piątek, 15 lutego 2013

Dyrektor Sitko zmienia wersje wydarzeń.

Dyrektor Sitko kolejny raz zmienił wersję wydarzeń które działy się wokół koncertu zespołu Braci Figo Fagot.
Przypomnijmy, że w pierwszej twierdził że z koncertem nie ma nic wspólnego, ponieważ nie jest derektorem MDK,a za wszystko odpowiada Dorian Pik i jego należy targać za uszy.
W drugiej że koncert się nie odbędzie ponieważ organizator (czyli Dorian Pik) nie jest wstanie przynieść mu do MDK przez 4 dni papierów mimo iż mieszka dwie ulice dalej ponieważ jest bardzo ślisko.Prawdopodobnie w MDK nie mają faxów ,ale to już inna sprawa.

Najciekawsza (naszym zdaniem ) jest jednak  wersja trzecia wydarzeń opublikowana (a jakże) na głównej stronie Domu Kultury.Otóż koncert Braci Figo Fagot się nie odbędzie ponieważ... ojciec szanownego dyrektora Sitki tak złoił mu tyłek że (jak sam pisze) siedzenie sprawiało mi wyraźną przykrość, a uszy miałem w kolorze tak wtedy popularnego czerwonego sztandaru. Dyrektor po prostu niedwuznacznie dał do zrozumienia ,że powodem całej afery jest to, że tato organizatora koncertu pan Wojciech Pik nie używał pasa (skórzanego) w wychowaniu swojego syna.
Czyli całą sprawę sprowadził do tego że winne aferze jest fatalne wychowanie młodzieży ,która nie ma za grosz szacunku do tradycji ,(w jego wersji) Władka Pogody z pasem skórzanym.








W dalszym ciągu jednak pozostają tajemnica pobudki, dla których sam dał pozwolenie na organizacje tego koncertu w MDK.O tym przeczytamy zapewne w czwartej wersji wydarzeń na którą z niecierpliwością czekamy.





Wójt Fila na wywczasach.

W Raniżowie mamy  od dłuższego czasu Wesele.
Pon się boją we wsi ruchu. Pon nos obśmiwajom w duchu.


Więcej światła rzuca radny Ozga na swoim blogu: 

Okazuje się, że napięcie wśród społeczeństwa rośnie a głosy aby przenieść dzieci do sąsiedniego Sokołowa Małopolskiego są coraz częstsze. Wśród części mieszkańców Zielonki i Staniszewskiego dominuje także pogląd aby oddzielić się całkowicie od Gminy Raniżów. Wiem, że podejmowane są ku temu już na dzień dzisiejszy dość poważne działania. Co natomiast w tej sprawie robi wójt Daniel Fila? Pozbywa się stresu na wycieczce…Można i tak prawda?

Gdzie parkować na rynku?

Na naszym ulubionym portalu informacyjnym Kolbuszowa24  przeczytaliśmy :

Propozycji na odblokowanie Rynku Romaniuk ma kilka. – Może należałoby pozwolić na godzinowe parkowanie, a potem zbierać opłaty – zastanawia się. – Mieszkańcy proponują także, aby przykładowo od listopada do kwietnia zezwolić na parkowanie na ścieżce rowerowej – wylicza.

Burmistrz Jan Zuba jednak sceptycznie podchodzi do tych propozycji. – Nie jest możliwe, byśmy ustanowili odpłatność powyżej jednej godziny parkowania – tłumaczy Zuba. – Rewitalizacja Rynku była dofinansowywana przez środki unijne. Projekt zakładał parking ogólnodostępny i bezpłatny. Jeżeli chcielibyśmy dzisiaj zmienić reguły gry, będziemy mieli kłopoty. Do tego nie możemy dopuścić – podkreśla burmistrz, dodając, że nie ma też jego zgody na wykorzystywanie ścieżki rowerowej pod parking.

Dlaczego więc nie wprowadzi się ograniczenia parkowania do 1.5 godziny w godzinach 8-17 od poniedziałku do piątku?Powyżej tego czasu kierowcy karani byliby mandatami.



Budynek socjalny na ulicy Wojska Polskiego.

Miło się dowiedzieć że pan radny Fryc  nas nie tylko czyta,ale też odpowiednio reaguje za wątpliwości nie tylko nasze.
Zapytał się na piśmie burmistrza Zuby co się dzieje z zaprojektowanym budynkiem na ulicy Wojska Polskiego,i powtórzył to pytanie na sesji rady miejskiej.Dzięki!

Otóż budynek komunalny/socjalny powstanie po... znalezieniu inwestora gotowego wyłożyć pieniądze.Tak więc to tylko kwestia czasu.
Warto więc przeanalizować pomysł  ,aby sprzedać działkę przy ulicy Wojska Polskiego dla prywatnych inwestorów, którzy postawią tam swoje budynki mieszkalne a za uzyskane pieniądze zbudować mieszkania socjalne/komunalne w tańszym miejscu gdzieś na obrzeżach miasteczka.
Najlepiej byłoby  jednak umieścić tam park rekreacyjno-sprtowy.
Warto działać teraz-jutro może być za późno.


czwartek, 14 lutego 2013

Nowoczesna Kolbuszowa

Michał Karkut stwierdził że obudził się w ciemnogrodzie ,a Dorian Pik skonstatował że został rozstrzelany  przez  pana, wójta i plebana. Oni młodzi zdolni (do wszystkiego) a tu wstrętna  wadza rzuca mi kłody pod nogi.

Otóż (tu podpowiadamy) pan Karkut jest przewodniczącym Komisji Rewizyjnej,a pan Pik przewodniczącym Komisji Oświaty ,Kultury (i takich tam innych) w Radzie Miejskiej.Czyli są na stanowiskach dzięki którym mogą a nawet są zobowiązani do sprawdzenia polityki kulturalnej jaką prowadzi dyrektor MDK Sitko Wiesław.Jakby mieli  wątpliwości to ten człowiek.





Ciekawe czy na szczekaniu (jak zwykle) się skończy.Czy też może panowie radni zaczną robić wreszcie (jak obiecywali) porządki w ratuszu.


Jako ciekawostkę podajemy fakt, że pan Sitko to znany kiedyś w Kolbuszowej anarchista.. Kiedy był jeszcze młody, wymalował był na pewnym budynku  dużymi literami nazwę swojego ulubionego zespołu muzycznego Genesis (wtedy jeszcze  Peterem Gabrielem). Było to wyczynem nie lada (biorąc pod uwagę wysokość). Jak widać zestarzał się, i zdziadział  strasznie.



Kolbuszowskie troki od kaleson.

Burmistrzem Torrington, Connecticut w Stanach Zjednoczonych jest od  7  lat Ryan J Bingham.Gdy został wybrany na to stanowisko  miał zaledwie 22 lata.
Już po 2 latach urzędowania miał na swoim koncie sporo sukcesów.



 Bez problemów odpowiada  na maile,używa mediów społecznościowych do komunikowania się z mieszkańcami tego 35 tys miasteczka.






Ryan J Bingham rządzi po prostu w imieniu mieszkańców tego miasteczka.Gdzie w Kolbuszowej są młodzi zbuntowani chcący zmian ludzie?
Gdzie jest "Nasza inicjatywa?





środa, 13 lutego 2013

Wnioski z historii.


Swego czasu byłem światkiem interesującego zdarzenia.Działo się to magistracie w mieście odległym o lata świetlne od naszego miasteczka.Młody człowiek  złożył podanie o pozwolenie na zorganizowanie koncertu muzycznego.Urzędnicy sprawdzili pieczątki,podpisy,ubezpieczenia i wszystko było w jak najlepszym porządku.Odmówili jednak wydania papieru wynajdując coraz to nowe problemy.A to podanie tylko w jednym egzemplarzu,a to stempelek na jednej z kartek niezbyt wyraźny.Młody człowiek wziął jednego z urzędników na stronę i zapytał się o co chodzi?Okazało się że zespół który miał wystąpić niezbyt podobał się burmistrzowi.Młody człowiek udał się więc do gabinetu włodarza miasta i zagroził że jeśli niedostanie zezwolenia do pod ratuszem zorganizuje protest.Burmistrz wyrzucił go z gabinetu.
Młody człowiek zasiadł na ławeczce przed budynkiem, wzbudzając rechot wsród patrzących na niego z góry urzędników.Po godzinie telefonowania i smsowania ,zebrał pod magistratem grupkę około 100 osób,która stale się powiększała.Urzędnicy wydali pozwolenie.
Dzisiaj już nieco starszy młody człowiek jest burmistrzem tego miasteczka.


Jaki wniosek z tej historii?
Gdyby Dorian Pik naprawdę chciał żeby ten koncert  się odbył, to Bracia Figo Fagot zagrali by w piątek w MDK.Gdyby radny Dorian Pik chciał naprawdę relanych zmian w jakości polityki władz naszego miasteczka, to byłyby one już zauważalne.

  W światku artystycznym tajemnica poliszynela jest to, że w kolbuszowskim MDK nie mogą wystąpić niektóre miejscowe zespoły, dopóki dyrektorem jest tam pan Sitko.I co mi pan zrobisz? Dwa lata  bycia przewodniczącym Komisji Oświaty, Kultury, Kultury Fizycznej, Opieki Społecznej i Zdrowia to chyba wystarczający okres aby skontrolować jakimi przesłankami w swojej pracy kieruje się MDK?Chyba że komus na tym nie zależy, ponieważ sam ma zielone światło, nawet na figo fago (dopóki burmistrz nie wstanie lewą nogą w pewien ponury niedzielny poranek).

A teraz idę posypać głowę popiołem ,czego wszystkim i każdemu z osobna życzy
Magiel.

Oświecony Wiesław Sitko

I sprawa afery  z Figo Fagot  się wyjaśniła.Jak oznajmił dyrektor Sitko Wiesław -afery niema.



Czyli całemu zamieszaniu winny jest Dorian Pik który zawalił organizacje koncertu i teraz winę zwala na
dyrektora Sitko i buduje atmosferę wyimaginowanych nacisków.
Brzmi logicznie  prawda?

Ponieważ mamy miły zwyczaj robienia zrzutów z ekranu zachowaliśmy to co dyrektor Sitko napisał kilka godzin wcześniej,tzn przed wizyta na dywaniku burmistrza.





Czyli (przed wizytą u burmistrza) dyrektorowi nie przeszkadzało że na 4 dni przed koncertem organizator nie dopełnił formalności.Radykalnie zmienił też zdanie na temat "społecznych  nacisków" które według niego są teraz "wyimaginowane".
Czekamy na kolejne oświadczenie dyrektora,mamy nadzieje że już po otrzeźwieniu mroźnym lutowym powietrzem.

P.s. Sądząc po nowej ugładzonej wersji wydarzeń (już bez nazwisk),zainteresowani sprawą  uzgodnili już nowe szczegóły w gabinecie burmistrza.Wicie rozumicie dla dobra ogółu.

Dowcipny burmistrz Zuba

Zaglądający na miejska stronę internetową (zachęceni ostatnia reklamą naszego miasteczka w mediach ogólnopolskich) napotykają na taki oto uroczy obrazek:


Kolbuszowa jest naprawdę spoko! ;)

wtorek, 12 lutego 2013

Burmistrz Zuba znowu niewinny.


Na naszym ulubionym portalu informacyjnym Kolbuszowa 24  przeczytaliśmy:


Zorganizowaliśmy w tej sprawie spotkania z mieszkańcami, którzy złożyli protest – tłumaczył burmistrz Jan Zuba. – Zasugerowaliśmy inwestorowi dojazd do jego działki z drogi wojewódzkiej przez ul. Fabryczną i Żytnią, którą musiałby przebudować. Proponowaliśmy mu również połączenie drogi wojewódzkiej z ul. Jaśminową, rzecz jasna na jego koszt. Niestety ani jednego, ani drugiego rozwiązania inwestor nie zaakceptował. Natomiast uzyskał zgodę, czemu się bardzo dziwimy, na utworzenia jeszcze jednego zjazdu ze swej posesji na drogę wojewódzką. Niestety, nic na to nie poradzimy, jako gmina, nie jesteśmy zarządcą ruchu na drogach wojewódzkich - zakończył swą odpowiedź burmistrz Jan Zuba. 





Burmistrz zapomniał jednak dodać że wydając warunki zabudowy dla inwestora, mógł ustalić takie a nie inne drogi dojazdowe.Dlaczego tego nie  zrobił?
Teraz jest zaskoczony.Tak samo nie wie, dlaczego skrzyżowanie pod Biedronką jest takie wypadkowe.Po prostu pech.

Cepeliada

Siem narobiło...

Każdy już powiedział to co wiedział (albo się domyślił) na ten temat chyba wszystko...

Jutro środa popielcowa,ciekawe czy burmistrz z dyrektorem (chrześcijańskim zwyczajem) ,złożą się po połowie (ze swojej kieszeni) i zwrócą organizatorom tego nieszczęsnego koncertu koszty jego organizacji?
To byłoby przynajmniej jakaś próba honorowego wyjścia z sytuacji.Jak na razie mamy tylko małomiasteczkowy folklor.


poniedziałek, 11 lutego 2013

Kolbuszowiacy! Nic sie nie stało!Nic sie nie stało!

 Nic się nie stało?!
Ostatnie kilkadziesiąt godzin pokazały, obnażyły struktury miejscowej władzy.Pomijając fakt czy ten koncert miał sens (czy też nie), w tym czasie (i w ogóle) ,nie oto tutaj chodzi.W Kolbuszowej wystarczy bowiem tylko jeden telefon  do burmistrza, w szczególnie  ciemną,lutową ,mroźną ,niedzielną,noc aby wyciągnął on z łóżka  podległego mu urzędnika by ten zerwał legalnie podpisany kontrakt.
Ile takich tajemniczych telefonów odbiera burmistrz?Ile takich rozmów przeprowadza?
Jeśli ktoś uważa że przesadzam, to niech mi powie: dlaczego od lat kilku nie można rozwiązać problemów nawet w przedszkolu?


Dyrektor Sitko umywa ręce.

W sobotę wieczorem ,Dorian Pik zaczął szukać na facebooku, autora listu łańcuszka świętego Antoniego, wzywającego do bojkotu koncertu zespołu Braci Figo Fago.Nie przewidział jednak jednego:nie docenił swojej własnej popularności.Dzięki temu wiadomość o proteście rozniosła się po kolbuszowskiej strefie internetowej lotem błyskawicy.Autor/autorzy nawet o tym pewnie nie marzyli.
Już w niedziele po 24 godzinach, burmistrz Zuba wyciągnął dyrektora Sitkę z łóżka ,  który o 20.56  zamieścił na stronie MDK takie oto oświadczenie:






Jeśli MDK  niema nic wspólnego z organizacja koncertu Braci Figo Fagot to gdzie on się odbędzie?
Ktoś ten termin i wykonawce w MDK zatwierdził,ktoś personalnie odpowiada za poziom artystyczny imprez.Umywanie teraz rąk pod wpływem protestów jest ze strony dyrektora idiotyczne .
Protest jest (z tego co rozumiem) przeciwko udostępnianiu mienia miejskiego do takich a nie innych celów.
Umowę podpisał  dyrektor Sitko ,wiedział na co wydaje zgodę,co ma więc do tego organizator?Na drugi raz, niech myśli co robi.



Termin koncertu jest niefortunny,poziom profesjonalny zespołu niezbyt wysoki-to raczej totalna zgrywa.Bywa.
Ktoś jednak wyłożył pieniądze aby się odbył,ktoś to zatwierdził,udostępnił pomieszczenia,ktoś teraz protestuje.Ot normalne w demokracji przepychanki.
Boje się jednak, że znowu zostanie to wykorzystane do niszczenia człowieka ,któremu  jeszcze się chce coś w tym naszym grajdołku zrobić.


Czarnowidz z Dzikowca

Kilka miesięcy temu wójt Klecha w Super Nowościach wieszczył:


Spokojnie, ta biogazownia jest dopiero na etapie planów inwestora, które nie wiadomo, czy się ziszczą – studzi emocje wójt Krzysztof Klecha. – To są zamierzenia, które być może staną się faktem, lub nie.- Realizacja tej inwestycji zależy od tak wielu czynników, że dzisiaj jest to mrzonka, takie wirtualne przedsięwzięcie, a nie w realnej rzeczywistości – zaznacza wójt.


I wykrakał.
W ostatnim wydaniu Korso czytamy:

Wniosek (o dofinansowanie) został odrzucony, gdyż Bioenergia składając go nie wskazała dokładnego położenia projektowanej infrastruktury (konstrukcji, ogrodzenia, kontenerów z urządzeniami elektroenergetycznymi, etc.) i złożyła uzupełnienia i wyjaśnienia w jednym egzemplarzu. W proteście spółka argumentowała, że wskazanie dokładnego położenia całej infrastruktury na tym etapie jest niemożliwe. Do tego potrzebny jest już dokładny projekt, a sporządzenie go wymaga zbadania wytrzymałości gruntu. 

Po jaką  cholerę więc gmina pakuje się w spółkę która  (wg wójta Klechy) ma marne szanse na zbudowanie czegokolwiek?
No po co?



niedziela, 10 lutego 2013

Zamyślenia Ryszarda Szilera

W wydawnictwie miniatury ukazała się Księga Zamyśleń pan Ryszarda Szilera.Mamy nadzieję że już niedługo będzie ona do nabycia w księgarni Pegaz. To bardzo osobiste przemyślenia  naszego miejscowego artysty,pozwalające odkryć dlaczego jest jaki jest. :)
Oto przedsmak.



Było to na początku lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. ( Kiedy się napisze takie jak
to zdanie dopiero wtedy widać jak upływa czas). Pracowałem w szkole w Dzikowcu i tu
odnalazł mnie ponad czterdziestoletni wtedy człowiek, dosyć niezwykły jak na miejscowe
warunki. Do dzisiaj nie wiem kim był naprawdę. Przed czym uciekał, czego poszukiwał.
Miałem wtedy około dwudziestu pięciu lat i mało mnie to właściwie obchodziło. Stwierdził
kiedyś, że jest synem przedwojennego fabrykanta , chyba z Katowic, i nosi w sobie obraz
porozbijanej domowej porcelany, w dosłownym tych słów znaczeniu, dlatego doskonale rozumie głębię Miłoszowego ( W Miłoszu żeśmy się wtedy rozczytywali ) refrenu :”Niczego
mi proszę pana tak nie żal jak porcelany”…
Tyle tylko wiem z jego przeszłości, bo o więcej nie pytałem, choć ludzie rozpowszechniali
mniej albo bardziej wyssane z palca sensacje.
Napomknął też kiedyś, że żona mu uciekła z jakimś tam milicjantem. Miał z nią syna, którego
potem poznałem, też jak ojciec uzdolnionego plastycznie.
Bo Jurek był przede wszystkim malarzem, choć może głównie artystą , rzeczywistym, w
całym tego słowa znaczeniu. Ostatnim chyba z dawnej bohemy, jakby jeszcze młodopolskiej.
Elokwentny, błyskotliwy erudyta trwonił życie na zachwytach i pijaństwach . Kochał się w
okolicznych krajobrazach i lasach, które dla siebie odkrył, o które walczył z drwalami i w
których próbował zamieszkać. Drugą jego miłością były kobiety, jednak dla tych, na których
mu zależało był już niestety zbyt stary.
Zamykał się więc w samotności wynajmowanego domu ( na skraju lasu , w miejscu
zapomnianym przez Boga i ludzi ), którą wypełniało bez reszty malarstwo i lektura książek.
Kiedy się tym zmęczył ponad miarę wpadał w krótsze albo dłuższe ciągi alkoholowe, podczas
których spełniał swoje fantazje i fraternizował się z okolicznymi chłopami .
Nawiedzał ludzi o nieprzyzwoitych porach, tłukł się po dalekich bezdrożach taksówkami
zwożąc pannom kwietne bukiety, rozrzucał perły skojarzeń, śmiał się ze świętości, kpił z, jak
mawiał : wszelkich transcendencji i na sposób Stańczyka zamyślał nad tym, co to „nic, panie,
nie warte”.
....
Był właśnie czerwcowy , upalny czas wielkiego truskawkobrania , kiedy zdałem sobie sprawę
z przedłużającej się ponad miarę jego nieobecności. Potem nadciągnęły chłodne zadeszczone
dni.
W przerwach między deszczami porządkowałem, zgodnie z zaleceniami mojego ówczesnego
guru - Woltera, swój ogródek, w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu.
Układałem kamienie, przesadzałem rośliny i naraz w jakimś , trudnym do określenia,
momencie zacząłem czuć smród padliny.
Coraz bardziej intensywny i natrętny.
Zacząłem więc szukać jego źródła. Myślałem, że zapach wydobywa się z jakiegoś zdechłego
zwierzęcia, które leży między roślinami, a może płytko w ziemi.
Nic takiego jednak nie znalazłem.
Tymczasem fetor zaczął być coraz bardziej nieznośny i nie umiejscowiony.
Słowem śmierdziało mi wszystko obrzydliwie.
Wielokroć myłem ręce i zmieniałem ubranie, tak, że wpadłem nawet jakby w rodzaj fobii na

tym punkcie. Niczego to jednak nie zmieniło.
Mdlący smród był coraz silniejszy i wszechobecny.
Czułem go jednak tylko ja, mimo tego, że prosiłem domowników by mnie obwąchiwali. Nikt
niczego nie czuł, a ja niewypowiedzianie cierpiałem.
Dziw ten ,całkiem nie do pojęcia, trwał chyba tydzień. Potem jakby zmalał i przygasł, ale był
nadal obecny.
Aż któregoś dnia zbudził mnie natarczywy telefon. Dzwoniła Ruta, przyjaciółka Jurka.
Przyjechała by go odwiedzić i zabrać nowe obrazy, na które czekali jej znajomi w Holandii.
Kiedy zbliżyła się do domu Jurka zobaczyła roje granatowo - złotych much, którymi
oblepione były okna i poczuła wydobywający się przez szpary ohydny fetor.
Obraz jaki potem zobaczono we wnętrzu pozostawiam wyobraźni czytelnika, dodam tylko, że
siostra Jurka, którą Ruta natychmiast zawiadomiła, a która od lat jest lekarką, mówiła nam, że
czegoś takiego nigdy wcześniej w swoim życiu nie widziała.
Na łóżku w kuchni leżała rojąca się od much galareta, a obok na krześle rozrzucone kartoniki
z tabletkami relanium…
Jurka pochowano na Salwatorze w Katowicach i chyba w tym samym dniu rzeczywistość
przestała mi śmierdzieć.
Ale to nie wszystko o nawiedzających mnie wówczas zapachach.
W niedługi czas potem któregoś wieczoru moją małżeńską sypialnię wypełnił aromat
przedniego południowego wina.
Tym razem intensywny zapach poczuliśmy obydwoje z żoną, a że nic tutaj nie mogło tak
pachnieć, powiedzieliśmy sobie jednocześnie : Jurek !
Takie to było jego pożegnanie z nami , poniekąd ironiczne, bo wina o takiej woni w żadnym z
polskich sklepów nie sposób było wtedy kupić.
Swoją drogą gdybym sam był tego wszystkiego nie przeżył, nigdy bym w to nie uwierzył. A
tak wiem, że to prawda. Długo zeszło nim zrozumiałem jej sens i wartość.
Dokładnie tyle ile moje nawrócenie.




Radny Karkut na szczycie.





Jaki ma plan Gmina Kolbuszowa aby w jak największym pożytkiem wykorzystać te środki?Może warto teraz zacisnąć pasa ,szukać wszędzie oszczędności  w budżecie i od 2014 roku wystartować z inwestycjami planowanymi pod konkretne projekty dotowane przez UE?

Figo fagot w Domu Kultury.

Po kolbuszowskiej strefie facebooka krąży łańcuszek świętego Antoniego:

Proszę o pomoc,x Julek prosił mnie o to i ja teraz dlatego proszę Cię o to samo!
15 lutego w Miejskim Domu Kultury w Kolbuszowej wystąpią bracia Figo Fagot.
Śpiewają piosenki zbereźne, lubieżne, wulgarne i rasistowskie. Poza tym koncert ten przypada na pierwszy piątek Wielkiego Postu, kiedy w kościele Wszystkich Świętych w Kolbuszowej będą odbywać się rekolekcje, a w kościołach sąsiednich Drogi Krzyżowe. I to wszystko w Miejskim Domu Kultury, który ze swej natury powinien promować kulturę, a nie jej zaprzeczenie.
Nie możemy pozostać wobec tego obojętni.

Piszmy, dzwońmy, wyraźmy nasze zdanie!

Miejski Dom Kultury w Kolbuszowej
ul. Obrońców Pokoju 66
36-100 Kolbuszowa
email: mdk@kolbuszowa.pl
tel. (17) 2271-563, wew. 24 - Dyrektor


A nas zaciekawiło dlaczego nie organizuje się  protestu, ze względu na katastrofalnie niski poziom artystyczny tego Figo fago. Dlaczego na przykład dyrekcja i nauczyciele ze szkoły muzycznej nie zorganizują jakiejś cool pikiety pod MDK? :)

Wygląda  jednak na to, że jest to tylko  akcja reklamowa promotorów trasy koncertowej zespołu.







sobota, 9 lutego 2013

Nazywam się Miliard

Co roku w Walentynki chcemy pamiętać tylko o miłości, prezentach i pocałunkach. W tym roku ogólnoświatowa kampania "Nazywam się Miliard" przypomni jednak o czymś znacznie poważniejszym - o przemocy wobec kobiet. W 160 krajach na całym świecie, w walentynki, kobiety będą protestować przeciwko gwałtom, biciu i wykorzystywaniu w prosty sposób: tańcząc.
Według szacunków przytaczanych przez Eve Ensler, pomysłodawczynię akcji "Nazywam się Miliard", jedna na trzy kobiety na świecie doświadczy w swoim życiu przemocy: zostanie zgwałcona lub pobita. Problem dotyczy więc około miliarda kobiet. Ensler nawołuje, by 14 lutego każda kobieta zaprotestowała przeciw takiemu stanowi rzeczy. Niech na krótką chwilę zostawi pracę, dzieci i inne obowiązki i zatańczy.
"Nazywam się Miliard" (w oryginale: One Billion Rising) odbędzie się w kilkunastu polskich miastach, choć finalnie może to być kilkadziesiąt miejsc. Tańczyć przeciwko przemocy chce coraz więcej Polek.



Na kolbuszowskim blogu Fundacja serce >>kliknij tutaj<< autorki zamieściły refleksje ks. J. Szumierzana na temat roli kobiety.Czytaliśmy  te rozważania dwa razy i dokładnie nie wiemy co ksiądz miał na myśli pisząc:Dlatego ważne by kobiety każdego mężczyznę spotkanego na ulicy uczyły gestów miłości.

Może miał na myśli akcje "Nazywam się Miliard"?

Ciekawe czy redakcja Korso podejmie się trudu rozpropagowania tej akcji?Wszak 3/4 jej składu to kobity. A Magiel tańczący wokół studni z redaktor naczelną Marleną Bogdan ,ściągnąłby na rynek tłumy miejscowych urzędników.

Wspólna historia zobowiązuje.

Zaledwie kilka kilometrów od północnych granic Rzeszowa leży pewne miasteczko. Powstało 442 lata temu. Przez ponad 270 lat mieszkali w nim wspólnie chrześcijanie i żydzi. Jedni i drudzy obchodzili własne święta, mieli swoje organizacje, żenili się i wychodzili za mąż tylko we własnym gronie. Ale kiedy na miasteczko spadł pożar, powódź, zaraza, czy głód cierpieli wszyscy – i jedni i drudzy.
....
  270 lat wspólnej historii zobowiązuje. Zobowiązuje do zachowania pamięci o dawnych sąsiadach. I właśnie w tym celu powstała ta strona.
 >> kliknij tutaj<<


Wstyd przyznać, ale my nie zrobiliśmy nawet tyle.



Autorem strony jest młody nauczyciel historii mieszkający w Raniżowie a uczący w Liceum Samorządowym w Głogowie,pan Dawid Rosół. Zorganizował nawet wystawę która krąży po  głogowskich szkołach.




 Czyli można...
Warto się zastanowić dlaczego taka strona i taka wystawa nie może(?) powstać w Kolbuszowej.

piątek, 8 lutego 2013

Kto kocha Marlenę Bogdan?

Z przykrością dowiedzieliśmy się że w czasach kiedy wszystko drożeje ,potaniała miłość.
Za jedyne 2.46 zł (+VAT) można wyrazić jak bardzo kocha się redaktor naczelną Korso Kolbuszowskie.
Powodzenia!
My jako tradycjonaliści wybieramy skromny bukiet kwiatów ,oraz butelkę dobrego wina-zawsze działa. ;)