sobota, 25 lipca 2026

Przewodniczący Mieczysław Buczek sam siem pochwalił

 Radny powiatowy, Pan Artur Świder, podlinkował artykuł z Gazetki Zakładowej i pod tym rozpoczęła się ciekawa dyskusja.

Głos zabrał w niej sam przewodniczący Mieczysław Burek.


więcej - kliknij tutaj 


Korzystając z okazji, rzuciliśmy  przewodniczącemu Burkowi i radnemu Świdrowi- rękawicę.


Jako mieszkaniec powiatu kolbuszowskiego zwracam się do Pana z prośbą o podjęcie interwencji w sprawa kluczowej dla wszystkich obywateli – jawności i przejrzystości prac Rady Powiatu Kolbuszowskiego.

Obecnie projekty uchwał, nad którymi głosują Radni, nie są publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP) z odpowiednim wyprzedzeniem przed sesją. Uniemożliwia to mieszkańcom zapoznanie się z planowanymi regulacjami, analizę ich wpływu na lokalną społeczność oraz podjęcie decyzji o ewentualnym przybyciu na sesję i zabraniu głosu.

Zwracam się z uprzejmą prośbą o złożenie przez Pana oficjalnego wniosku (lub interpelacji) do Przewodniczącego Rady Powiatu, Pana Mieczysława Burka, oraz Zarządu Powiatu o:

Wprowadzenie stałej zasady publikowania pełnych projektów uchwał w BIP na co najmniej 7 dni przed każdą planowaną sesją Rady Powiatu.

Taka praktyka jest standardem w wielu samorządach w Polsce. Zwiększa zaufanie obywateli do organów władzy, realizuje prawo do informacji publicznej (art. 61 Konstytucji RP) i pozwala Radnym na poznanie opinii mieszkańców jeszcze przed ostatecznym głosowaniem.

Będę niezmiernie wdzięczny za podjęcie tej inicjatywy na najbliższej sesji lub posiedzeniu komisji oraz poinformowanie mnie o odpowiedzi 



Od dziś trochę mniej chamstwa pod wpisami na Maglu

 Drodzy Czytelnicy,

postanowiłem wprowadzić na Maglu jedną zmianę.

Od teraz nie będę publikował komentarzy, których jedynym celem jest obrażanie innych ludzi.

Można się ze mną nie zgadzać.
Można krytykować moje teksty.
Można wytykać mi błędy.
Można napisać, że coś jest głupie, bez sensu albo że kompletnie nie mam racji.

To wszystko jest w porządku.

Magiel od początku był miejscem, gdzie można było dyskutować, spierać się, a czasami nawet ostro się pokłócić. I nadal tak będzie.

Ale czym innym jest ostra krytyka, a czym innym zwykłe chamstwo, wyzwiska i personalne ataki.

Tego jest już zdecydowanie za dużo.

Nie chcę, żeby pod moimi tekstami powstawał ściek pełen wzajemnego obrażania się. Nie po to prowadzę tego bloga.

Dlatego od dziś komentarze, które nie wnoszą nic do dyskusji, a służą wyłącznie temu, żeby kogoś poniżyć, zwyczajnie nie będą publikowane.

I żeby była jasność – nie zamierzam tworzyć żadnej listy tematów zakazanych ani kneblować krytyki. Możecie nadal pisać, co chcecie. Możecie krytykować burmistrza, starostę, radnych, mnie, Magiel, a nawet moje teksty.

Mnie tradycyjnie możecie dowalać do woli. 😁

Przyzwyczaiłem się.

Możecie napisać, że jestem głupi, że nie mam pojęcia o samorządzie, że znowu coś pokręciłem albo że kolejny tekst jest kompletnie beznadziejny.

Byle bez chamstwa.

Bo można komuś powiedzieć, że nie ma racji, nie używając przy tym słów, których normalny człowiek nie powiedziałby drugiemu człowiekowi prosto w twarz.

I tego chciałbym się trzymać.

Magiel może być złośliwy.
Magiel może być ironiczny.
Magiel może być bezczelny.
Magiel może się z kimś nie zgadzać.

Ale nie chciałbym, żeby Magiel był miejscem, w którym chamstwo staje się normą.

Dlatego od dziś trochę mocniej będę pilnował komentarzy.

Krytykujcie. Polemizujcie. Dowalajcie. Dyskutujcie.

Ale spróbujmy robić to tak, żeby po przeczytaniu komentarzy nie trzeba było zastanawiać się, czy właśnie otworzyliśmy sekcję komentarzy, czy lokalny konkurs na największego chama.

Pozdrawiam i zapraszam do dalszej, również ostrej, ale jednak kulturalnej wymiany zdań.

PS. Mnie naprawdę możecie nadal atakować. W końcu prowadzenie Magla bez regularnego dowalania autorowi byłoby chyba sprzeczne z tradycją. 😁



piątek, 24 lipca 2026

Remont po kolbuszowsku: posmarować i modlić się o przyczepność

 Kolbuszowa znów udowadnia, że jeśli istnieje jakaś metoda remontu dróg, którą reszta świata porzuciła jako szkodliwą, nieskuteczną i przestarzałą, to u nas będzie ona stosowana z dumą, konsekwencją i w ilościach hurtowych.


Gmina Miejska Mielec i Wiejska Mielec zrezygnowały z lepiku obsypanego grysem osiem lat temu. Ropczyce i powiat ropczycko‑sędziszowski pięć lat temu. Wszyscy zauważyli, że to nie działa, że szkodzi, że jest niebezpieczne dla motocyklistów, że oblepia koła, rysuje auta i wystrzeliwuje spod opon jak pociski. Wszyscy – poza Kolbuszową, gdzie lepik jest traktowany jak lokalne dziedzictwo kulturowe. U nas jak co roku pół miasta oblepione: Zielona, Targowa, Piekarska, Piłsudskiego. Pęknięć to nie usuwa, nawierzchni nie wzmacnia, za to tworzy wertepy i sprawia, że jazda przypomina slalom między asfaltowymi minami.

Oczywiście zgodnie z kolbuszowską technologią nikt tego nie posprząta, bo po co. Tradycja jest ważniejsza niż zdrowy rozsądek.

Świat poszedł w nowoczesne masy, elastyczne uszczelniacze, membrany bitumiczne, materiały, które faktycznie działają. Kolbuszowa poszła w lepik, który działa tylko w jednym kierunku – na szkodę użytkowników. Ale przecież po co zrobić coś raz a dobrze. To nie pasuje do Kolbuszowej. Tu wszystko musi być „po kolbuszowsku”, czyli tak, żeby wyglądało, że coś się robi, ale jednocześnie żeby efekt był jak najmniej odczuwalny.

A teraz wisienka na torcie. Burmistrz Romaniuk zlikwidował dwie szkoły, trzecią oddał. Nie ma straży miejskiej. Nie ma brygady remontowo‑budowlanej. Zatrudnienie w urzędzie – według deklaracji – maleje, ale zadłużenie miasta rośnie o ponad 20 milionów. Na powwyżki dla burmistrza i jego następcy pieniądze są zawsze. Na drogi już nie. Dlatego zamiast normalnych remontów mamy bieda‑metodę lepikową, która bardziej przypomina próbę zamaskowania problemu niż jego rozwiązanie.


Azaliż... .Kolbuszowa dzieki burmistrzowi Romaniukowi to jedyne miejsce w regionie, gdzie remonty dróg wyglądają jakby ktoś próbował przykleić asfalt taśmą dwustronną. Reszta świata idzie w nowoczesność, a my w lepik, który bardziej przypomina rytuał niż technologię. Ale może tak ma być. Może Kolbuszowa nie byłaby sobą, gdyby coś zrobiła raz a dobrze. Tu nawet pęknięcia w asfalcie mają swoją lokalną tożsamość – i jak widać, nikt nie zamierza jej odbierać.


czwartek, 23 lipca 2026

Inspektor Barbara Żarkowska siem opracowała

 




Starostwo udaje, że referendum nie ma, jednak na jego stronach coraz częściej ukazują się komunikaty, które można interpretować jako budowanie pozytywnego wizerunku władz powiatu tuż przed referendum.




Ot taka kampania referendalna za  nasze piniądze.
Gdyby była to czysta informacja, mogłaby brzmieć:

Rozpoczęto przebudowę piwnic ZOL w Kolbuszowej na miejsce doraźnego schronienia. Wartość zadania wynosi 1 748 062,15 zł. Inwestycja jest finansowana z... Wykonawcą jest... Termin zakończenia prac przewidziano na...”

Tymczasem dostajemy:


„kolejna ważna inwestycja”
„przestrzeń, która ma chronić ludzi”
„zapewnić schronienie, bezpieczeństwo”
„każdy z nas chce czuć się bezpiecznie”
„inwestycja właśnie temu służy”
„konsekwentnie inwestuje w bezpieczeństwo mieszkańców”
„zwiększenie odporności naszego powiatu”.


To jest już język wizerunkowy i perswazyjny, a nie wyłącznie informacyjny.Można więc  postawić pytanie:
Czy to jeszcze informacja o inwestycji, czy już kampania wizerunkowa przed referendum?

Dlaczego w tym krótkim komunikacie nie ma podstawowych informacji?

Starostwo pochwaliło się kolejną inwestycją wartą 1 748 062,15 zł. Problem w tym, że z samego komunikatu mieszkańcy dowiadują się głównie, iż inwestycja jest „ważna”, „potrzebna” i ma poprawić bezpieczeństwo. Natomiast zabrakło wielu podstawowych informacji.

Przede wszystkim nie wiadomo, kto za to zapłaci. Nie podano, ile pieniędzy pochodzi z budżetu powiatu, ile z dotacji i czy powiat dokłada do inwestycji własne środki. Skoro mowa o wydaniu prawie 1,75 miliona złotych, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, z jakich pieniędzy jest to finansowane.

Nie podano również nazwy wykonawcy. Wiemy jedynie, że na plac budowy weszła „ekipa budowlana”. A przecież to inwestycja publiczna finansowana z publicznych pieniędzy.

Brakuje także informacji, kiedy prace mają się zakończyć. Wiadomo, że ruszyły, ale nie wiadomo, kiedy mieszkańcy będą mogli zobaczyć ich efekt.

Skoro powstaje miejsce doraźnego schronienia, warto byłoby napisać dla ilu osób będzie ono przeznaczone. Czy pomieści kilkadziesiąt osób, kilkaset, a może jeszcze więcej? Tego komunikat nie wyjaśnia.

Nie dowiadujemy się również, co konkretnie zostanie wykonane. Czy będą nowe instalacje, wentylacja, awaryjne zasilanie, sanitariaty, zapasy wody? Jakie standardy będzie spełniał obiekt? Tych informacji również zabrakło.

Samo określenie „miejsce doraźnego schronienia” także pozostawia wiele pytań. Czy będzie to pełnoprawny schron, czy jedynie pomieszczenie zapewniające podstawową ochronę? Dla przeciętnego mieszkańca to nie jest oczywiste.

Nie wiadomo też, kto i w jakich sytuacjach będzie mógł z niego korzystać. Czy schronienie będzie przeznaczone dla wszystkich mieszkańców powiatu, czy tylko dla osób przebywających w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym?Czy też tylko dla starosty i zarządu powiatu?

Z komunikatu nie wynika również, dlaczego wybrano właśnie piwnice ZOL. Czy były najlepiej przygotowane? Czy przeprowadzono analizy innych lokalizacji? O tym również nie ma ani słowa.

Brakuje także informacji o samym zamówieniu publicznym. Kto wygrał przetarg? Za jaką kwotę podpisano umowę? Czy wartość inwestycji może jeszcze wzrosnąć? Tego mieszkańcy również się nie dowiedzieli.

Azaliż... w efekcie zamiast konkretnej informacji o inwestycji za blisko 1,75 miliona złotych, otrzymaliśmy przede wszystkim komunikat podkreślający, jak bardzo inwestycja jest ważna i jak wiele dobrego robi obecny zarząd powiatu. A przecież mieszkańców najbardziej interesują konkrety: kto buduje, za ile, z czyich pieniędzy, do kiedy i co dokładnie powstanie.




środa, 22 lipca 2026

Wojna o wpływy, czyli kolbuszowska polityka na pełnym gazie

 

W Kolbuszowej trwa w najlepsze mała, lokalna wojenka o wpływy. Niby wszystko jest normalnie, wszyscy się uśmiechają, podają sobie ręce i pozują do zdjęć, ale jak wiadomo — w polityce nic nie dzieje się przypadkiem. Zwłaszcza kiedy w grę wchodzą wpływy, ambicje i partyjne układanki.

Po jednej stronie mamy radnego wojewódzkiego Bogdana Romaniuka, przewodniczącego miejscowych struktur PiS — jak głosi lokalna polityczna legenda, namaszczonego przez europosła Daniela Obajtka — oraz jego brata, burmistrza Grzegorza Romaniuka.

Po drugiej stronie — marszałek Władysław Ortyl i nasz jakże umiłowany poseł Zbigniew Chmielowiec.

I choć wszyscy zapewne zgodnie twierdzą, że żadnej wojny nie ma, to jakoś tak dziwnie się składa, że każdy wie, po której stronie ma stać.

Najlepszym przykładem tej wielkiej politycznej przyjaźni był Koncert Psalmów Dawidowych. Solidarnie zbojkotowali go poseł Chmielowiec i marszałek Ortyl.

Przypadek?

Oczywiście.

Tak samo jak przypadkiem radny wojewódzki Bogdan Romaniuk nie pojawił się na imprezie w skansenie.

Ot, zwykły zbieg okoliczności. Zupełnie niezwiązany z żadnymi politycznymi animozjami. W końcu wszyscy wiemy, że nasi politycy kierują się wyłącznie dobrem mieszkańców, a nie jakimiś tam osobistymi ambicjami czy walką o wpływy.

A że jedni nie przychodzą na jedną imprezę, a drudzy na inną?

Cóż za niezwykły zbieg okoliczności!

W Kolbuszowej najwyraźniej nawet kalendarz imprez kulturalnych ma już swoje barwy polityczne. Jednego dnia nie ma jednych, drugiego dnia nie ma drugich. Jedni klaszczą tu, drudzy tam. Jedni wręczają statuetki, drudzy patrzą na to z daleka.

A mieszkańcom pozostaje tylko zgadywać, kto komu tym razem zrobił na złość i kto kogo bardziej nie lubi.

Bo przecież oficjalnie żadnej wojny nie ma.

Jest tylko... bardzo kulturalna wymiana nieobecności.

I jak to w polityce bywa — wszyscy są dla siebie serdeczni.

Tylko jakoś coraz częściej osobno.




wtorek, 21 lipca 2026

Czego boi się starosta Kardyś?

 

Jeden z naszych Czytelników mieszka w małym miasteczku na peryferiach Stanów Zjednoczonych.

Burmistrzem był tam ponad 70-letni, wiekowy już pan, który rządził miasteczkiem przez ponad 40 lat. Przez kolejne dekady zdążył się chyba wszystkim opatrzyć, a mimo to mieszkańcy najwyraźniej wciąż mieli do niego zaufanie.

W kolejnych wyborach przeciwko urzędującemu burmistrzowi stanął młody kontrkandydat. Rozpoczął szeroką, nowoczesną i — jak twierdzi nasz Czytelnik — bardzo brudną kampanię. Były media społecznościowe, reklamy, promocja i oczywiście spore pieniądze wydane na przekonanie mieszkańców, że najwyższy czas na zmianę.

Dotychczasowy burmistrz nie zamierzał jednak wdawać się w tę polityczną bijatykę. Nie prowadził wielkiej kampanii. Nie zasypywał mieszkańców reklamami. Nie produkował setek wpisów w internecie.

Wydał pieniądze tylko na jeden, skromny baner.

Napisał na nim:

„Jeśli nie chcecie, abym był burmistrzem, to mnie nie wybierajcie”.

I co?

Dostał prawie 80 procent głosów.

Może więc czasami warto po prostu zaufać mieszkańcom?

W Kolbuszowej mamy jednak trochę inną filozofię.

Starosta Józef Kardyś zamieścił wprawdzie w Biuletynie Informacji Publicznej informację dotyczącą referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego, ale — mówiąc delikatnie — zrobił tylko ustawowe minimum.

Na stronie internetowej powiatu o referendum próżno szukać wyraźnej, łatwo dostępnej informacji. Nie ma również — przynajmniej na oficjalnych kanałach — szczególnej komunikacji w mediach społecznościowych.

A przecież referendum jest ważnym wydarzeniem dla całej lokalnej społeczności. Nie jest to prywatna sprawa kilku osób. To procedura, która dotyczy wszystkich mieszkańców powiatu.

Naszym zdaniem informacja o referendum powinna być więc nie tylko opublikowana w BIP-ie, ale również w widocznym miejscu na stronie internetowej powiatu oraz w oficjalnych mediach społecznościowych urzędu.

Nie po to, żeby kogokolwiek namawiać do głosowania „za” lub „przeciw”.

Po prostu po to, żeby mieszkańcy wiedzieli, że takie referendum się odbędzie.

Byłby to również wyraz szacunku dla tych mieszkańców, którzy złożyli podpisy pod wnioskiem o jego przeprowadzenie. Można się z ich inicjatywą zgadzać albo nie. Można ją popierać albo krytykować. Ale trudno udawać, że nic się nie wydarzyło.

Dlatego nasuwa się pytanie:

Azaliż  czego właściwie boi się starosta Józef Kardyś?

Tego, że mieszkańcy dowiedzą się o referendum?

Tego, że zbyt wiele osób pójdzie do urn?

A może po prostu liczy na to, że informacja o referendum gdzieś po cichu zniknie w zakamarkach BIP-u, a mieszkańcy dowiedzą się o nim przypadkiem?

Bo jeśli starosta jest przekonany, że mieszkańcy są zadowoleni z pracy Rady Powiatu i że referendum nie ma większych szans powodzenia, to chyba nie powinien mieć żadnego problemu z tym, aby o referendum poinformować głośno, jasno i transparentnie.

W końcu demokracja chyba nie polega na tym, żeby mieszkańcy wiedzieli jak najmniej.

Może więc zamiast chować informację w BIP-ie wystarczy powiedzieć mieszkańcom wprost:

30 sierpnia odbędzie się referendum. To Wy zdecydujecie.

A potem — podobnie jak amerykański burmistrz — pozwolić ludziom zagłosować.



niedziela, 19 lipca 2026

Nasz Umiłowany Poseł się zbiesił?

 Nasz jakże umiłowany Poseł przez lata swoją pozycję w PiS zawdzięczał przede wszystkim jednej rzeczy: pełnej i bezwarunkowej lojalności wobec Jarosława Kaczyńskiego.

Prezes mówił — Poseł głosował.
Prezes wskazywał kierunek — Poseł maszerował.
A gdyby nawet Pan Tomasz Buczek zwalił mu przed chałupę całą przyczepę gnoju, to zapewne i tak znalazłby się jakiś partyjny argument, żeby powiedzieć, że to… strategiczny nawóz dla dobra Polski.

A tu nagle — niespodzianka!

Na koniec politycznej kariery Nasz Umiłowany Poseł zaczyna wykazywać objawy politycznej niezależności. Zaczyna głosować inaczej. Zaczyna mówić własnym głosem. Zaczyna się… zbieszać?

No i teraz rodzi się pytanie: co się właściwie stało?

Czyżby poczuł, że po latach wiernej służby nadszedł czas, aby wreszcie samemu decydować, po której stronie politycznej barykady stanąć?

A może gdzieś na horyzoncie pojawił się kuszący stołek wiceministra? W końcu polityka polityką, ale ministerialne fotele mają tę niezwykłą właściwość, że potrafią skłonić człowieka do głębokiej refleksji nad własnymi poglądami.

A może — i tego oczywiście wykluczyć nie możemy — chodzi o coś zupełnie innego? Może o rodzinę? Może o przyszłość? Może o jakieś ważne sprawy, które trzeba jeszcze przed politycznym odejściem załatwić?

A może jednak sprawa jest znacznie prostsza?

Może Nasz umiłowany Poseł po tylu latach doszedł do wniosku, że lojalność wobec prezesa to jednak nie wszystko i naprawdę chce zrobić coś dobrego dla Polski?

Azaliż… byłaby to dopiero sensacja!

Bo jeśli tak, to pozostaje nam tylko trzymać kciuki i życzyć powodzenia.

Tylko dlaczego akurat teraz, kiedy polityczna kariera powoli dobiega końca?

Ot, zagadka. I jak to zwykle bywa w polityce — odpowiedź zapewne poznamy dopiero wtedy, gdy kurz po partyjnych przepychankach opadnie, a wszystkie karty zostaną rozdane.

A może ktoś z czytelników bloga ma własną teorię?





sobota, 18 lipca 2026

Starosta Kardyś (nie)idzie w posły?

Wiadomo  od dawna, że bracia Romaniukowie raczej nie robią niczego bezinteresownie. Ot, choćby taka niewinna statuetka wręczona podczas koncertu Psalmów Dawidowych. Niby tylko symboliczny gest, kilka uśmiechów, oklaski i można iść do domu.

Ale przecież w polityce nic nie dzieje się bez powodu. A już szczególnie wtedy, gdy statuetki wręcza się ludziom, którzy potrafią później odwdzięczyć się przy urnie.

I oto pojawiła się nowa, bardzo ciekawa układanka.

Nasz Umiłowany Poseł Zbigniew Chmielowiec najwyraźniej postanowił, że zamiast PiS wybiera  Polskę . A to może oznaczać, że podkarpackie PiS, delikatnie mówiąc, nie będzie zachwycone. Bo przecież w polityce nie ma nic gorszego niż polityk, który nagle przestaje być „nasz”.

Co więc może zrobić partia Jarosława Kaczyńskiego?

Wystawić w Kolbuszowej kogoś, kto odbierze Chmielowcowi jak najwięcej głosów.

Naturalnym kandydatem byłby tu więc burmistrz Grzegorz Romaniuk. Z jakimiś tam szansami nawet na przejście, pod warunkiem że nie  wystartuje... starosta Kardyś.

Czyżby więc o to tu chodziło? Pomogli mu  przy aferze z oknem, pomogą i  w referendum.
W końcu polityka to sztuka zawierania sojuszy, a każdy sojusz ma swoją cenę. Czasem jest nią poparcie, czasem miejsce na liście, a czasem… stanowisko.

Już niedługo się dowiemy







piątek, 17 lipca 2026

Referendum w RKL- żeby tylko wstydu nie było

 W referendum najważniejsze nie jest to, kto i jak zagłosował, lecz to, czy w ogóle poszedł do urn.

Próg frekwencyjny, od którego zależy ważność referendum, jest bardzo wysoki – udział musi wziąć blisko 15 tysięcy mieszkańców. Nawet w Krakowie, mimo ogromnej mobilizacji społecznej, nie udało się osiągnąć wymaganego progu przy referendum dotyczącym odwołania rady miasta. Można więc przypuszczać, że również w naszym powiecie szanse na jego przekroczenie są niewielkie.

Azaliż… naszym zdaniem warto jednak powalczyć o to, aby do urn poszło przynajmniej tyle osób, ile wcześniej podpisało się pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum. W przeciwnym razie trudno będzie mówić o obywatelskiej konsekwencji. Byłoby to po prostu niezręczne, a dla inicjatorów także dość bolesne.

Patrząc jednak na dotychczasową aktywność komitetu referendalnego, liczbę osób zaangażowanych w kampanię oraz poziom merytorycznego przygotowania działań, osiągnięcie nawet takiego celu może okazać się bardzo trudnym zadaniem.






czwartek, 16 lipca 2026

Co proboszcz Szumierz je na śniadanie?

  Proboszcz Lucjan Szumierz pochwalił się  w telewizorni, że na sercu leży mu dobro ptaszków i takie tam inne. Taki miejscowy św Franciszek. Łzy stanęły nam w oczach.Jeszcze chwila, a wyciągnęlibyśmy chusteczki i zaczęli nucić „Barkę”




Azaliż.... przypomnieliśmy sobie, że wielebny nie pochwalił się jednak, że wokoło jego plebanii, na cmentarzu oraz w szkole, w której pracuje, wycięto w pień wszystkie drzewa  gdzie ptaki miały swoje naturalne siedliska.

Czyżby śpiewające mu pod oknem ptaszki ruszyły sumienie?



środa, 15 lipca 2026

Czy starosta Józef Kardyś pójdzie siedzieć?

 




W poniedziałek, 13 lipca, komisarz wyborczy w Tarnobrzegu  postanowił, że referendum w sprawie odwołania rady powiatu kolbuszowskiego odbędzie się 30 sierpnia.
Cool!

Wojewodzina podkarpacka opublikowała to  w dzienniku urzędu 14 lipca.
Starosta Józef Kardyś, który ma obowiązek bezzwłocznej publikacji tych dokumentów, tego nie zrobił.
Grozi mu za to zarzut z  art. 231 Kodeksu karnego (niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego). Czyli do 3 lat więźnia.

Azaliż.... dlaczego mieszkańcy nie zostali niezwłocznie poinformowani przez organ, który powinien zadbać o sprawny przebieg referendum? Każdy dzień zwłoki skraca czas kampanii referendalnej i ogranicza dostęp obywateli do informacji o terminie głosowania.

Czyżby starosta Kardyś bał się że  odwołają go w tym referendum?

wtorek, 14 lipca 2026

Informacja czy dezinformacja przewodniczącego Mieczysława Burka?

Nastała wiekopomna chwila!
 A więc stało się. Referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu w Kolbuszowej odbędzie się 30 sierpnia.

Można by się spodziewać, że przewodniczący rady, Mieczysław Burek, w pierwszej kolejności poinformuje mieszkańców o terminie głosowania, wyjaśni, czego referendum dotyczy i jakie będą jego skutki.



Tymczasem opublikowano komunikat, który – zamiast przekazać najważniejsze informacje – skupia się na zapewnianiu, że nie ma referendum tylko jest jaksik  inicjatywa referendalna, która dotyczy wyłącznie odwołania Rady Powiatu oraz na prostowaniu bliżej nieokreślonych „nieprecyzyjnych informacji”.

Problem w tym, że z tego oświadczenia nie dowiadujemy się:

  • jakie konkretnie informacje są rzekomo nieprawdziwe,
  • co dokładnie jest prostowane,
  • ani jakie będą konsekwencje ewentualnego odwołania rady.

A to przecież właśnie to najbardziej interesuje mieszkańców.

Podprogowy przekaz wydaje się prosty: „Spokojnie, nawet jeśli odwołacie radę, nic się nie zmieni. Starostą nadal będzie Józef Kardyś, tak więc ten tego.”

Tyle że rzeczywistość wygląda inaczej.

Jeżeli mieszkańcy odwołają Radę Powiatu, obecna rada zakończy swoją działalność. Następnie odbędą się nowe wybory, a nowo wybrani radni wybiorą nowego przewodniczącego rady, nowy zarząd powiatu oraz starostę. Obecny starosta nie pozostaje na stanowisku „automatycznie” – jego dalsze pełnienie funkcji zależy od decyzji nowo wybranej rady.

To są podstawowe informacje, które powinny znaleźć się w oficjalnym komunikacie przewodniczącego.

Bo rolą przewodniczącego rady nie jest prowadzenie kampanii informacyjnej na rzecz którejkolwiek ze stron sporu, lecz rzetelne wyjaśnianie mieszkańcom, jak działają przepisy i jakie skutki wywołuje referendum.

A skoro przewodniczący nie potrafi lub nie chce przekazać obywatelom tak podstawowych informacji, to może warto zadać pytanie:

Azaliż...czy osoba, która nie potrafi jasno wyjaśnić mieszkańcom konsekwencji najważniejszego lokalnego głosowania od lat, powinna nadal pełnić funkcję przewodniczącego Rady Powiatu?
Może rzeczywiście lepiej ich wszystkich, łącznie ze starostą Józefem Kardysiem, odwołać?




poniedziałek, 13 lipca 2026

Koncert Maślarzy

 Koncert jak koncert. Znacznie ciekawsza była jego otoczka.

Żeby wysłuchać występu za całe 100 zł, trzeba było jednak najpierw przebrnąć przez prawdziwy maraton przemówień, podziękowań i politycznego autopromowania się. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wydarzenie coraz bardziej przypomina kampanijną scenę braci Romaniuków finansowaną z publicznych pieniędzy.

Sama idea uhonorowania współczesnych bohaterów – strażaków, policjantów czy osób ratujących życie podczas pożarów lub wypadków – zasługuje na uznanie. Problem zaczyna się wtedy, gdy próbuje się stawiać znak równości między spontanicznym aktem odwagi a świadomą, trwającą miesiącami decyzją rodziny Ulmów o ukrywaniu Żydów pod groźbą natychmiastowej egzekucji. To zupełnie inny wymiar heroizmu. Ale zdjęcia z medalami zawsze dobrze wyglądają w mediach społecznościowych.

Jeszcze ciekawszy pomysł podsunął młodszemu bratu burmistrz Grzegorz Romaniuk. Wymyślił bowiem własne statuetki, przypominające pamiątki z przydrożnego straganu, który – sądząc po estetyce – równie dobrze mógłby stać gdzieś po drugiej stronie wschodniej granicy. Nagrody zaczęto wręczać ludziom, bez których koncert rzekomo nie mógłby się odbyć. Innymi słowy – można honorować tych, których się lubi, których warto mieć po swojej stronie albo którzy jeszcze mogą się kiedyś przydać.

Pierwszą statuetkę otrzymał starosta Józef Kardyś. Dlaczego właśnie on? Trudno powiedzieć. Skoro mówimy o zasługach dla tego wydarzenia, to równie dobrze – a może nawet bardziej – można było uhonorować marszałka Władysława Ortyla, którego samorząd przekazuje na koncert największe środki finansowe. Albo byłego burmistrza Jana Zubę, który wspierał tę inicjatywę jeszcze wtedy, gdy nie była modnym wydarzeniem z czerwonym dywanem i fleszami.

Można oczywiście uznać, że to zwykły zbieg okoliczności. Można też zauważyć, że przychylność starosty może okazać się cenna w chwili, gdy będzie miał wpływ na wybór swojego następcy. Ciekawe tylko, czy sam pan Kardyś zdaje sobie sprawę z tych politycznych układanek. Tym bardziej że harcerze: marszałek Ortyl i poseł Zbigniew Chmielowiec najwyraźniej uznali, iż lepiej spędzić ten wieczór gdzie indziej, jak najdalej od maślarzy.

A sam laureat, Nasz Wódz Najdroższy? Cóż... tak się śpieszył na rozdanie , że przycik w tych samych portkach, w których jeszcze wiosną oglądaliśmy go podczas przekopywania ogródka. Po prostu gość wielbia odznaczenia- ten typ tak ma.Najwiekszym jego komplekstem jest bowiem to, że nie ma nawet  Srebrnego Krzyża Zasługi.

Azaliż....trudno nie pomyśleć, że gdyby koncert trwał jeszcze godzinę, statuetki zaczęto by wręczać nawet krzesłom, „bez których wydarzenie nie mogłoby się odbyć”.




sobota, 11 lipca 2026

Na układy nie ma rady?

 Po ulicy Piłsudskiego od dłuższego czasu wałęsają się bezpańskie (a może jednak "bezpańskie" tylko z nazwy?) psy.

Mieszkańcy zgłaszają sprawę policji. Odpowiedź? To  zadanie Urzędu Miejskiego.

W ratuszu z kolei można usłyszeć, że nie ma pieniędzy na odławianie zwierząt, bo w budżecie nie zabezpieczono odpowiednich środków. Padają też odpowiedzi w rodzaju: „Proszę poczekać, może jakiś samochód je przejedzie.” Jeśli takie słowa rzeczywiście padły, trudno je skomentować bez niedowierzania.

Najbardziej zastanawiające jest jednak to, że – jak twierdzą okoliczni mieszkańcy – wszyscy wiedzą, do kogo należą te psy. Mimo to od dłuższego czasu nikt nie potrafi skutecznie rozwiązać problemu. Dlaczego?

Wśród mieszkańców pojawiają się głosy, że właścicielka zwierząt jest osobą dobrze znaną burmistrzowi. Jeśli to tylko plotki, warto je przeciąć konkretnym działaniem. Jeśli nie – tym bardziej sprawa wymaga wyjaśnienia.

Na razie wygląda to tak, że mieszkańcy są odsyłani od jednej instytucji do drugiej, psy nadal biegają po ulicy, a odpowiedzialność... wałęsa się razem z nimi.

Sytuacja pozostaje patowa.
Tylko czy naprawdę trzeba czekać, aż dojdzie do pogryzienia albo wypadku?








piątek, 10 lipca 2026

83. rocznica rzezi wołyńskiej. Czy burmistrz odniesie się do rodzinnych korzeni?

 W przestrzeni publicznej od lat pojawiają się różne informacje dotyczące rodzinnych korzeni braci Grzegorza i Bogdana Romaniuków. Sami zainteresowani dotychczas nie wypowiadali się szerzej na ten temat, dlatego wokół tej kwestii narosło wiele domysłów.

Dlaczego?

Jeżeli rzeczywiście ich rodzina wywodzi się z terenów dzisiejszej Ukrainy, nie ma w tym przecież nic nadzwyczajnego. Historia naszych regionów jest skomplikowana, a losy wielu rodzin prowadziły przez tereny obecnej Polski i Ukrainy.

W związku ze zbliżającą się 83. rocznicą rzezi wołyńskiej być może będzie to dobry moment, aby burmistrz Grzegorz Romaniuk oraz  radny Bogdan Romaniuk odnieśli się do tej kwestii i – jeśli uznają to za stosowne – opowiedzieli o historii swojej rodziny, oraz swoim spojrzeniu na trudną polsko-ukraińską przeszłość.

Być może rozwiałoby to pojawiające się od lat spekulacje i zakończyłoby niepotrzebne  domysły pojawiających się w pytaniach mieszkańców.





----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pod tym wpisem ukazało się sporo nieprzychylnych komentarzy.
W Stanach Zjednoczonych jest (teraz) moda na odkrywanie swoich korzeni (także) przez badania genetyczne. Jest to powód do dumy, że ma się przodków z różnych stron świata. Dlaczego w Polsce, w Kolbuszowej ma to być (jest) powód do wstydu?
 Co z nami jest nie tak?

11 stycznia 1989 w swoim pożegnalnym przemówieniu Ronald Reagan powiedział:

Możesz zamieszkać we Francji, ale nie staniesz się Francuzem. Możesz zamieszkać w Niemczech, Turcji czy Japonii, ale nie staniesz się Niemcem, Turkiem ani Japończykiem. Jednak każdy, z dowolnego zakątka Ziemi, może przyjechać, by zamieszkać w Ameryce, i stać się Amerykaninem.

czwartek, 9 lipca 2026

Ile zarabiają lekarze w kolbuszowskim szpitalu?

 Jeśli to, o czym nieoficjalnie się mówi, jest prawdą i rzeczywiście około 10 tysięcy lekarzy w Polsce osiąga miesięczne dochody przekraczające 100 tysięcy złotych, to statystycznie również w kolbuszowskim szpitalu powinno pracować przynajmniej kilku medyków z takimi zarobkami.
Dlatego powstał oddział onkologiczny?

To robi wrażenie.







Nawet 50 tysięcy złotych miesięcznie dla większości ludzi jest kwotą trudną do wyobrażenia. A 30 tysięcy? Dla ogromnej części mieszkańców powiatu to również poziom praktycznie nieosiągalny.
Taki starosta Kardyś, czy burmistrz Romaniuk, to przecież "zaledwie" 20 tysięcy co miesiąc na koncie.

Pojawia się więc pytanie: ile realnie może/powinien zarobić lekarz, pracując wyłącznie w kolbuszowskiej lecznicy? Bez prywatnego gabinetu, bez dyżurów w kilku szpitalach jednocześnie, tylko w jednym miejscu.

I od razu ważne zastrzeżenie – ten wpis nie jest wymierzony w lekarzy. Jeżeli ktoś zdobywa kwalifikacje, bierze odpowiedzialność za ludzkie życie i zgodnie z obowiązującymi przepisami zarabia duże pieniądze, trudno mieć do niego pretensje.

Znacznie ciekawsze jest inne pytanie.

Co sprawia, że system ochrony zdrowia działa w taki sposób? Czy problemem są zbyt niskie limity przyjęć na studia medyczne z poprzednich dekad? Niedobór specjalistów? Konstrukcja kontraktów? Sposób finansowania przez NFZ? A może wszystko naraz?

Bo jeśli w jednym miejscu brakuje lekarzy, pacjenci miesiącami czekają do specjalistów, oddziały mają problemy z obsadą dyżurów, a jednocześnie pojawiają się informacje o bardzo wysokich wynagrodzeniach części medyków, to warto zastanowić się nie nad tym, ile zarabia konkretny lekarz, lecz dlaczego system doprowadził do takiej sytuacji.

Może właśnie to jest najważniejsze pytanie w całej tej ogólnopolskiej dyskusji.

Azaliż... cos jest jednak chyba na rzeczy, bo coraz więcej miejscowych lekarzy przestawia się nowomodnie na... Whiskey. Nawet nas tym poczęstowano, zaznaczając, abyśmy pili bardzo powoli, bo to co mamy w szklance na samym dnie, warte jest kilkaset złotych.




<div style="max-width: 500px; margin: 0 auto;">


środa, 8 lipca 2026

Burmistrz Romaniuk idzie na wojnę

Z braku czegoś lepszego do roboty urzędnicy miejscy, pod przewodnictwem burmistrza Romaniuka, urządzili sobie  zabawę pod tytułem: „Jak nie odpowiedzieć na proste pytanie, wykorzystując jak najwięcej papieru i przepisów” , tak aby czas w robocie szybciej zleciał. Oczywiście wszystko za publiczne pieniądze.









Jak już wiecie, zapytaliśmy burmistrza, jakie obchody przygotowano z okazji rocznicy Rzezi Wołyńskiej. Pytanie proste, konkretne i dotyczące spraw publicznych.

Najpierw do akcji wkroczył kierownik Andrzej Selwa (który chce zostać derektorem MDK.
Uznał, że zanim dowiemy się czegokolwiek, powinniśmy udowodnić, kim jesteśmy i czy mamy kenkartę. Gdy wykazaliśmy, że takie żądanie nie znajduje podstaw prawnych i ponownie poprosiliśmy o odpowiedź, można było przypuszczać, że sprawa wreszcie ruszy do przodu.

Ale nie.

Na scenę wkroczył sekretarz urzędu, pan Matejek. Zamiast po prostu odpowiedzieć, sięgnął po ciężką artylerię urzędniczą i oznajmił, że informacja... wymaga przetworzenia. W związku z tym mamy  uzasadnić, po co właściwie chcemy ją otrzymać.

Trzeba przyznać – to już wyższa szkoła administracyjnej ekwilibrystyki. Człowiek pyta o obchody rocznicy, a urząd zachowuje się tak, jakbyśmy zażądali odtworzenia historii Wszechświata począwszy od Wielkiego Wybuchu.

Problem polega na tym, że w piśmie trudno znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: co właściwie wymaga tego całego "przetworzenia"? Bez tego wezwanie jest bezzasadne.

Nie wskazano, które informacje mają taki charakter. Nie wyjaśniono, dlaczego zwykła odpowiedź miałaby wymagać wyjątkowej pracy analitycznej. Jest natomiast klasyczne wezwanie do tłumaczenia się przez wnioskodawcę.

A to dopiero początek.

Pismo sprawia wrażenie gotowego szablonu. Nie odnosi się do konkretnej sprawy, nie analizuje naszego wniosku i nie wyjaśnia, dlaczego właśnie tutaj miałoby dojść do udostępnienia informacji przetworzonej.

Do tego dochodzą kolejne wątpliwości.

Wyznaczono nowy termin, choć przepisy i orzecznictwo wskazują, że nie powinno się tego robić, zanim wnioskodawca w ogóle odpowie na wezwanie.

Nie poinformowano również, że w przypadku niewykazania szczególnie istotnego interesu publicznego organ powinien wydać decyzję administracyjną, od której przysługuje odwołanie. Zamiast tego pojawia się stwierdzenie, że urząd "samodzielnie dokona oceny". Tylko że administracja nie działa według zasady "bo tak nam się wydaje". Powinna działać na podstawie przepisów.

Nie sposób też nie zauważyć braków formalnych. Wezwanie nie zawiera jasnej podstawy prawnej do jego wydania, nie wyjaśnia procedury ani skutków procesowych.

Krótko mówiąc – zamiast odpowiedzieć na jedno pytanie, urząd stworzył dokument, który rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.

Można odnieść wrażenie, że w kolbuszowskim ratuszu obowiązuje nowa filozofia działania:

Im prostsze pytanie mieszkańca, tym bardziej skomplikowana odpowiedź urzędu, tak aby na dodatek nie odpowiedzieć.

Szkoda tylko, że czas urzędników i pieniądze podatników są wykorzystywane do tworzenia administracyjnych łamigłówek, zamiast do zwyczajnego załatwiania spraw mieszkańców.

Bo czasami naprawdę wystarczyłoby napisać kilka zdań i odpowiedzieć na pytanie. Cała reszta wygląda raczej jak próba uniknięcia odpowiedzi niż jej udzielenia.







wtorek, 7 lipca 2026

Pamięć o ofiarach Wołynia

 Wysłaliśmy do burmistrza prośbę o udostępnienie informacji publicznej, jak  urząd miejski zamierza obchodzić to święto państwowe. Taka zachęta aby kierownik Andrzej Selwa pochwalił się swoimi działaniami.

Zamiast informacji dostaliśmy wezwanie do .... najlepiej pewnie zrobilibyśmy, przychodząc do urzędu z kenkartą w zębach i numerem drewniaków. (Czy jakoś tak).

Azaliż... w sumie to burmistrz Romaniuk jednak łaski nikomu nie robi.


11 lipca to dzień, w którym państwo polskie mówi jasno: pamięć o ofiarach Wołynia jest obowiązkiem, nie opcją. A gmina – każda, także Kolbuszowa – ma w tym swoją rolę. Krótką, prostą i bez wymówek.

Gmina musi wywiesić flagi państwowe. To nie jest „można”, „wypada”, ani „jak będzie czas”. Święto państwowe – flaga ma wisieć na urzędzie i jednostkach podległych. Jeśli nie wisi, to znaczy, że ktoś w urzędzie zaspał albo uznał, że pamięć o Wołyniu nie jest wystarczająco ważna.

Gmina powinna też poinformować mieszkańców o obchodach – choćby krótkim komunikatem. Nie trzeba akademii, przemówień ani wielkich uroczystości. Wystarczy elementarna przyzwoitość: przypomnienie, że to dzień pamięci o obywatelach II RP zamordowanych przez OUN‑UPA.

Do tego dochodzi obecność przedstawicieli gminy na uroczystościach organizowanych przez powiat czy IPN. To standard administracyjny: jeśli państwo upamiętnia ofiary, samorząd nie udaje, że go to nie dotyczy.

Krótko mówiąc: flaga, komunikat, obecność. Minimum, które świadczy o tym, że gmina rozumie, czym jest święto państwowe i że pamięć historyczna nie jest dekoracją, tylko obowiązkiem. PS Wyrok I OSK 1002/09 dotyczy decyzji odmownej, a nie wniosku o informację publiczną. W mojej sprawie nie zapowiedzieli Państwo wydania konkretnej decyzji, więc powołanie się na ten wyrok jest nieadekwatne.


poniedziałek, 6 lipca 2026

Imperium kontratakuje

 






Starosta Kardyś pochwalił siem że remontuje drogi w powiecie z własne piniądze, bez pomocy gmin (co jakby sugerują inicjatorzy referendum.


więcej- kliknij tutaj

Manipulacja polega na tym, że inicjatorzy  referendum mówią o przeszłych inwestycjach, a starosta o... przyszłych.

Azaliż.... i tak się tutaj machnął, co poświadczył radny z gminy niwiska


Czyżby inicjatorzy referendum jeszcze raz mieli rację?

niedziela, 5 lipca 2026

Starosta Kardyś inwestuje w drogi

 Starosta Kardyś siem pochwalił, że inwestuje w drogi i gminy nie muszą nawet (teraz) dopłacać. (Co sugerują inicjatorzy referendum.)


Sprawdziliśmy więc, gdzie pojawiły się przez noc nowe nawierzchnie…


No... trochę przaśnie, ale dalej elegancko.

Gratulacje dla właściciela działki za obrotność!