega na tym, że mieszkańcy mają dostęp do informacji zanim zapadną decyzje, a nie dopiero wtedy, gdy nie można już na nie wpłynąć.







wtorek, 4 sierpnia 2026

Pomóżmy... sobie

Zaczyna robić się coraz ciekawiej.

Dziś Józef Kardyś rządzi i dzieli w powiecie, bo dysponuje komfortową większością w Radzie Powiatu. Klub związany z PiS ma 15 radnych, podczas gdy opozycyjne PSL zaledwie 4. Taki układ pozwala praktycznie bez większych problemów przegłosowywać większość decyzji.

Tyle że polityka nie znosi próżni. Na scenie coraz wyraźniej pojawia się Konfederacja, a jednocześnie dochodzi do przetasowań po odejściach części polityków PiS do środowiska związanego z Mateuszem Morawieckim. To sprawia, że dotychczasowy układ sił może w kolejnych wyborach wyglądać zupełnie inaczej.

Nie można wykluczyć scenariusza, w którym PiS utraci większość, a o władzę skutecznie powalczy lokalna koalicja złożona z Rozwój+, Konfederacji i PSL. Oczywiście dziś są to jedynie polityczne prognozy – ostateczny werdykt jak zawsze należeć będzie do wyborców.

Jest jednak jeden warunek. Aby taki scenariusz w ogóle stał się możliwy, najpierw musi  referendum być ważne. Oznacza to, że do urn powinno pójść co najmniej około 15 tysięcy mieszkańców.







To właśnie frekwencja może okazać się najważniejszym politykiem w powiecie. Bez niej wszystko pozostanie po staremu. Z nią mieszkańcy mogą zdecydować, czy chcą utrzymania obecnego układu władzy, czy otwarcia nowego rozdziału (nie tylko) w lokalnej polityce.


 

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Radni Powiatu Kolbuszowskiego

 Są już pierwsze namacalne  efekty  akcji referendalnej.
Radni  powiatu kolbuszowskiego, założyli ciekawe stowarzyszenie.


Ponieważ minął tydzień i ... nic, postanowiliśmy sprawdzić, czy żyją , jakie są ich intencje i w ogóle.

Poprosiliśmy ich o zamieszczenie na ich profilu facebookowym projektów uchwał, jakie będą w środę procedowane- lista nie jest długa.

 



Dwie uchwały i informacja, kto zostanie kolejnym odznaczonym Odznaką Honorową Powiatu Kolbuszowskiego.

Profesjonalizm po kolbuszowsku

 Na stronie powiatowej kolejna agitka.  Pani  Basi przedstawiła  budowę 200 metrów chodnika, jakby to był program kosmiczny lotu na Marsa. Wiadomo, człowiek z nudów i byle co napisze. ;)

więcej- kliknij tutaj


Azaliż... ciekawsze jest tam co innego.



Starosta Kardyś, wraz z wójtową, z zapartym tchem ogląda, jak prace wykonują robotnicy bez właściwego ubioru ochronnego. Gdzie kask, okulary, buty,spodnie, kamizelki odblaskowe?Wszystkie powyższe elementy ochronne ma obowiązek bezpłatnie zapewnić pracodawca, a pracownik nie może odmówić ich noszenia pod rygorem kar porządkowych i odsunięcia od stanowiska.











niedziela, 2 sierpnia 2026

Kronika towarzyska

Obchody jak obchody. Najciekawsze zawsze są kulisy. A jeszcze ciekawsze... kto się nie pojawił.

Nasz Jakże Umiłowany Poseł tym razem odpuścił. Zapewne nie chciał odpowiadać na niewygodne pytania, po jaką cholerę przeszedł do obozu Morawieckiego. Czasem łatwiej zniknąć z kadru niż tłumaczyć się z politycznych akrobacji.

Wiceburmistrz Krzysztof Wójcicki najpewniej kontynuuje wakacyjny projekt pod roboczą nazwą „Szlakiem wiceburmistrza Marka Gila”. Tradycji musi stać się zadość. Po ostatniej podwyżce stać go nawet na Australię.

Burmistrz Grzegorz Romaniuk? Cóż... obstawiamy Ukrainę. Ten typ tak ma. A jeśli akurat nie wyjechał, to zapewne siedząc wygodnie na kanapie analizował listę obecności i zastanawiał się, kto przyszedł, a kto postanowił zaryzykować polityczne L4.Wszystko na bieżąco komentował.




Nie zawiodła natomiast stara gwardia. Widać, że to pierwsze pokolenie, które chodzi do pracy w garniturach. Wszystko dopięte pod samą szyję, każdy guzik na swoim miejscu.








 Azaliż aż prosi się, by po uroczystości zajrzeć do skansenu, gdzie podczas pogadanki z cyklu „Idzie Grześ przez wieś” dr Bardan wyjaśnia zgromadzonym, do czego właściwie służy drugi guzik w marynarce i dlaczego od stu lat nikt go nie zapina. Bardzo ciekawa i pouczająca historia.

Pan Rzeszutek z Konfederacji zaskoczył niebanalną kreacją. Podobny kierunek obrał radny powiatowy Artur Świder, choć trzeba uczciwie przyznać – w jego wykonaniu całość prezentowała się po prostu lepiej.






Radny miejski Pan Karol  Wesołowski wyraźnie przytył na nowej diecie z ratusza i ledwo się dopiął ale w marynarkę - co za  szkoda, się już nie zmieścił.




Radna wojewódzka Pani Ewa Draus,  "wyglądała jak gwiazda filmowa- tylko  każdy włos z innego filmu".
Patent na taką recenzję ma "Ciotka" Halina Dudzińska.





W kategorii „Najlepiej ubrana pani” konkurencja była mocna. Pod nieobecność bezkonkurencyjnej aktywistki samorządowej Joanny Procak, zwyciężyła radna Ewelina Żołnierczyk, córka radnego weterana Józefa Fryca. Co prawda długo wahaliśmy się, czy laurów nie przyznać pani Koczur, ale ona elegancją przyzwyczaiła nas od lat.





 Pani Ewelina natomiast dostała pierwsze miejsce... na zachętę.




Niemałe zaskoczenie sprawił również radny Artur Świder, który ni stąd, ni zowąd zabrał głos. Tego – o ile nam wiadomo – w scenariuszu nie było. Rozpoczął się wyścig o miejsce w zarządzie powiatu? A może to dopiero pierwszy rozdział kampanii po fotel wójta gminy Niwiska? Czas pokaże.




Ale wszystkich przebił ksiądz proboszcz Lucjan Szumierz. Duchowny pojawił się w skromnym stroju... uzupełnionym o eleganckie sandały. I wiecie co? Wyszło znakomicie.





 Udowodnił, że nawet klasyczna sutanna nie musi oznaczać śmiertelnej powagi, a starszy pan – przy swoich ograniczeniach – potrafi jednym skromnym dodatkiem zadać więcej szyku niż niejeden specjalista od mody.




sobota, 1 sierpnia 2026

Patriotyzm na miarę naszych czasów — czyli jak kochać Ojczyznę, nie robiąc absolutnie nic

 



Syreny jak zwykle zawyją. Zatrzymamy się na chwilę, zrobimy poważne miny, może ktoś nawet zdejmie czapkę. I przez te trzy sekundy nikt nie zada sobie pytania, które powinno wisieć na każdym urzędzie, sklepie, warsztacie i gabinecie lekarskim:

Co to właściwie znaczy być dziś patriotą?

Bo jeśli patriotyzm to tylko stanie na baczność, to gratuluję — jesteśmy narodem mistrzów świata. Ale jeśli patriotyzm to dbanie o kraj, ludzi, wspólnotę… no to tu zaczyna się kabaret. Czy ktoś, kto świadomie pakuje nam w jedzenie dodatki, które powoli nas zabijają, może nazywać się patriotą?Czy producent, który wie, że 3/4 tego, co sprzedaje, nie nadaje się do jedzenia, ale i tak to sprzedaje, bo „rynek tak chce”, jest patriotą?Czy rolnik, który pryska tak, że muchy padają w locie, a gleba błaga o litość, jest patriotą?

No chyba że nowa definicja patriotyzmu brzmi: „Kocham Polskę, ale Polaków już niekoniecznie.”

Lekarz, który wie, jakie badania powinieneś mieć, ale ich nie zleci, bo „po co się wychylać”, „NFZ nie lubi”, „nie będę się tłumaczył”, „a może samo przejdzie”…

Czy to jest patriotyzm? Czy troska o zdrowie obywatela nie jest przypadkiem fundamentem silnego państwa?

A może patriotyzm w medycynie to nowa filozofia: „Im mniej pacjentów przeżyje, tym krótsze kolejki.”

Mechanik, który rżnie Cię na naprawie, wymienia części, które nie trzeba wymieniać, a te które trzeba — zostawia, bo „i tak wrócisz”.

Czy to jest patriotyzm? Czy budowanie zaufania i uczciwości nie jest przypadkiem tym, co wzmacnia społeczeństwo?

Chyba że patriotyzm w warsztacie to zasada: „Ojczyznę kocham, ale klienta skasuję.”

Urzędnik, który nie dokształca się, nie zna przepisów, nie konsultuje się z mieszkańcami, ale za to zna wszystkie procedury, jak wcisnąć na stołek kuzyna, szwagra i kolegę z liceum.

Czy to jest patriotyzm?

Może tak — jeśli patriotyzm to miłość do Ojczyzny rozumiana jako: „Ojczyzna to ja i moja rodzina, reszta to petenci.”

Polityk, który zmienia partie jak skarpetki, bez słowa wyjaśnienia. Polityk, który nie mówi wyborcom, co naprawdę dzieje się na szczytach władzy. Polityk, który traktuje mandat jak kartę rabatową do świata przywilejów.

Czy to jest patriotyzm?

Może tak — jeśli patriotyzm to hasło: „Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej — zwłaszcza moi.”

Azaliż..więc kim my właściwie jesteśmy?

Narodem, który chce być dumny, ale nie chce być odpowiedzialny. Narodem, który chce silnej Polski, ale nie chce silnych zasad. Narodem, który chce dostatku, ale nie chce uczciwości. Narodem, który chce patriotów, ale nie chce wysiłku.

Może więc czas przestać pytać: „Czy oni są patriotami?” i zacząć pytać: „Czy my jeszcze wiemy, co to słowo znaczy?”

Bo patriotyzm nie zaczyna się od syreny. Patriotyzm zaczyna się od tego, co robimy, kiedy syrena milknie.