Burmistrz ogłosił wszem i wobec na
ostatniej sesji, ze bez zgody mieszkańców (czytaj: wyborców) nie
będzie forsował lokalizacji żadnych inwestycji, nawet tak
arcyrozwojowych i proekologicznych jak 200 metrowe wiatraki.
Ciekawe
czy miał tez na myśli mieszkańców osiedla Zakątek przy ul.
Wolskiej, którzy protestują przeciwko budowaniu im pod oknami
czegoś co nazwano eufemistycznie obiekt
gastronomiczno-hotelowo-usługowy. W zgodnym zamyśle burmistrza i
inwestora ma to być cóś takiego niemałego żeby można było
dobrze zabalngować. Co prawda będzie hałas w nocy, ale za to w
dzień może być nawet spokojnie. No a poza tym będzie piękniej, a
nawet cudniej przy skansenie co jakoś zrównoważy przygnębiający
widok tych starych, prymitywnych chałup i drewnianych (a jakże!) wiatraków co ino stoją i prądu nie dają. Nic zatem dziwnego, że
pierwszy protest odrzucono jako stojący na przeszkodzie pożytkowi (może jeszcze nie publicznemu, ale od czegoś trzeba zacząć) ,a
poza tym burmistrz podobno nie zrozumiał o co chodzi podpisanym tam
współobywatelom. Drugi zamieciony pod dywan czeka na kontrolę
czystości.
Podobnie jak w w przypadku turbin wiatrowych, burmistrz unika jak ognia ustanowienia strefy ochronnej-w tym wypadku krajobrazu.
W czystej wodzie trudniej coś złowić?









