poniedziałek, 3 grudnia 2012

Żona, to nie rodzina wójta Klechy.

Ma powstać pierwsza biogazownia w naszym województwie i wokół niej samie niejasności.

Spółka została założona na początku sierpnia z kapitałem zakładowym w wysokości 322 100 złotych. Wkład udziałowców nie był pieniężny, wszyscy wnieśli do spółki ziemię w Nowym Dzikowcu. Pięć procent udziałów ma dzikowiecka gmina, która wniosła ziemię o wartości 16, 105 tys. złotych. Pozostałe udziały należą do czterech osób z Gdyni: Grzegorza Ciesielskiego, Jolanty Wiesiołek, Adama Wiesiołka i Angeliki Pastuły. To oni wnieśli do spółki grunty warte prawie 300 tysięcy złotych – każde z nich ma po 24 lub 23 udziały, warte powyżej 70 tysięcy złotych.
/Korso Kolbuszowskie/

W swoich wyjaśnieniach wójt zaznaczył, że żadna działka, której dotyczyły wnioski spółki nie należała ani do jego, ani do jego rodziny. Jedną z działek jedynie kupiła jego żona, a następnie odsprzedała spółce, ale, jak pisze, na tym nie zarobiła. - Prawdą jest, iż moja żona weszła na krótko w posiadanie części gruntów na którym wnioskodawca zamierza zrealizować zadanie pod nazwą „Budowa biogazowni rolniczej o mocy 0,5mW w Dzikowcu”. Grunty te zakupiła w dniu 29.08.2012 r. Stąd też została zawarta w dniu 29.08.2012 stosowna umowa dzierżawy, która obecnie nie ma już zastosowania, gdyż przedmiotowe grunty za tą samą cenę sprzedałą w dniu 15.102012 r. ze względów osobistych na rzecz udziałowcy spółki Pani Jolanty Wiesiołek – pisze wójt w swoim oświadczeniu.
/Korso Kolbuszowskie/


Wychodzi na to szanowna małżonka wójta ,kupiła działkę na której ma stać biogazownia, i wydzierżawiła ją Bioenergii Dzikowiec,czyli spółce z udziałem mienia gminnego.Po tym jak cała aferę zaczęło opisywać Korso ,pani Renata odsprzedała ją spółce.

Ponadto pani Klecha (z małżonkiem) wynajmowała pokój dla spółki Bioenergia Dzikowiec,miała pełnomocnictwa upoważniające ją do zawiązana w imieniu mocodawców spółki z ograniczoną odpowiedzialnością pod firmą Bioenergia Dzikowiec spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Dzikowcu na warunkach i z przedmiotem działania według uznania pełnomocniczki, objęcia udziałów w kapitale zakładowym tej spółki i pokrycia ich wkładem pieniężnym w odpowiedniej kwocie i wkładem niepieniężnym aportem, zwołania pierwszego zgromadzenia wspólników nowej Spółki Bioenergia Dzikowiec sp. z.o.o. z siedzibą w Dzikowcu oraz dokonania wyboru członków Zarządu tej Spółki i Rady Nadzorczej, zarządu majątkiem spółki „w organizacji” oraz spółki już po zarejestrowaniu w rejestrze przedsiębiorców KRS, reprezentowania każdego z mocodawców, w tym do głosowania na zgromadzeniu wspólników.


Wszystko to może wskazywać na to, że państwo Klechowie mają bardzo niejasne powiązania ze spółką Bioenergia Dzikowiec.Spółką która stara się teraz o dofinansowanie swojej inwestycji z Departamentu Wdrażania Projektów Infrastrukturalnych RPO Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego.
Moim zdaniem, pracownicy tego urzędu powinni zwrócić się do CBA i ABW o sprawdzenie tych powiązań.
Może też ktoś z Rzeszowa, pofatyguje się do Dzikowca, aby porozmawiać z mieszkańcami czy aby chcą aby z ich pieniędzy finansowana była ta inwestycja? 

Poniższa wypowiedz wójta poraża szczerością.


niedziela, 2 grudnia 2012

(Nie)zmodyfikowany poseł Chmielowiec.



Senat przyjął ustawę o GMO stosunkiem 50 (za) do 29 (przeciw). Główne media, "taktownie" milczą na ten temat. Istnieje możliwość zablokowania tego wetem prezydenta ale powiedzmy sobie szczerze, Bronisław Komorowski nie wetuje tak mocno lobbowanych ustaw. Poseł Zbigniew Chmielowiec głosował jak cały PiS przeciwko tej ustawie.Dlaczego jednak nie mówi o tym w Kolbuszowej? Nie organizuje sprzeciwu wobec tej ustawy?


O KRZYWDZIE WYRZĄDZONEJ MIASTECZKU KOLBUSZOWA


Będzie o Kolbuszowej, miasteczku posiadającym niezwyczajny wdzięk ze względu na układ urbanistyczny, atrakcje turystyczne, także na swą historię. To znaczy będzie o krzyżach, albowiem rozmaite wydarzenia mające związek z tym właśnie symbolem religijnym bulwersują nie tylko w stolicy, lecz także w Kolbuszowej.
Ale po kolei. Jechałem do Kolbuszowej pełen dobrych wspomnień sprzed trzech lat. Miasteczko jeszcze wypiękniało i odmłodziło się. Sprawy osobiste przebiegały bez niemiłych niespodzianek – w ramach promocji mej książki w siedzibie wydawcy, czyli w Bibliotece Kolbuszowskiej, odbyło się całkiem udane, jak oceniam, spotkanie autorskie. Egzemplarze „Kolbuszowej” podpisywałem także na zorganizowanym tydzień później kiermaszu książek. Impreza odbyła się w parku na Rynku, niestety...Niestety! Dostrzegłem wówczas dziwaczną strukturę: granitowe bryły połączone solidnym łańcuchem, między kamieniami postać faceta z papierosem w ustach. Z głowy miast włosów sterczały mu krzyże.
Pomnik to? Jeśli nie miejscowego menela, to kogo?
Kto ma na głowie krzyże? Producent krzyży. Kto jeszcze?...
Źle zadane pytanie. Spróbuję inaczej: kto krzyże ma w głowie? Co lub kogo ma uwieczniać ta, przepraszam artystów rzeźbiarzy, rzeźba?
A może to wykpiwający małomiasteczkowe gusta happening? Ej, chyba nie! Zużyte materiały są zbyt kosztowne...
Cóż za rzemieślnik, u licha, doświadczył Kolbuszową tak wykoncypowaną dekoracją? Kamieniami, krzyżami, papierosem i łańcuchem?
Doprawdy, wielokrotnie próbowałem tłumaczyć sobie tę inscenizację. Przewertowałem posiadane encyklopedie, leksykony, słowniki mitów i tradycji kultury. Do dziś nie mam pojęcia, co mogą symbolizować owe krzyże na głowie, owe kamienie i łańcuchy, ów ohydny pet.
Tak czy inaczej jest to ewidentna, cyniczna profanacja religijnego symbolu, tym bardziej zasmucająca, że zapewne miejscowy ksiądz bezrefleksyjnie użył kropidła, na oczach gapiów poświęcając strukturę.
Trudno gdzieś znaleźć podobną szmirę. Zwłaszcza w ostatnim czasie obserwuje się wzrost dbałości o artystyczny, intelektualny i estetyczny poziom małej architektury, albowiem ilekroć koszty przedsięwzięcia obciążają budżet państwa bądź samorządu, od pewnej kwoty obowiązuje zasada konkursu ofert. Nie posądzam rady miasta o taki zbiorowy haniebnie zły gust. W końcu sprawujący władzę w mieście samorządowcy muszą reprezentować przynajmniej minimum wrażliwości estetycznej, a także zwyczajnej, najprościej pojmowanej inteligencji. Poproszona o komentarz przygodnie napotkana w Rynku mieszkanka Kolbuszowej przypuszcza, że rolę tu grały niezbyt czyste układy pieniężne. Przyznam, że mnie by do głowy nie przyszły zarzuty korupcyjnej natury, chociaż projektodawca (wykonawca) niewątpliwie działał motywowany sutym wynagrodzeniem. Jednakże posłużę się cytatami z Witolda Gombrowicza oraz klasyka polskiej myśli politycznej: „Swój do swego po swoje!”, a „ciemny lud wszystko kupi”.

Czar prysł. Moja wypielęgnowana w myślach, cudna i szlachetna Kolbuszowa została w miejscu swym najserdeczniejszym wskutek kaprysu czy wyroku jakichś mrocznych mocy zeszpecona. Zbezczeszczona! Tak oto krzyże zepsuły mi humor już w połowie lipca.




Marcin Niziurski




Melancholia pana Szilera

Melancholio jesienna
Jakże lubię ciebie
Twe bizantyjskie złoto

Drobnych popołudni
I bezkresne obszary
Deszczowych wieczorów
Że potem prawie wszystko
W śnie się zdarzyć może.

A dom już pachnie zimą
Rybą i płomieniem
Wystarczy drzwi zatrzasnąć
Żeby wejść w tę miłość
I tylko jeszcze szelest
Kusi mnie za progiem
Ostatnich złotych koni
Co w horyzont biegną.

Już wiem co dała wiosna
I lato minęło
Choć pajęczyna słońca
Liść czerwony trzyma
Zamyka się go w dłoni
Chucha: i nic nie ma
I wtedy dom zostaje

Tak nastaje zima
Z wielką Gwiazdą
Na stole
Przedwiecznego Słowa.






sobota, 1 grudnia 2012

Urodziny Hudaków online!

Kto nie był na koncercie urodzinowym Hudaków ma jeszcze szanse posłuchać go w Radio Studnia w specjalnym wydaniu audycji "Wszystko jest folkiem".

W sobotę o 19 zapraszamy na specjalną audycję. Wyszliśmy z ziemianki i nagraliśmy koncert urodzinowy grupy Hudacy. Muzyki wyszło dużo, więc na razie puszczamy pierwszą część. A co w całej audycji na żywo, ale z taśmy poleci? Projekt Micne Zilja, czyli łęmkowski folk rekonstruowany, projekt 555, czyli lasowiacki folk zdemolowany, a także grupa Karinko Népzenei Együttes z Węgier, czyli madziarski folk zrekonstruowany że mucha nie siada. Sympatyczni Madziarzy zagrają na smykach, ale usłyszymy też trzy cytrzyski z Horthobagy. Niedużo, ale na żywca. Do usłyszenia o 19!

O 19  >> kliknij tutaj<< (prawy górny róg)





Maniuś Notowicz






Żydzi  bardzo dokładnie zarchiwizowali historie holokaustu.My nie mamy prawie nic.
Poniżej fragmenty wywiadu z panem Notowiczem.Wspomnienia w dalszym ciągu wywołują u niego łzy.
Warto postarać się, aby całość wywiadu znalazła się także w naszym miasteczku.

Pan Notowicz uratował się przede wszystkim dlatego, że był dobrym pracownikiem ,"siłą roboczą" którą Niemcy chcieli do końca wykorzystać . Mieszkańców  Kolbuszowej przewieziono do Rzeszowa, skąd wysłano na śmierć do Bełżca.Zdolnych do pracy osadzono w obozie w Pustkowie, skąd panu Notowiczowi udało się uciec.
Dalszą cześć tej historii można przeczytać  >> kliknij tutaj<<

Przemoc a męskość

Tomas Wetterberg po dwóch dniach pobytu w Polsce zauważył, że to, do czego przywykł w Szwecji niekoniecznie dziala tak samo w Polsce. W Szwecji nawet Premier podkreśla, że jest feministą, w Polsce nawet światli dziennikarze słysząc, że ktoś nazywa siebie feministą zaczyna uchodzić za niepoważnego dziwaka. Stwierdził, że wystarczyły dwa dni, aby zaczął się obawiać, że “przyznanie się” do feminizmu, grozi mu tym, że nikt go tu nie będzie słuchał. Dziwnie sie poczuł – bo w Szwecji było tak prawie sto lat temu…Do Warszawy ze Sztokholmu leci się dwie godziny, a okazuje się, że ta niezwykła podróż cofa pasażera w zapyziały czas przeszły, gdy jego babki zastrzegały się, że “nie są feministkami, ale..”, a dziadkowie patrzyli na feministki ze strachem.
/Monika Płatek/
Agresja jest tak powiązana z męskością jak delikatność z kobiecością. Uważa się, że jedno jest nieodłącznym elementem drugiego. Nieagresywni faceci, którzy “odchodzą” od bójek bywają wyzywani od “ciot”, a “niedelikatne” kobiety są niekobiece. Chłopcy, którzy się pobiją na podwórku, to nic wielkiego, o ile nie było wielkiego uszczerbku na czyimś zdrowiu bądź nie uszkodzono przy tym drogiego sprzętu elektronicznego – chłopcy będą się bić, bo są chłopcami. Od małego wysyłamy im sygnał, że pobicie się, choć może nie jest idealną metodą rozwiązywania konfliktów, na pewno nie jest niedopuszczalne.  Dziewczynki, które wykazują agresywne zachowania, są dużo szybciej i dużo surowiej karane. Nie potępiając agresji męsko-męskiej uczymy chłopców, że podnoszenie na kogoś ręki jest akceptowalną metodą rozwiązywania konfliktów. Większość z tych chłopców potem oczywiście wyrasta na zupełnie zsocjalizowanych, miłych mężczyzn, którym by się nigdy nie śniło użyć przemocy wobec partnerki czy dziecka. Ale niektórym zostanie w głowie schemat – na problemy międzyludzkie można reagować pięścią, a nie słowem.
Na tej samej konferencji pan Grzegorz Wrona, prawnik i ekspert od kwestii przemocy domowej i przemocy wobec kobiet wskazał na jeszcze jedno źródło przemocy wobec kobiet, też nierozerwalnie połączone z stereotypami mężczyzny w naszej kulturze. W rodzinie to on jest panem domu, on jest głową (nawet jeśli ona szyją), on powinien zarabiać na dom i w związku z tym, że ona “nie pracuje”, to on ma prawo do podejmowania wszystkich ważnych decyzji. Oczywiście ma też zawsze rację, a jeśli ktoś się nie zgadza, to dla dobra delikwentki należy jej kilka razy przyłożyć żeby przejrzała na oczy. Przecież, co głupia baba może wiedzieć… Innymi słowy, hierarchiczna struktura związku służy niektórym za usprawiedliwienie dla przemocy – tak jak stosowanie klapsów wydaje się wielu ludziom dopuszczalne wobec dzieci (choć nie jest!), nie ośmieliliby się użyć ich wobec osób o równym statusie. Okazuje się, że wielu sprawców przemocy bije nie dlatego, że piją (nie alkohol bije, ale człowiek – tylko połowa telefonów do Niebieskiej Linii tyczy się przypadków przemocy związanych z alkoholem) ale dlatego, żeby wypełnić swoją rolę samca alfy i “obrońcy” stada. Jeśli ktoś w rodzinie się z owym samcem nie zgadza, to lepiej żeby oberwał od ojca/męża zamiast od życia – bo przecież ojciec ma rację i tylko chce dobrze.
Przemoc wobec kobiet jest zatem nierozerwalnie związana ze stereotypem kobiety jako tej biernej, gorszej, mniej inteligentnej piastunki ogniska domowego (i proszę mi nie argumentować, że kobiety są równe ale inne i dlatego powinny siedzieć w domu – społeczeństwo jawnie mniej ceni pracę opiekuńczą i pracę domową! Kobiety nie są do niej w żaden sposób biologicznie predestynowane – bo przecież od dwóch chromosomów X nie robi się lepszej pomidorowej – więc jeśli praca domowa jest rzeczywiście taka cenna, to czemu więcej mężczyzn się do niej nie pcha tylko woli jednak mieć kariery poza domem?!). Ale co ważne i czasem zapominane – przemoc ta jest też wynikiem stereotypów tyczących się roli mężczyzny, który, żeby się sprawdzić jako “prawdziwy samiec” powinien sam zarabiać na dom, podejmować wszystkie decyzje i być władczym, agresywnym (jeśli trzeba) bijącym się (a czasem i innych!) w pierś Tarzanem w garniturze, który broni swoją Jane, ale też pokaże, gdzie jej miejsce.


piątek, 30 listopada 2012

Kolbuszowski rynek -wczoraj i dziś

Użytkownik Youtube "ŚlicznyDzień" włożyła/włożył wiele trudu aby przybliżyć nam historię kolbuszowskiego rynku.
Kawał niezłej  roboty.Dzięki!!!



Masaż burmistrza w czekoladzie.

Na wczorajszej sesji rady miasta, burmistrz Zuba przekonywał (raczej z marnym skutkiem), że nie czyta Magla na śniadanie.Mógł jeszcze dodać że nie czyta w ogóle. ; )

Miło zobaczyć, że jednak można zrobić w Kolbuszowej niezły  film promocyjny, bez udziału pana burmistrza Zuby oraz pani Moniki Fryzeł . Brzmi to  niewiarygodnie, ale zobaczcie sami...





Panie z Flowerspa są bardzo miłe i  profesjonalne.
Lobbyści biogazowni,farm wiatrowych,marketów i domu weselnego, mogą tu zakupić karty upominkowe, dla radnych z całego regionu.Mile widziane (a nawet wskazane) są, takie upominki dla przedstawicieli lokalnych mediów.

czwartek, 29 listopada 2012

Rosół z koguta-pieniądze


 Na jednej z sesji rady miejskiej, burmistrz Zuba rozpłakał się  rzewnymi łzami, że podlegli mu urzędnicy zarabiają skandalicznie  mało.Nie podniesie im jednak pensji, bo ma inne genialne pomysły (jak to on).
To mnie zastanowiło.Kolbuszowski inspektor oświaty , w 2011 roku zarobił w gminie 60 089 zł, w 2007  było tego "zaledwie" 45 583 zł ,prawie 30% wzrost w ciągu 5 lat.





W gminie Sędziszów Małopolski ,nie ma takiego stanowiska, jest za to :Wydział Oświaty, Służby Zdrowia i Spraw Społeczno Obywatelskich.Kierująca nim pani Anna Skiba, ma znacznie  więcej obowiązków i zapewne mniej wolnego czasu , (aby pracować na kilka etatów) Mimo to kobita zarobiła w 2011 roku zaledwie 51 738 zł,w 2007 roku było to 42 549 zł.Czyli w ciągu 5 lat jej pensja wzrosła  o jakieś 20%.Procentowo wzrost był o 1/3 mniejszy  niż pana Koguta.




Wygląda na to, że burmistrz Zuba opowiada  bajki o skandalicznie niskich zarobkach kolbuszowskich urzędników.Na tle Sędziszowa Małopolskiego zarabiają całkiem nieźle i jeszcze mają czas na dodatkowe dochodowe zajęcia.
Może radni z panem Opalińskim na czele ,wyjdą wreszcie z przedszkola (nr 1) i przyglądną się linijka po linijce organizacji urzędu miejskiego,zakresom obowiązków urzędników  i ich płacom na tle wynagrodzeń w regionie.
Ciekawe czy ktoś wie , co na przykład robi tam pan Wiącek i jak kim cudem się tam znalazł?



Podstawy biznesu-wg Edwarda Pastuły

Pan Pastuła na łamach Gazety Gminnej uczy mieszkańców Dzikowca jak robi się biznesy.





Niestety słynny biznesmen , nie tłumaczy jak urząd gminy, może mieć pełna kontrolę nad działalnością spółki, skoro ma tylko 5% udziałów.Czyżby była to aluzja potwierdzająca plotki że wójt Klecha ma w Biogazowni-Dzikowiec ciche udziały?
Z niecierpliwością  więc,czekam na kolejne wydanie Gazety Gminnej i arcyciekawe podstawy biznesu według pana Edwarda Pastuły.


środa, 28 listopada 2012

Pytania do burmistrza Zuby

Zbliża się sesja rady miasta (i gminy) Kolbuszowa.Niestety nie wiemy ,kiedy się odbędzie i gdzie, ponieważ została utajniona przez burmistrza (bo przez kogo by?).
W związku z powyższym, nie będę mógł przybyć i zadać panu Zubie osobiście kilku nurtujących mnie pytań. Pytań (dodajmy) przez które nie mogę spać po nocach.Zamieszczę je więc  tutaj, bo wiem, że kto jak to, ale burmistrz czyta Kolbuszowskiego Magla codziennie do porannej kawy. Liczę też ,na odpowiedź pisemną bądź  na sesji ,z których nagrania zamieszcza (ostatnimi czasy) starszy referent Lucjan Maciąg w internecie.

1.Czy udział pani Moniki Fryzeł,pana Ireneusza Koguta ,w pozarządowych stowarzyszeniach nie narusza :
Ustawy o pracownikach samorządowych.
Art. 30. 1. Pracownik samorządowy zatrudniony na stanowisku urzędniczym, w tym kierowniczym stanowisku urzędniczym, nie może wykonywać zajęć
pozostających w sprzeczności lub związanych z zajęciami, które wykonuje w ramach obowiązków służbowych, wywołujących uzasadnione podejrzenie o stronniczość lub interesowność oraz zajęć sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy. ?

2.Którzy pracownicy urzędu miejskiego pobierają dodatkowe wynagrodzenie za pracę w "stowarzyszeniach"? Czy te dodatkowe zajęcie nie kolidują z ich  godzinami pracy w urzędzie miejskim?
Szczególnie chodzi mi o panią Fryzeł i pana Koguta ,ponieważ w ich przypadku trudno rozdzielić to co robią w urzędzie gminy i w stowarzyszeniach.

3. W jaki sposób naliczany będzie podatek od nieruchomości  na której stoi turbina wiatrowa?Ile konkretnie będzie on wynosił?

4.Czy postawienie tej turbiny zgodne jest z planem zagospodarowania przestrzennego gminy?

5.Dlaczego do dzisiaj nie ma podstrony Strefy ekonomicznej na stronie internetowej urzędu miasta?

6.Jaki jest zakres obowiązków w urzędzie pan Jana Wiącka?Kiedy i czy w ogóle został zorganizowany konkurs na to stanowisko?

7.Mająca powstać  w Dzikowcu biogazownia ma korzystać z odpadów produkcyjnych z  cukrowni  w Ropczycach .Podczas kampanii cukrowniczej będą wiec przez nasze miasteczko przejeżdżały dziesiątki ciężarówek z wysłodkami.Czy urząd gminy podjął jakieś działania aby wymóc na inwestorze,aby transport ten odbywał się w szczelnie zamkniętych kontenerach tak jak to jest wymagane na przykład w Danii ? 

8.Dlaczego sesje Rady Miasta nie są już (zwyczajowo) ogłaszane na stronie internetowej urzędu ?




Senator Ortyl zrobi porządek w Raniżowie.

Na wczorajszej sesji w Raniżowie, jeszcze raz okazało się, że ani wójt Fila ,ani radni nie mają pomysłu jak zmniejszyć wydatki i zrównoważyć budżet.Zlikwidowanie Zespołu Szkół w Raniżowie,ZUP, to za mało.Nie wiadomo nawet jakie przyniesie to skutki finansowe.Jak zwykle za niefrasobliwość samorządowców zapłacą ... mieszkańcy.Ponieważ nie wiadomo jak zmniejszyć wydatki ,wójt z radnymi postanowili po prostu zwiększyć dochody.Uchwalili nowe stawki podatku od nieruchomości-jedne z najwyższych w regionie.Już z Janusz Szpotański  zauważył  że "„ trzeba doić, strzyc to bydło, a kiedy padnie − zrobić mydło". I to się robi w Raniżowie.Konsekwencje swojej nieudolności ,wójt Fila (przy udziale radnych) zrzucił na barki mieszkańców.
Jak zwykle radny Sobolewski stanął w poprzek,a przewodniczący Ozga jeździł po wójcie jak po łysej kobyle.Nic to jednak nie dało, ponieważ za wójtem stoi nadal jak murem "stara gwardia".Jak długo?Na razie jest 8 :6.

Gołym okiem widać w gminie kryzys.Na sesji nie było dla mediów nie tylko ciepłych paróweczek,sernika,kawy....zabrakło nawet...zwykłych "Tymbarków".Zły to znak.
Tutaj zaimponował zmysłem praktycznym redaktor Radwański, przynosząc ze sobą termos z gorącą herbatą, oraz kanapki z boczkiem wędzonym po żydowsku (o jakże poetycznym zapachu).

Senator Ortyl przygotowuje się do wizyty w  Raniżowie.


wtorek, 27 listopada 2012

Fila ciągnie w dół.

Na facebooku pan radyn Ozga napisał:

Wójt wycofał się w sprawie przekazywania przedszkoli osobie fizycznej jak planował do tej pory. Wczoraj na spotkaniu z radnymi poinformował, że ma zamiar tą sprawę uregulować zarządzeniem (redukcja oddziałów, redukcja etatów nauczycieli, redukcja etatów pracowników obsługi). 
Ps. Co myślicie o zmianie godzin otwarcia i zamknięcia przedszkoli? 
Ps 2. Notatki niebieskim długopisem nie są na dzień dzisiejszy istotne.





Budżet się wali ,a wójt szaleje od jednego pomysłu do drugiego.Przez trzy dni szedł jak czołg na zebraniach rodziców z przekształceniami przedszkoli.Teraz :ooops mam lepszego pomysła.Czy aby na pewno pan to przemyslał?

Rosół z koguta -maszynka do robienia pieniedzy


Ponieważ wielu urzędników samorządowych traktuje udział w stowarzyszeniach,organizacjach pozarządowych, jako maszynki do robienia pieniędzy, ustawodawca zadbał o odpowiednie ograniczenia.





  Zakaz, o którym mowa w art. 30, obejmuje wszelkie postaci aktywności podejmowanej poza pracą u pracodawcy samorządowego. Może to być dodatkowa aktywność zawodowa na podstawie umowy o pracę, umowy cywilnoprawnej lub też podejmowanie działalności politycznej czy społecznej. Jak zauważa H. Szewczyk, w artykule ˝Ograniczenie prawa do pracy w samorządzie po wejściu w życie reformy administracji publicznej˝, ˝Samorząd Terytorialny˝ z 2000, nr 11, odnosząc się do art. 18 ustawy z dnia 22 marca 1990 r.: ˝komentowany przepis jest dopuszczalnym ograniczeniem prawa do pracy, wyrażonego w art. 10 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (Dz. U. z 1998 r. Nr 21, poz. 94, z późn. zm.) oraz art. 65 Konstytucji RP z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz. U. Nr 78, poz. 483)˝.
   Powyższą kwestią zajął się także Trybunał Konstytucyjny, który w uchwale z dnia 13 kwietnia 1994 r. o sygn. W 2/94 (OTK 1994, nr 1) stwierdził, iż celem ograniczeń w podejmowaniu dodatkowego zatrudnienia przez osoby pełniące funkcje publiczne ˝jest zapobieganie angażowaniu się osób publicznych w sytuacje i uwikłania, mogące nie tylko podawać w wątpliwość ich osobistą bezstronność czy uczciwość, ale także podważać autorytet konstytucyjnych organów państwa oraz osłabiać zaufanie wyborców i opinii publicznej do ich prawidłowego funkcjonowania˝.
W związku z wprowadzeniem zakazu wykonywania zajęć pozostających w sprzeczności lub związanych z zajęciami wykonywanymi w ramach obowiązków służbowych, wywołujących uzasadnione podejrzenie o stronniczość lub interesowność, podmiotem uprawnionym do tej oceny jest przede wszystkim pracodawca samorządowy, w którego gestii leży ocena wywiązywania się przez pracownika samorządowego z obowiązków, w tym jednego z podstawowych, do których zaliczyć należy przestrzeganie prawa, a więc także przepisu art. 30 ustawy.



Czyli sprawdzić i ocenić powinien to burmistrz Zuba,a czy dobrze to wykonał zobowiązany jest skontrolować przewodniczący komisji rewizyjnej radny Michał Karkut.Czy to aby zrobili?Czy w przypadku pani Moniki Fryzeł nie zachodzi podobne podejrzenie?

Pan Ireneusz Kogut jest inspektorem oświaty,prezesem zarządu stowarzyszenia "Nil" oraz prezesem zarządu spółdzielni socjalnej "Smak".

Czy nie istnieje uzasadnione podejrzenie że te dodatkowe zajęcia kolidują z obowiązkami inspektora gminnej oświaty?
Chociażby ze względu na ograniczenia czasowe?

Mam nadzieje że wyjaśni nam to pan burmistrz Zuba na  najbliższej sesji rady miejskiej.








Edward Pastuła uczy kultury...

... na łamach Gazety Gminnej.



Oskarżanie "prasy regionalnej", o dezinformację bez podania jakichkolwiek dowodów, ni jak mają się do "kultury i etyki słowa".Już raz pan to zrobił i do dzisiaj nie odpowiedział na protest lokalnej redakcji.Ni jak  ma się to do legendy poważnego inwestora chcącego zainwestować w Dzikowcu "grube miliony".
Może zacznie pan traktować mieszkańców,media z należytym szacunkiem?



poniedziałek, 26 listopada 2012

Rosół z Koguta.

Gminny inspektor oświaty pan Ireneusz Kogut,jest również członkiem  Stowarzyszenia Na Rzecz Rozwoju Powiatu Kolbuszowskiego "NIL" .Jest tam prezesem zarządu z gażą 26 880 złotych rocznie.O takiej sumie może  pomarzyć na przykład radny Pik za 8 godzin roboty dziennie , który kontroluje pracę pana Koguta.Nie zapominajmy, że oprócz tego pan inspektor oświaty ma jeszcze 56 950 złotych z urzędu gminy.
Moim zdaniem jest tu konflikt interesów, i pan Kogut z jednej z funkcji powinien zrezygnować.

Pracując jako inspektor oświaty, może bowiem być zainteresowany w  słabej atrakcyjności oferty edukacyjnej szkół,bo jako prezes fundacji może to naprawiać za dodatkowe wynagrodzenie.Ciekawe dlaczego burmistrz Zuba toleruje taka sytuację?Czy jest to etyczne?

Na stronie stowarzyszenia czytamy:
Realizacja projektu przyczyni się do wyrównania dysproporcji w poziomie oferty edukacyjnej między szkołami z Gminy Kolbuszowa a szkołami z dużych miast, podniesienie atrakcyjności i jakości oferty edukacyjnej szkół publicznych z terenu Gminy Kolbuszowa, pobudzenie lokalnego środowiska i stworzenie podstaw do dalszego rozwoju edukacji indywidualnej ucznia, rozwijanie zdolności intelektualnych u uczniów, integracja dzieci niepełnosprawnych z środowiskiem.
Formy wsparcia:
1. Zajęcia pozalekcyjne z zakresu informatyki oraz języka angielskiego – szkoły podstawowe i gimnazjalne z terenu Gminy Kolbuszowa
2. Zajęcia z zakresu arteterapii – Zespół Szkół Specjalnych w Kolbuszowej Dolnej
Beneficjenci:
Uczniowie szkół podstawowych i gimnazjalnych dla których Gmina Kolbuszowa jest organem prowadzącym.

Może więc lepiej by było dla nas wszystkich , żeby pan Kogut skupił się  w godzinach pracy, nad tym co zlecił mu Urząd Gminy?
Co na to przewodniczący komisji rewizyjnej pan Michał Karkut?





P.s.  Stowarzyszenie ma za zadanie między innymi:

Rozwój społeczeństwa obywatelskiego i aktywności społecznej obywateli
* dialog społeczny i integracja środowisk lokalnych,
*wspieranie działań społeczności lokalnych służących aktywności proekologicznej,
*promowanie i wspieranie działań i inicjatyw pozarządowych


Czy w związku z tym Kolbuszowski Magiel może liczyć na jakieś wsparcie finansowe? ;)

Sesja rady w Raniżowie

Ciekawe czy wójt Fila zademonstruje dokładne wyliczenia skutków swoich planów "oszczędnościowych", i czy przewodniczący Ozga znalazł jakieś miejsca gdzie można bardziej zacisnąć  pasa.Z rozmów na Facebooku wiem że pan radny jest zwolennikiem reform w oświacie (przekształcenie przedszkoli),likwidacji ZUP i dokładnego przejrzenia zatrudnienia w urzędzie gminy.Wszyscy czekamy z zapartym tchem.



niedziela, 25 listopada 2012

Hudacy dziękują!

Kochani nasi Goście, ludu Cesarski zachodniego i wschodniego obrządku, Przyjaciele Łemkowie, Madziarzy, Siostry i Bracia Muzykanci!
Nie sposób opisać naszej radości i szczęścia po tym co ujrzeliśmy w sobotni wieczór w szynku Galicja w cesarskim miasteczku Biblioteka Kolbuszowaa. 
A widzieliśmy karczmę wypełnioną uśmiechniętymi, dobrymi ludzi. 
Widzieliśmy Panią Muzykę, która tego wieczoru była szczodra dla swoich pańszczyźnianych, małych sług. 
I widzieliśmy Narody, które zeszły się i mówiły do siebie nawzajem.

Nieważne jaką mową.

Kochani nasi Goście, ludu Cesarski zachodniego i wschodniego obrządku, Przyjaciele Łemkowie, Madziarzy, Siostry i Bracia Muzykanci!
Stworzyliśmy oazę. W świecie zrobionym z plastiku, na jedną noc, jeden cudowny wieczór udało się nam wszystkim być w krainie Muzyki, Teatru, Poezji. Krainie przepełnionej dobrem, w krainie pełnej śmiechu, krainie pachnącej winem i złotymi nutkami.
To nasza wspólna zasługa. To nam ta moc była dana . To nas to spotkało.

Kochani nasi Goście, ludu Cesarski zachodniego i wschodniego obrządku, Przyjaciele Łemkowie, Madziarzy, Siostry i Bracia Muzykanci!
Całym muzykanckim sercem pięknie Wam dziękujemy.
Magda, Kuba i Jarek
Hudacy.
A nad nami Karpaty.












__________________________________

Żydzi -Polacy


/ na marginesie „Pokłosia” /



Temat rzeka, w całej pełni tego porównania. Niepokojący, niedookreślony, często mętny i podlegający pogodowym wpływom zewnętrznym. Temat mimo licznych wysiłków nie dający się dotąd uregulować.

Żydzi żyją w Polsce od niepamiętnych czasów. By nie być gołosłownym, podam dość niezwykły i może mało znany przykład, otóż :

„ istnieje kilkanaście zachowanych brakteatów Mieszka III Starego pochodzących z lat 1181 – 1202 zawierających inskrypcję „ Mieszko król Polski” – wyrażoną w języku polskim. Do sporządzenia tego napisu posłużono się jednak nie łacińskimi, ale hebrajskimi (!) literami , które ułożono w ten sposób by tworzyły polski dźwięk; polskie zdanie. Powstała transkrypcja jest bardzo niedoskonała z uwagi na to, że alfabet hebrajski jako nie posiadający samogłosek ( a po spółgłoskach nie używano wtedy kropek zmiękczających ) do charakteru polskiego języka zupełnie nie pasuje. Napis umieszczono na modłę hebrajską; czytany od prawej strony ku lewej brzmi dosłownie :” Mszko krl Plski”.

Wcześniejsze naturalnie są opisy Polski sporządzone przez Żydów, ect.; ten napis jednak świadczy już o ich pełnym zadomowieniu się w naszym kraju. Czy jednak o rzeczywistym zadomowieniu ?

I tu „zaczynają się schody”, bo jeśli żyją wraz z nami od tak długiego czasu, to powinni być nam równie bliscy jak wszyscy inni obcokrajowcy, którzy na tę gościnną ziemię przybyli. Jak choćby Matejko, Szajnocha, Pol, Andriolli… czy tylu, tylu innych. Niemców, Czechów, Włochów, Ormian, Szwedów itp., którzy przez wieki tak wtopili się w polską rzeczywistość, że nie sposób ich rozpoznać, więcej : są często bardziej polscy niż słowiańscy Polacy.

Z Żydami jest inaczej, całkiem inaczej. Są jak na samym początku - ciągle tak samo obcy, co bliscy. Od zawsze niejako, oczywiście poza nielicznymi wyjątkami typu Hemara, polscy Żydzi nie chcą być Polakami. I to nie tylko ci, którzy wyraźnie różnią się od nas wyznawaną religią, bo to by jeszcze można było zrozumieć, ale także ci, którzy już z religią swoich przodków nic nie mają wspólnego. Więcej, którzy ją kontestują.
Cóż  więc jest takiego, co nie pozwala na ich asymilację ?

My nie lubimy ich za lichwę, arogancję i wyraźną niechęć do nas wynikającą z niejako rasistowskiego przekonania o wybitności „narodu wybranego”.
Starsi pamiętają jeszcze dobrze   przedwojenną bezczelną „odzywkę” żydowską odnoszącą się do Polaków : „ Nu, wasze ulice , nasze kamienice”…., która najpełniej wyrażała pogardę wobec goszczącego ich narodu…
Względy religijne, mają już raczej niewielkie znaczenie.

Oni nas za...no właśnie za co, bo nie całkiem wiem ?
Przypuszczam, że, poza programową niechęcią do gojów wynikającą między innymi z zapisów „Talmudu” , również za nasz narodowy dumny charakter, przywiązanie do tradycji, a przede wszystkim za niepodległość myśli i swoisty dystans do rzeczywistości.

Dlaczego tak jest jak jest we wzajemnych relacjach i kto ponosi za to winę wykrzyczano już wiele słów, które właściwie do niczego nie prowadzą, dyskusja bowiem na ten temat toczy się na tak zwany sposób szemrany ( ta oficjalna żadnej ze stron nie satysfakcjonuje i żadna nie traktuje jej poważnie ).
Każdy ma swoje racje, każdy te racje kultywuje, ale nikt sensownie o nich oficjalnie nie mówi. Padają wielkie a nic nie znaczące słowa. Tymczasem narasta z dnia na dzień coraz większa obopólna niechęć,  paradoksalnie : tym większa im bardziej natrętnie głoszone jest urzędowe pojednanie.


Urodziłem się po wojnie, czyli wówczas gdy Żydzi zniknęli z naszych miast i wsi, przynajmniej w widoczny sposób. Przez całe dzieciństwo i młodość właściwie prawie o nich nie słyszałem. Może tylko jako dodatek do wspomnień starszych. 
Nie było w tych wspomnieniach nawet cienia złośliwości a raczej wielkie współczucie, bo wielka a niedawna martyrologia tego narodu całkiem zmyła jego winy ( prawdziwe lub wyimaginowane ). Żydzi zostali bardzo skutecznie wymazani przez Niemców z polskiej rzeczywistości, tak bardzo, że dla mnie Żyd był równie egzotyczny co palma w przeworskiej oranżerii . Tak jak ona zastanawiający, ciekawy, niezwykły i długo - obojętny.

Przez całe lata nawet mi do głowy nie przychodziło, by szukać w otaczającej mnie rzeczywistości resztek tej wielowiekowej egzotyki, która przetrwała koszmar wojenny.
Przede wszystkim chyba dlatego, że ta resztka starała się nie rzucać w oczy . Może też i dlatego, że urodziłem się i wychowałem na zachodnim krańcu dawnych Kresów, gdzie obcy byli od zawsze i nikogo nie dziwili ani swym wyglądem , ani kulturą.
Dzieliłem więc , niejako w naturalny sposób, ludzi nie podług ich urodzenia, a tylko podług ich kondycji moralnej. Ważne dla mnie było kto jest dobry a kto zły. Nic więcej.

Potem wędrując po kraju napotykałem resztki kirkutów. Przedzierałem się przez zarastające chaszczami uroczyska, nie tak dawno jeszcze będące zwykłymi cmentarzami. Przerysowywałem z macew pozostałości polichromii i liter przypominających płomień ogniska. Zatrzymywały mnie czasem spękane mury synagog i wprowadzały w melancholię dziwne zaułki małych miasteczek, z  przylepionymi do murów, niby jaskółcze gniazda, resztkami drewnianych kucz i śladami mezuz na wejściowych  futrynach . Pozostałości po sklepikach ,do których zapraszał dzwonek po otwarciu  drzwi…
Poza współczuciem , pięknem oddalenia ( które zmienia zwyczajność w poezję ) i  inspiracją - nie odnajdywałem jednak w tym nic ani niepokojącego, ani tym bardziej wrogiego.

Na „problem żydowski” zwróciła moją uwagę dopiero książka Kosińskiego „ Malowany ptak”, która była dla mnie swoistym szokiem, horrorem jednak li tylko literackim, bo całkiem nie przystającym do znanej mi od dziecka mentalności  polskiej wsi.
Tym bardziej nie rozumiałem zachwytów nad tą ( dziś zastanawiająco zapomnianą ) książką i głoszenia, wbrew oczywistym faktom, że oddaje ona niedawną rzeczywistość…
Przecież znałem resztki ziemianek w jagiellańskim lesie ( zaraz za „Bożą męką” ) , w których w okupację chłopi przechowywali Żydów; widziałem zdjęcia zrobione przez niemieckiego żołnierza, na których wiejskie babiny odpędzane kolbami żołdaków podają Żydom transportowanym na furkach do obozu w Pełkiniach wodę i mleko, słyszałem o wymordowanej rodzinie Ulmów z Markowej i pomocy jakiej udzielili Żydom moi powinowaci z tej samej miejscowości…
Więc  jak oddaje skoro nie oddaje ? – pytałem siebie, po czym uznałem wreszcie rzecz całą za piramidalną bzdurę nie wartą zachodu i wyrzuciłem ją na śmietnik pamięci.

Ale potem pojawiły się niestety nowe przedziwne książki opluwające Polaków ( więc także opluwające i mnie ) , nowe” oficjalne” wypowiedzi „ wodzów narodu” i kolejne dziwactwa, typu „gumowej stodoły” z Jedwabnego, w której potrafiło się zmieścić całe prawie miasteczko, niedokończonej ekshumacji i niedocieczonej prawdy…, ale za to wielokrotnych przeprosin w moim imieniu za moje - niedopełnione winy…

Nagle z dnia na dzień zrobiono ze mnie antysemitę, którym nigdy nie byłem.
Zaatakowali mnie w dodatku ci, którym jeśli nie pomogłem, to nie zaszkodziłem, i których darzyłem empatią…

Patrzyłem i patrzę na to szaleństwo z coraz większym zdumieniem , narastającym niepokojem i rozpalającym się gniewem.

Kamień pomówień, który  zrzucono gdzieś z góry, toczy się coraz szybciej i nabiera  rozpędu, grożąc lawiną nie tylko beztroskich uogólnień. I na nic się przyda przysłowiowe chowanie głowy w piasek, bo ten kataklizm wyobrażeń dzieje się także we mnie i nie wiem jak się mu mam przeciwstawić.


 Ryszard Sziler